Kolejna afera finansowa w Niemczech. Tym razem z żaglowcem

Niemcy mają nową aferę finansową. Nie taką dużą jak w przypadku lotniska BER, ale łączy je skandaliczne przekroczenie budżetu. Tym razem chodzi o żaglowiec szkolny niemieckiej marynarki wojennej "Gorch Fock".

Prace remontowe żaglowca "Gorch Fock" mają zostać wznowione. Wcześniej wstrzymano je wskutek gwałtownie rosnących kosztów i zarzutów malwersacji pod adresem stoczni, w której przeprowadzano remont.

Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen (CDU) oświadczyła, że jej celem jest, aby remont żaglowca ruszył ponownie w poniedziałek 18 marca. W lecie Gorch Fock powinien być ponownie zdolny do pływania. Do tego czasu na jego remont stocznia, w której to się odbywa, będzie mogła wydać dodatkowo maksymalnie 11 mln euro.

Od strony formalnej na wznowienie prac remontowych muszą się jeszcze zgodzić uczestnicy postępowania upadłościowego prowadzonego wobec stoczni Elsflether Werft AG w Elsfleth w Dolnej Saksonii. Wcześniej odbyły się rozmowy z nowym kierownictwem stoczni, któremu zależy na ukończeniu tego projektu i naprawieniu błędów popełnionych przez poprzednie.

"Gorch Fock", czyli legenda

Trzymasztowy bark "Gorch Fock" został zbudowany w 1958 roku. Jego nazwa pochodzi od literackiego pseudonimu znanego niemieckiego pisarza marynisty i poety Johanna Wilhelma Kinaua. W zasadzie powinien się nazywać "Gorch Fock 2", ponieważ w niemieckiej marynarce wojennej służył już wcześniej żaglowiec o tej nazwie. W Niemczech "Gorch Fock" jest niezwykle popularny i cieszy się taką sławą i sympatią, jaką w Polsce darzy się słynny "Dar Pomorza". Wyszkoliły się na nim całe pokolenia oficerów niemieckiej marynarki wojennej.

Od 2015 roku "Gorch Fock" nie wychodził w morze ponieważ wymagał remontu, chociaż w 2000 roku został zmodernizowany. Na prace remontowe przeznaczono początkowo 10 mln euro, później okazało się, że pochłoną one 75 mln, a teraz mówi się o 135 mln euro. Do początku tego roku na remont żaglowca wydano już około 69 mln euro.

"Gorch Fock", czyli skandal

Wszystko to przypomina do złudzenia aferę z ciągnącą się od lat budową wielkiego międzynarodowego portu lotniczego Berlin-Brandenburgia im. Willy'ego Brandta, która pochłania coraz większe sumy, ponieważ co chwila wychodzą na jaw nowe usterki i błędy, które trzeba usuwać. Ta budowa w Niemczech i za granicą stała się już synonimem marnotrawstwa i zburzyła mit o solidnych Niemcach, którzy wszystko zawsze doskonale planują, a potem wykonują to na medal.

W przypadku "Gorch Focka" pod wieloma względami jest podobnie, choć na dużo mniejszą skalę. Pierwotne koszty jego remontu wzrosły już 14-krotnie i nie wiadomo, czy na tym się skończy. Wiele dużych i ważnych części trzeba w gruncie rzeczy wykonać na nowo, co stawia pod znakiem zapytania sens całego przedsięwzięcia. Być może byłoby lepiej podjąć decyzję o wybudowaniu nowego stataku szkolnego dla Bundesmarine. Federalny Trybunał Obrachunkowy, będący odpowiednikiem polskiego NIK-u, stwierdził, że podczas remontu statku popełniono poważne błędy i zaniedbania.

Stocznia Elsflether Werft złożyła 20 lutego wniosek o postępowanie upadłościowe. Jej trudna sytuacja finansowa ma związek z przypuszczalnym sprzeniewierzeniem przez nią sum idących w miliony euro. Nowe kierownictwo stoczni oraz ministerstwo obrony jako zleceniodawca remontu żaglowca przypisują winę za ten stan rzeczy jej poprzedniemu zarządowi. 

(DW, dpa, afp / pa)

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

embed
Więcej o: