Ciszę na dworcu Warszawa-Wschodnia w niedzielę (1 marca) rano przerwała głośna muzyka i tłum ludzi gromadzących się na peronie numer 3. Przy tradycyjnych czeskich kanapkach chlebíčkach i szampanie świętowano odjazd pierwszego pociągu czeskich linii Leo Express z Warszawy do Pragi, przez m.in. Kraków i Ostrawę. Od tego miesiąca Czesi zapewnią na tej trasie dwa kursy w obie strony.
Dla wielu podróżnych zobaczenie charakterystycznych czarnych pociągów było nowością. Tymczasem Leo Express jest już w naszym kraju od 2018 r., gdy uruchomił pierwsze połączenia między Krakowem a Pragą.
Od kilku miesięcy czeski przewoźnik robi jednak wszystko, by przestać być ciekawostką na naszym rynku, a zacząć być traktowany jako poważny gracz, będący realną alternatywą dla PKP. Zwłaszcza dla klientów. Zaczął obsługiwać najpopularniejszą trasę w kraju, czyli Warszawa - Kraków (gdzie stale zwiększa liczbę kursów), a do tego planuje otwierać kolejne połączenia międzynarodowe m.in. łączące Kraków z Frankfurtem i Dreznem w Niemczech. I co istotne, to połączenie komercyjne uruchomione bez dotacji z budżetów publicznych i oparte na popycie pasażerów.
Ambitne wejście Leo Express do Polski pozostaje jednak przyćmione przez innego prywatnego przewoźnika, który z początkiem roku zaczął rozszerzać swoje połączenia w kraju. Mowa o firmie RegioJet. O tym wejściu w mediach było znacznie głośniej. Ale zapewne nie o taki rozgłos Czechom chodziło.
Otóż wejście RegioJet do Polski trudno nazwać inaczej niż falstartem. Na kilka dni przed wejściem w życie nowego rozkładu jazdy, anulowano blisko połowę planowanych połączeń, które musiało przejąć PKP. Na części tras pociągów jest mniej, niż było. Zdarza się, że regionalni przewoźnicy mają postój, by przepuszczać pociągi RegioJet, które realnie nie istnieją.
- Leo Express przyjął inną politykę ekspansji na nasz rynek, niż RegioJet, który w każdy możliwy sposób postanowił dać sobie znać. Zrobił to znacznie ciszej - zauważa Paweł Rydzyński, prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu. Chaos wywołany przez RegioJet nieco przyćmił spokojniejsze, ale za to mniej problematyczne wejście na polski rynek Leo Express.
Dla Czechów fakt, że akurat ten przewoźnik nie sprawiał u nas kłopotów, jest zaskoczeniem.
W związku z tym, że konkurencja na rynku czeskim stała się powszechna, jest logiczne, że czescy operatorzy dążą do ekspansji zagranicznej. Biorąc pod uwagę wiele planów ogłoszonych przez Leo w poprzednich latach, które nigdy nie zostały zrealizowane, może być nieco zaskakujące, że te plany się spełniają
- mówi w rozmowie z nami Jan Sura, Czech, zajmujący się rynkiem kolejowym.
Czesi z Leo Express mieli różne przejścia. Kilka lat temu prywatny przewoźnik pozwał państwowego operatora - České Dráhy za obniżenie cen na trasie Praga - Ostrawa. Uznano, że są one niższe od kosztów, chociaż ostatecznie sprawę przegrał. Ceny to bowiem to, czym czeski przewoźnik się szczyci. Dyrektor generalny firmy Piotr Kohler w rozmowie z nami mówi, że właśnie stosunek ceny do jakości ma przekonać Polaków do korzystania z usług przewoźnika.
- Od wielu lat jesteśmy najtańsi na czeskim rynku, a z drugiej strony oferujemy jedną z najbardziej komfortowych klas - naszą klasę sypialną premium. Łączymy więc niskie ceny z wysoką jakością. Ceny biletów zaczynają się od 8 zł, co jest bardzo atrakcyjną ofertą - mówi nam.
Ta oferta rzeczywiście zdaje się przekonywać Polaków, Gdy pytamy podróżnych pierwszego kursu Leo Express na trasie Warszawa-Praga, czemu się na niego zdecydowali mówią wprost - było tanio. - To doskonała okazja, żeby przejechać się w stosunkowo niskiej cenie i w czasie przejazdu bardzo konkurencyjnym wobec pociągów Intercity - szczególnie na trasie, na której normalnie kursuje Pendolino. Jak wszyscy dobrze wiedzą, Pendolino jest jednak znacznie droższe niż przejazd liniami Leo Express. Będzie to na pewno dużą zachętą przy wyborze połączenia właśnie Leo Expressu - mówi nam jeden z podróżnych, który jechał ze znajomym do Krakowa.
- Dla klienta nie ma nic lepszego niż konkurencja. Zmusza ona przewoźnika, który był i wciąż jest głównym graczem, do walki o pasażera. Choć PKP Intercity w zasadzie nie narzeka na brak klientów, a wręcz przeciwnie, narzeka na ich nadmiar i problemy z dostępnością miejsc - to dobrze się dzieje, że czują oddech konkurencji - podkreśla Paweł Rydzyński.
