Smartwatche towarzyszą nam przez całą dobę - monitorują sen, liczą kroki i pilnują, byśmy się więcej ruszali. Spędzają na naszych nadgarstkach więcej czasu niż jakiekolwiek inne urządzenie elektroniczne. Czy powinniśmy się tym martwić?
Zacznijmy od dobrej wiadomości - wszystkie te straszące filmy, które pokazują "niebezpieczne" odczyty z mierników przy smartwatchach to oszustwo. Inteligentne zegarki wykorzystują te same technologie co telefony czy radia - fale o częstotliwościach niejonizujących, które nie mają wystarczającej energii, by zaszkodzić organizmowi.
Okazuje się, że rzeczywiste zagrożenie jest znacznie bardziej przyziemne. Według badań przeprowadzonych przez Florida Atlantic University, aż 95% pasków do smartwatchy jest siedliskiem groźnych bakterii. Na większości z nich wykryto gronkowca, a na 60% znaleziono bakterie E. coli. Co gorsza, niemal jedna trzecia pasków nosiła ślady bakterii mogących wywoływać zapalenie płuc.
Materiał, z którego wykonany jest pasek, ma kluczowe znaczenie. Najgorzej wypadły paski materiałowe, które trudno dokładnie wyczyścić. Nieco lepiej radzą sobie paski z tworzyw sztucznych i gumy. Najmniej bakterii gromadzi się na metalowych bransoletkach.
Zamiast obawiać się promieniowania, warto skupić się na regularnym czyszczeniu smartwatcha. Szczególnie istotne jest to w czasie upałów i po treningu, gdy pot i wilgoć tworzą idealne warunki dla rozwoju bakterii.
Mimo wszystko oczywiście nie warto rezygnować ze smartwatcha. Urządzenia te mają ogromny potencjał medyczny - mogą wykryć nieprawidłowości w pracy serca, monitorować poziom tlenu we krwi czy nawet pomóc w szybszym zdiagnozowaniu problemów zdrowotnych. Kluczem jest po prostu odpowiednia higiena.