Łukasz Olejnik, polski naukowiec pracujący za oceanem, ostrzega przed możliwościami jakie daje twórcom aplikacji tak prosty parametr jak poziom naładowania baterii w smartfonie. Zdradza ona o użytkowniku znacznie więcej, niż moglibyśmy podejrzewać.
Czytaj też: Ta gigantyczna fabryka Tesli odmieni całą branżę.
To w jaki sposób obchodzimy się z baterią w naszym smartfonie może pomóc nas zidentyfikować. Olejnik wyjaśni, że API, które analizuje poziom energii pozwala ustalić konkretne parametry: jak często ładujemy telefon, kiedy ładowaliśmy go ostatnio (w sekundach), ile czasu pozostało do rozładowania baterii. Te informacje mogą tworzyć wzorzec, który wykorzystać mogą twórcy aplikacji czy hakerzy.
Według polskiego naukowca mogą oni wykorzystać też inną ciekawą cechę akumulatora - jego pojemność da się bardzo dokładnie określić. Naukowiec stworzył skrypt, który obliczał ją bardzo szczegółowo: wartość odczytana wynosiła 0.932874. Można założyć, że pojemność baterii jest identyfikatorem, o którym użytkownik nie wie i nie ma nad nim kontroli.
Fot. AVG
Olejnik odpowiada też na pytanie o cel takiej analizy danych. Według niego, prócz samej identyfikacji, może ona dawać narzędzia do skłonienia nas do określonego zachowania. Przykład? Uber podnosi, według źródeł Forbes,ceny tym, którym wyczerpuje się bateria. Wie, że będą w stanie zapłacić więcej zanim telefon się rozładuje. W przesłanym do nas oświadczeniu Uber całkowicie zaprzecza takim praktykom.
Badania rzucają nowe światło na prywatność w kontekście aplikacji internetowych. Twórcy usług, zapewniają nas, że nad wszystkim mamy kontrolę. Tymczasem może się okazać, że mają cały arsenał narzędzi pozwalających nas identyfikować i skłaniać do działania.