Nawet jeśli jesteś bardzo zainteresowany tego rodzaju sprzętem, najpierw warto szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie - do czego będziesz używać laptopa? To kluczowa kwestia, bo ekran dotykowy sprawdzi się świetnie w niektórych zastosowaniach, a w innych będzie tylko niepotrzebnym dodatkiem.
Graficy i projektanci to pierwsza grupa, która może realnie skorzystać na dotykowym ekranie. Bezpośrednia praca z obrazem, szkicowanie czy retusz zdjęć - tutaj dotyk naprawdę ma sens. Podobnie nauczyciele i prezenterzy - zamiast męczyć się z myszką, mogą swobodnie wskazywać elementy prezentacji czy rysować na slajdach.
Studenci i uczniowie też mogą sporo zyskać. Robienie odręcznych notatek wprost na dokumentach czy szybkie zaznaczanie ważnych fragmentów tekstu jest znacznie wygodniejsze niż przy użyciu myszki. To samo dotyczy architektów oraz inżynierów, którzy często pracują ze szkicami i planami.
Jeśli głównie piszesz maile, pracujesz z dokumentami albo arkuszami kalkulacyjnymi - dotykowy ekran to raczej zbędny wydatek. W typowej pracy biurowej klawiatura i myszka sprawdzają się lepiej. Programiści i księgowi też raczej nie znajdą zastosowania dla tej funkcji.
Sama dopłata do dotykowego ekranu względem zwykłych laptopów to nie wszystko. Trzeba liczyć się z krótszym czasem pracy na baterii - dotykowa warstwa pochłania dodatkową energię. Do tego taki laptop jest zwykle cięższy o 200-300 gramów. Niby niewiele, ale mimo wszystko traci trochę na mobilności.
Serwis to osobna historia - wymiana uszkodzonego ekranu dotykowego kosztuje więcej niż zwykłej matrycy. A ryzyko uszkodzenia jest większe, bo jednak częściej dotykamy ekranu.
Laptopy hybrydowe, które można zmienić w tablet, brzmią świetnie w teorii. W praktyce często są kompromisem - ani nie działają tak sprawnie jak dedykowany tablet, ani nie są tak wygodne jak klasyczny laptop. Do tego mechanizm składania czy odłączania ekranu to kolejny element, który może się zepsuć.