Na otwarciu Xiaomi tracił niemal 3 proc., potem przez moment było jeszcze gorzej i akcje spadały nawet o 5-6 proc. I to w czasie, kiedy giełda w Hongkongu rosła, a główny jej indeks, Hang Seng, zyskiwał ponad 1,5 proc.
Można to uznać za rozczarowanie, choć już wcześniej pojawiły się sygnały, że początek giełdowej kariery spółki nie będzie tak imponujący, jak początkowo zakładano. Pod koniec czerwca podano szczegóły oferty, z których wynikało, że wartość rynkowa firmy sięgnie około 54 mld dolarów - pierwotnie Xiaomi liczył na 100 mld dolarów. Ze sprzedaży akcji firma chciała zebrać około 10 mld dolarów, ostatecznie było to 4,7 mld dolarów.
To dopiero pierwszy dzień notowań, ale dla niektórych jest sygnałem, że nastawienie inwestorów do branży technologicznej się zmieniło i kolejnym firmom może być trudniej zbierać pieniądze z rynku.
Xiaomi jest trzecim największym giełdowym producentem telefonów. Tak duży i tak wyczekiwany debiut przyciągnął znanych inwestorów. Wśród nich znaleźli się George Soros, chińscy miliarderzy Jack Ma (założyciel spółki Alibaba) i Pony Ma (właściciel technologicznego giganta Tencent) czy Qualcomm.
Oferta Xiaomi przypadła na trudny moment na azjatyckich rynkach. Giełdy w ostatnim czasie spadały, bo rosło napięcie geopolityczne między Chinami a Stanami Zjednoczonymi w związku ze sporem o cła, który zaczyna wyglądać jak wojna handlowa.
- W tym trudnym momencie w chińsko-amerykańskich relacjach handlowych światowe rynki kapitałowe nieustannie się zmieniają. Chociaż warunki makroekonomiczne są dalekie od ideału, wierzymy, że znakomita firma może sprostać wyzwaniu i się wyróżnić - zapewniał podczas wystąpienia na giełdzie w Hongkongu prezes Xiaomi Lei Jun.
Nie tylko geopolityka niekorzystnie wpłynęła na debiut spółki. - Inwestorzy są sceptycznie nastawieni co do perspektyw wzrostu Xiaomi, bo globalny rynek smartfonów wydaje się być na minusie - komentuje jeden z analityków, cytowany przez portal wsj.com, internetową wersję "The Wall Street Journal".
Według ekspertów, inwestorzy najwyraźniej uznali, że cena emisyjna Xiaomi była dość wysoka w porównaniu z innymi spółkami, jak Apple. Do tego nie wszyscy chcą uznać Xiaomi jako firmę internetową, tak jak sama siebie określiła - dla wielu pozostaje przede wszystkim producentem sprzętu.
Zobacz też: Xiaomi Mi 8 już oficjalnie. Chińczycy pokazali nie jeden, a aż trzy nowe smartfony