W niedzielę (6 września) wczesnym popołudniem na międzynarodowym lotnisku w Miami doszło do katastrofy z udziałem samolotu towarowego Prime Air (flota Amazona). Lądujący Boeing 767-300, realizujący rejs z San Juan w Portoryko, nie zdołał wyhamować, zjechał z pasa startowego i wpadł na pobliską drogę oraz pole, z których korzystają pracownicy okolicznych magazynów. Maszyna staranowała kilka pojazdów, po czym stanęła w płomieniach.
Początkowe doniesienia mówiły jedynie o rannych, jednak, jak podaje AP News, bilans katastrofy okazał się znacznie bardziej tragiczny. Zginęło pięć osób, a pięć kolejnych odniosło obrażenia (w tym trzy są w stanie krytycznym). Z wraków zmiażdżonych aut strażacy musieli wydobywać zakleszczonych ludzi.
Uwięzieni w kokpicie zostali również obaj piloci maszyny. Ratownikom z hrabstwa Miami-Dade udało się ich bezpiecznie ewakuować. Rozbity kadłub samolotu zatrzymał się ostatecznie na "brzuchu" w pobliżu ciężarówek i, mimo pożaru, pozostał w dużej mierze nienaruszony.
Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy samolotu, do której doszło 25 czerwca tuż obok lotniska na Bemowie. Okazuje się, że awionetką podróżował tylko pilot. Jak pisze dla "Wyborczej" Magda Roszkowska, druga ofiara wypadku to młody mężczyzna, który tego dnia uczył się jeździć samochodem na sygnale.
W akcji brało udział około 200 funkcjonariuszy służb ratunkowych. Za pomocą specjalistycznej piany ugaszono pożar silników, choć przez wiele godzin zmagano się z niebezpiecznym wyciekiem paliwa.
Przyczyny wypadku badają Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) oraz zespół Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). Jak podaje AP News, w momencie lądowania w rejonie lotniska przechodziły burze, a wiatr w porywach osiągał prawie 50 km/godz. Pechowy, 32-letni samolot należał do przewoźnika 21 Air z Karoliny Północnej i zanim w 2015 roku przebudowano go na transportowiec, przez ponad dwie dekady służył jako maszyna pasażerska.
Eksperci lotniczy cytowani przez agencję AP sugerują, że do tragedii mógł przyczynić się błąd w pilotażu oraz infrastruktura. Mary Schiavo, była inspektor Departamentu Transportu, zwróciła uwagę na nagrania z incydentu - widać na nich, że Boeing przez dłuższą chwilę unosił się tuż nad pasem startowym, tracąc krytyczny dystans potrzebny do wyhamowania. Sytuację pogorszył fakt, że port w Miami nie dysponuje instalowanymi na końcach pasów systemami z kruszywa (EMAS), które wyłapują i bezpiecznie zatrzymują maszyny.
Zdarzenie wywołało ogromny chaos komunikacyjny. Statystyki z niedzielnego wieczora mówiły o ponad 160 odwołanych i 325 opóźnionych lotach. Część maszyn przekierowano do oddalonego o 320 kilometrów Orlando.
Były już trzy przypadki, gdy na pokładzie samolotu z lub do Polski wybuchł powerbank - ustalił Eryk Kielak z Wyborcza.biz. Porty lotnicze zaostrzają więc przepisy. Czego do samolotu nie wniesiesz?
Przedstawiciele firmy Amazon oświadczyli, że są wstrząśnięci śmiercią pięciu osób, złożyli kondolencje ich rodzinom i zadeklarowali pełną współpracę ze śledczymi.
Do podobnego zdarzenia doszło w ubiegłym roku w Louisville, gdzie rozbił się samolot towarowy UPS. Zginęło wówczas trzech pilotów oraz 12 osób na ziemi, a 23 zostały ranne.
Źródło: PAP