Wśród pasażerów, z którymi rozmawiamy, też jest wiara, że pojawienie się na polskich szynach przewoźników z Czech sprawi, że ceny także PKP spadną. I nie jest to wiara bezzasadna. PKP Intercity już zareagowało na pojawienie się konkurencji obniżką cen biletów.
W poniedziałek (2 marca) można było kupić tańsze bilety z Krakowa do Lublina, Poznania, Łodzi, Częstochowy i Warszawy.
- Bardzo dobrze również, że wprowadzili działania promocyjne na taką skalę, jakiej nie było, dopóki konkurencja nie zaczęła dawać o sobie znać. Biorąc pod uwagę skalę działalności obu czeskich przewoźników, nie jest to jeszcze jakiś gigantyczny poziom konkurencji, przez który ludzie zaczęliby masowo odpływać od narodowego przewoźnika. Pasażerów jest tak wielu, że wszyscy przewoźnicy będą mieli co robić. Cieszy fakt, że pasażer ma wybór i dostęp do konkurencyjnych, niskich cen biletów. Pytanie tylko, czy ograniczona przepustowość sieci kolejowej w Polsce poradzi sobie z tym stale rosnącym zainteresowaniem - dodaje prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu.
Mimo drobnej wojny cenowej relacje na linii Leo Express - PKP wydają się być na razie dobre. Czego nie można powiedzieć o stosunkach polskiego przewoźnika z firmą RegioJet. Czesi już kilkukrotnie skarżyli się na "przeszkody", które stawia przed nimi państwowy przewoźnik. Mowa m.in. o nieprzydzieleniu zdolności przepustowych, które tłumaczono względami ekonomicznymi.
Leo Express nie boi się jednak, że spotka go coś podobne. - Nie sądzę, żeby wystąpiły jakieś problemy - mówi nam Piotr Kohler. W końcu otwarcia nowej linii mieli Czechom gratulować przedstawiciele zarządcy infrastruktury kolejowej PLK S.A. oraz przedstawiciele Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK).
Niesmak z dnia otwarcia pozostawia jednak sytuacja z dworca Warszawa Centralna. Gdy podczas premierowego kursu pociąg Leo Express wjechał na ten dworzec, nie wyświetlono tego pociągu na tablicach elektronicznych. Nie podano również informacji o jego wjeździe na ekranach przy peronie. "PKP SA nie wprowadziło do systemu pociągu przewoźnika Leo Express, dlatego nie pojawił się na wyświetlaczach informacji pasażerskiej. Po stwierdzeniu braku tych danych na wyświetlaczach operatorka PLK SA pełniąca służbę na stacji nadała zapowiedź głosową dotyczącą pociągu. Sama nazwa przewoźnika nie została podana, ponieważ nie widniała w systemie" - tłumaczyła później tę sytuację Anna Znajewska-Pawluk z zespołu prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe w rozmowie z redakcją ewarszawa.pl.
Leo Express często nazywa się "czeskim przewoźnikiem". I fakt załoga pierwszego pociągu, który ruszył z Warszawy do Pragi, była głównie czeska, ale generalnie nazywanie tej firmy czeską jest małym nadużyciem. Założył ją Leoš Novotný w 2010 r. Obecnie jego syn Leoš Novotný Jr jest jednym z większych udziałowców firmy (ma ok. 44 proc. udziałów). Nie jest to jednak rodzina biznesmanów, która szerzej Czechów interesuje. - Są obecnie niemal niewidoczni - mówi nam Jan Sura. Młodszy Novotný bardziej skupia się w ostatnich latach na rozwoju firm zajmujących się wynajmem i leasingiem pojazdów kolejowych. Nie są też przesadnie medialni. Leoš Novotný Jr. w rozmowie z czeskimi mediami wprost mówił, że "nie zależy mu na rozgłosie".
Obecnie więcej do powiedzenia w firmie mają Hiszpanie. Większościowy pakiet udziałów w 2021 r. kupiło w Leo Express hiszpańskie, państwowe przedsiębiorstwo kolejowe - Renfe. Stąd obecność przedstawicieli ambasady Hiszpanii podczas oficjalnego otwarcia nowej trasy.
O czeskim rodowodzie firmy najlepiej jednak świadczy dostępność piwa i smażonego sera w pociągowym menu.
W Czechach Leo Express jest dopiero czwartym największym przewoźnikiem. - Powiedziałbym, że ludzie nie postrzegają Leo jako wyjątkowej marki, tylko jako jednego z operatorów - przyznaje w rozmowie z nami czeski ekspert kolejowy.
W zeszłym roku firma zanotowała jednak największy wzrost spośród wszystkich czeskich przewoźników. Na wszystkich swoich liniach w Czechach, na Słowacji i w Polsce miała wzrost o ponad 19,2 proc. Łącznie przewieziono 4,565 miliona pasażerów. Czeski przewoźnik liczy, że ten rok będzie jeszcze lepszy, mają w tym pomóc pasażerowie z Polski.
Główną kwestią jest przyzwyczajenie się klientów do różnych typów pociągów i różnych operatorów. To, o co teraz prosimy, to: wypróbujcie nasze usługi, porównajcie je i dajcie nam znać, co myślicie. Wierzymy, że tak jak woda zawsze znajdzie drogę, tak klienci znajdą drogę do najlepszego operatora
- mówi nam Piotr Kohler.