Tajemniczy krach rubla. Putin balansuje na linie. Ma powód

Rosyjska waluta już jest dramatycznie słaba, a prawdopodobnie będzie osłabiać się nadal. Teoretycznie władze mają narzędzia, żeby zatrzymać ten proces, ale tego nie robią. Dlaczego? Pytamy analityczkę.
Władimir Putin
Fot. REUTERS/Vyacheslav Prokofyev

Rubel jest najsłabszy wobec głównych zagranicznych walut odkąd 22 lutego 2022 roku rosyjskie wojska przekroczyły granicę z Ukrainą. Bank Centralny Rosji w środę 27 listopada ustalił oficjalny kurs wymiany rubla na poziomie ponad 105 wobec dolara amerykańskiego. Dodatkowo na rynku walutowym rosyjska waluta traci ponad 5 proc. wobec wczorajszego zamknięcia - za "zielonego" trzeba zapłacić aż 113 rubli. Euro jest o 6 proc. droższe, trzeba za nie zapłacić 120 rubli, zaś za franka szwajcarskiego 128 rubli. Obecne wartości można potraktować jako symbol tego, w jakim miejscu znalazła się rosyjska gospodarka po miesiącach obowiązywania przeróżnych sankcji, które miały złamać Rosjan ekonomicznie.  

Zobacz wideo Władimir Putin odpowiada na decyzję Joe Bidena. Rosja zmienia doktrynę użycia broni jądrowej

Rosja stoi, bo wszyscy zaangażowani są w wojnę. "Społeczeństwo ubożeje"

- Rosja będzie miała coraz większe problemy związane ze swoją walutą - przewiduje prof. Agnieszka Legucka, analityczka ds. Federacji Rosyjskiej z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Sankcje działają w różnych sektorach. Rosjanie mają brak produkcji. Muszą importować, a na wewnętrznym rynku są braki. W zeszłym roku nie było jajek, a w tym masło sprzedawane jest w opakowaniach antykradzieżowych. Powodem jest przestawienie gospodarki na gospodarkę wojenną - opowiada nam analityczka.  

Rosjanom brakuje m.in. rąk do pracy. - Przemysł wojenny po prostu wysysa ludzi z rynku. W sektorach takich jak rolnictwo, transport, budowlanka nie ma kto pracować, bo wszystkich przeniesiono w sektor zbrojeniowy. Nie ma rąk do pracy, więc produkty nie są wytwarzane w Rosji. Muszą być więc importowane, a to podnosi ich ceny, a przez to coraz mniej osób na nie stać - opisuje ten mechanizm prof. Agnieszka Legucka. Nakręcająca się bieda w pewien sposób sprzyja jednak Kremlowi. - Rosjanie bardzo mocno kalkulują finansowo. Władimir Putin podnosi coraz bardziej pensje żołnierzom na kontraktach, a przez to, że rosyjskie społeczeństwo ubożeje, co daje mu kolejne kolejnych rekrutów na wojnę. Natomiast to cały czas balansowanie na linie - dodaje analityczka.  

Niski kurs rubla odpowiada władzom. Jak to możliwe?

Podobnie jest w przypadku wspomnianego fatalnego kursu rubla.

Słaby rubel w stosunku do dolara to korzystna sytuacja np. dla Ministerstwa Finansów. To dodatkowy zastrzyk pieniędzy do budżetu ze względu na bardzo korzystne przewalutowanie. Kontrakty rozliczne są w dolarach, więc im słabszy rubel, tym więcej pieniędzy dostaje Rosja ze sprzedaży ropy naftowej i gazu ziemnego

- wyjaśnia nam prof. Agnieszka Legucka. Może to dziwić, ale Kreml oficjalnie się do tego przyznaje. Minister finansów Anton Siluanov tak skomentował deprecjację rosyjskiej waluty: "nie mówię, czy kurs jest dobry, czy zły. Mówię tylko, że dziś stawka dla eksporterów jest bardzo, bardzo sprzyjająca eksportowi". Słabszy rubel pozwala Rosji de facto na skuteczniejsze finansowanie wojny w Ukrainie w krótkim okresie poprzez zmniejszenie realnych kosztów zakupu broni i wydatków na pensje żołnierzy.  

Konsekwencją takiej postawy jest pogłębianie problemów w i tak dramatycznie wyglądającej gospodarce. Inflacja cen detalicznych wynosi w Rosji obecnie 8,5 proc., rubel rosyjski jak wspomnieliśmy, szoruje po dnie, a bank centralny trzyma główną stopę procentową na najwyższym od ponad dwóch dekad poziomie - 21 proc. W ten sposób praktycznie blokowane są jakiekolwiek inwestycje, przez co produkcja się nie rozwija, a niektóre sektory są bliskie upadkowi. 

- Obniżka stóp procentowych mogłaby spowodować umocnienie waluty i odetchnięcie społeczeństwa, ale Rosja nastawia się, że niektórzy muszą cierpieć, dla wyższych celów. Nie chcą ruszać stóp procentowych, mimo że to ogranicza inwestycje, a jednocześnie nie chcą tego jeszcze zatrzymywać, bo więcej gotówki wpada do budżetu - mówi nam analityczka.  

Rosjanie powiedzą "dość"? O tym może zdecydować jedna rzecz

Pytanie jak długo Rosjanie to wytrzymają? - Władze muszą balansować między społecznym poparciem a sytuacją makroekonomiczną. Rosjanie mogą się zbuntować, zwłaszcza jeśli przed oczami stanie im ponura wizja lat dziewięćdziesiątych - mówi nam prof. Agnieszka Legucka.

- Rosjanie patrzą głównie na swój portfel i jeżeli władze przekroczą granicę, że bardziej będzie doskwierać im wojna, może być różnie. Jeżeli połączą kropki, że zaczynają tracić na wojnie, nie wykluczam, że władza może mieć problem. Trzeba jednak dodać, że wiele osób, które idą do wojska, na tym zyskuje. Budują nowe domy, stać ich na nowe rzeczy. Nie można więc powiedzieć, że Rosjanom chodzi tylko o budowanie imperium. Chodzi też o pieniądze. Jeśli te przestaną się zgadzać, zaczną zadawać pytania - dodaje. 

Więcej o: