W tym roku "Forbes" po raz kolejny uznał Michała Sołowowa najbogatszym Polakiem. Jego majątek wyceniono na ponad 27 mld zł. Dziennikarze przeprowadzili rozmowę z przedsiębiorcą. Dotyczyła ona przede wszystkim małych reaktorów jądrowych (SMR), które spółka Synthos, której jest udziałowcem, miała budować wraz z Orlenem. W tym celu powołano podmiot Orlen Synthos Green Energy (OSGE).
Na początku rozmowy Michał Sołowow zwrócił uwagę, "że w projekcie atomowym, szczególnie w obszarze regulacyjnym" konieczne jest współdziałanie z państwem. - Tego projektu bez państwa po prostu nie da się zrealizować - stwierdził Sołowow. ABW wydało jednak negatywną opinię, jednak z racji tego, że jest tajna, nie wiadomo, jaka była przyczyna odmowy. - Nie chcę, aby "negatywna opinia ABW" została zanonimizowana podpisem "służby". Tu chodzi o jednego człowieka, Mariusza Kamińskiego. To on prowadził tę sprawę od początku do końca, nawet kiedy nie pełnił już formalnie żadnych funkcji. Również wtedy wydawał w tej sprawie opinie i miał dostęp do tajnych dokumentów - powiedział Sołowow. - Moje nazwisko nigdy nie padło z ust tego pana. Ale sam sobie zadaję pytanie, o co w tym wszystkim chodzi, i nie znajduję racjonalnej odpowiedzi. Nie wiem, dlaczego można być tak zawziętym i działać na szkodę Polski. Dlaczego to robił i dalej robi? Nie mam zielonego pojęcia, ale poziom jego agresji nie może być motywowany tylko niechęcią do Obajtka - dodał przedsiębiorca.
Zapytany o to, czy Kamiński mógł mieć "jakiś kwit", który mógł zaszkodzić sprawie, Sołowow stwierdził, że polityk PiS jest "szeroko znany jako specjalista od preparowania kwitów". Jego zdaniem Mariusz Kamiński od lat nie żywił sympatią Daniela Obajtka, byłego prezesa Orlenu. Niechęć miała być spowodowana przez to, że Obajtek nie chciał "zatrudniać jego ludzi", połączył Orlen z PGNiG, a także z zazdrości. - Na parę miesięcy przed wyborami pan Kamiński zaczął aktywnie torpedować nasz projekt, blokując wydanie opinii zasadniczych dla OSGE. Dziś okazuje się, że nie były to jedyne działania. W tajnych notatkach podważano technologię GE Hitachi, snuto wizje zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego państwa - dodał.
Sołowow przekazał również, że cała procedura przed ABW trwała siedem miesięcy. - Moim zdaniem wszystko zmierzało do tego, żeby nie tyle wydać negatywną opinię, ile by nie wydać jej w ogóle. Jej brak zablokowałby nasz projekt. Opinia została wydana dopiero po wyborach, kiedy dla tych panów stało się jasne, że przegrali - uznał Sołowow i podkreślił, że gdyby PiS nie wygrało wyborów, opinii w tej sprawie nie byłoby do dziś. Powiedział również, że spółka prowadziła równolegle rozmowy z innymi podmiotami z branży energetycznej. Okazywało się jednak, że konieczna do budowy SMR-ów będzie współpraca z państwowym partnerem.
- Jeszcze raz podkreślam - to Orlen przystąpił do naszego prywatnego projektu. Ludzie, którym to partnerstwo było nie na rękę, wciąż są aktywni. Podkreślam: niektórzy ludzie, a nie służby jako takie. Mimo to od momentu podpisania umowy przez dwa lata nie pojawiła się ani jedna notatka kwestionująca jej zapisy. Gorąco zrobiło się dopiero wtedy, gdy ten projekt zaczął być postrzegany jako game changer w energetyce - mówił Sołowow.
SMR to mały zmodularyzowany reaktor o mocy około 300 MW. Projekt miał być ważnym elementem koncepcji strategicznej "Green Wall". Przedsięwzięcie polega na wybudowaniu floty kilkudziesięciu SMR-ów w państwach Europy Środkowej. Wówczas dane kraje mogłyby się uniezależnić od energii dostarczanej z zewnątrz, w szczególności od rosyjskiego gazu. - SMR-y to przyszłość energetyki: dopasowanie do sieci, możliwość produkcji ciepła, elastyczność mocy - to krytyczne cechy. Tak oceniła to ostatnio Komisja Europejska, tak widzą to USA, Kanada, Wielka Brytania, Czechy, Estonia. W Kanadzie powstaje pierwszy reaktor BWRX-300 GE Hitachi, kolejne powstają w USA - komentował Sołowow.