Po decyzji sejmowej komisji w sprawie szefa NBP na złotym jest raczej spokojnie. O godzinie 15:00 nasza waluta traciła 0,11 proc. do euro, za które trzeba zapłacić 4,385 zł (stan na 13:00). Podobnie miała się sprawa w parze z dolarem, który kosztował 3,916 zł, czyli 0,29 proc. więcej niż w czwartek oraz frankiem szwajcarskim, 4,707 zł - 0,23 proc. więcej niż wczoraj. Giełda? WIG20 szedł w górę o ok. 1 proc.
Dla czujnych obserwatorów piątkowa decyzja Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej nie była zaskoczeniem, ponieważ na taki ruch wskazywały wcześniejsze doniesienia mediów. Był więc czas, by się przygotować do tego scenariusza, szczególnie że sprawa nie jest nowa i ciągnie się od czasu odejścia PiS od władzy. Rynki nie zostały więc zaskoczone, a to właśnie niepewność i niespodziewane ruchy najczęściej znajdują gwałtowne odzwierciedlenia w kursach walut i akcji firm na giełdzie.
Dokładnie taki scenariusz przytaczał w rozmowie z Faktem ekonomista Marek Zuber. Zresztą, rynki nie zareagowały nawet w 2024 roku, gdy złożono wniosek ws. postawienia Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Bo już wtedy od wielu miesięcy wiedziały o tym, że taki wniosek się pojawi, tłumaczył w money.pl główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion Piotr Kuczyński. Pierwsze sugestie, że KO będzie chciało skarżyć szefa NBP, pojawiły się przecież jeszcze przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, gdy u władzy był PiS.
Co zrobił Glapiński?
Zuber w "Fakcie" podkreślał, że część inwestorów i analityków od lat zgłaszała zastrzeżenia wobec działalności Adama Glapińskiego, szczególnie w kwestii apolityczności, którą powinien cechować się prezes banku centralnego.
- Mamy wiele wypowiedzi, które padały podczas wystąpień Adama Glapińskiego i które w mojej ocenie jednoznacznie wskazywały na jego sympatie polityczne. Za tym szły także konkretne decyzje - mówił Zuber. Wskazywał choćby na interwencję walutową pod koniec 2020 r. Podejrzewało się wówczas, że ruch ten mógł mieć związek z oczekiwaniami ówczesnej władzy, która chciała zwiększyć zysk NBP przekazywany do budżetu państwa. Ekspert wymienił też obniżenie stóp procentowych przed wyborami.
W oficjalnym wniosku Glapińskiemu zarzuca się naruszenie konstytucji i ustaw, m.in. poprzez pośrednie finansowanie deficytu budżetowego w ramach skupu aktywów w latach 2020-2021, prowadzenie tego skupu bez "należytego upoważnienia" od Rady Polityki Pieniężnej czy poprzez uchybienie nakazowi apolityczności prezesa NBP.
Z tymi zarzutami Adam Glapiński się nie zgadza. Ocenił, że nie mają żadnych podstaw i zapowiedział, że "nie podda się żadnej politycznej presji".
Wniosek sejmowej komisji nie oznacza automatycznie, że Adam Glapiński trafi przed Trybunał Stanu. Uchwałę o pociągnięciu do odpowiedzialności prezesa NBP Sejm podejmuje bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Dopiero wtedy wniosek trafi do prezesa Sądu Najwyższego, czyli sędziego Zbigniewa Kapińskiego, i dopiero on może rozpocząć formalną procedurę i drogę sądową.