Dziś, gdy baterie w smartfonach ledwo wytrzymują intensywny dzień pracy, a my coraz częściej zabieramy w podróż laptopy, tablety i słuchawki bezprzewodowe, powerbank stał się niezbędnikiem. Problem w tym, że rynek zalała fala tanich urządzeń o wątpliwej jakości. Na co więc zwrócić uwagę, żeby nie dać się nabrać?
Marketing lubi duże cyfry - nic dziwnego, że producenci eksponują pojemność wyrażoną w miliamperogodzinach (mAh). Tyle że ta wartość może być zwodnicza. Dlaczego? Kluczowa jest wydajność powerbanku, czyli to, ile energii rzeczywiście dotrze do naszego urządzenia. W markowych produktach sięga ona 80-90%, ale w najtańszych modelach może spaść nawet do 40-50%. Mówiąc wprost – powerbank o pojemności 10000 mAh może w praktyce dostarczyć zaledwie połowę tej energii. Lepiej więc postawić na mniejszą, ale realną pojemność od sprawdzonego producenta.
Wydaje się, że najważniejszym pytaniem w przypadku powerbanku jest "ile razy naładuje telefon?". Tymczasem równie ważne jest to, jak szybko to zrobi. Tu kluczowe stają się dwa parametry: moc i natężenie prądu. Do ładowania smartfona teoretycznie wystarczy prąd o natężeniu 1A, ale to droga przez mękę - szczególnie jeśli chcemy korzystać z telefonu podczas ładowania. Zdecydowanie lepiej wybrać model 2A lub 3A, które szybciej poradzą sobie z naładowaniem sprzętu.
A co z laptopem? Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Potrzebujemy nie tylko odpowiedniej mocy (minimum 45W), ale też technologii Power Delivery przez port USB-C. Zwykły powerbank do smartfona po prostu nie da rady.
W powerbankach znajdziemy dwa typy ogniw: litowo-jonowe (Li-Ion) i litowo-polimerowe (Li-Poly). Każdy ma swoje zalety. Li-Ion są tańsze, ale po dłuższym czasie użytkowania mogą szybciej się degradować, do tego są bardziej podatne na przegrzewanie - dobrze sprawdzą się jako "awaryjne" źródło zasilania w samochodzie czy torbie. Li-Poly często zapewniają szybsze ładowanie, dłuższą żywotność i mniej się grzeją, ale są droższe.
Nowoczesny powerbank musi mieć port USB-C - to dziś standard. Warto zwrócić uwagę na oznaczenia przy portach: "in" (do ładowania powerbanku), "out" (do ładowania urządzeń) lub "in/out" (uniwersalne). Jeśli planujemy podróże samolotem, szukajmy certyfikatu UN38.3 - bez niego możemy mieć problem na lotnisku.
Równie istotne są zabezpieczenia przed zwarciem, przegrzaniem czy nieprawidłowym podłączeniem. Tani powerbank bez tych funkcji może nie tylko szybko się zepsuć, ale nawet uszkodzić nasze urządzenia.