Sama idea słuchawek ANC narodziła się już w latach 30. XX wieku. Wtedy to doktor Paul Lueg opatentował pierwsze teoretyczne podstawy tej technologii. Jednak dopiero dwie dekady później, w latach 50., amerykańska armia borykała się z poważnym problemem - piloci nie mogli się skutecznie komunikować przez ogłuszający hałas silników. Rozwiązaniem okazała się technologia opracowana przez Lawrence'a J. Fogela, który bazując na patencie Luega, stworzył pierwszy działający system ANC. Choć wojsko korzystało z tej technologii, była ona zbyt duża i nieporęczna do zastosowań cywilnych.
Słuchawki z ANC do sprzedaży komercyjnej weszły dopiero prawie 40 lat później. Wszystko zaczęło się od tego, że ponoć w 1978 roku Amar Bose, szef amerykańskiego giganta audio, podczas lotu do Bostonu nie mógł znieść kiepskiej jakości pokładowych słuchawek. Osiem lat później jego firma zaprezentowała pierwszy prototyp słuchawek z ANC. Niemal równocześnie nad podobnym rozwiązaniem pracował europejski konkurent - Sennheiser, realizując zamówienie Lufthansy (niemieckiego przewoźnika lotniczego). Niemiecka firma spóźniła się z premierą o rok, ale jako pierwsza otrzymała certyfikaty pozwalające na komercyjną sprzedaż.
Na czym właściwie polega działanie ANC? System opiera się na prostej, choć genialnej zasadzie. Mikrofony na zewnątrz słuchawek wychwytują dźwięki z otoczenia, a układ elektroniczny błyskawicznie generuje fale dźwiękowe o przeciwnej fazie. Te nakładają się na hałas z zewnątrz i wzajemnie się znoszą. Efekt? Znaczące wyciszenie uporczywych dźwięków.
Producenci stosują różną liczbę mikrofonów w słuchawkach z ANC. Najprostsze mają jeden mikrofon, powszechniejsze dwa (po jednym na każdą słuchawkę), a najlepsze modele szczycą się nawet sześcioma. Więcej nie zawsze znaczy lepiej - kluczowa jest jakość całego układu i jego zestrojenie. Nieraz tańszy model z dwoma mikrofonami radzi sobie lepiej niż droższy z czterema.
System najlepiej radzi sobie z monotonnymi, niskimi dźwiękami. Świetnie wytłumi więc szum silnika w samolocie czy pociągu, dudnienie klimatyzacji w biurze czy gwar w kawiarni. Gorzej poradzi sobie z wysokimi, nagłymi dźwiękami - trzaśnięciem drzwi czy dzwonkiem telefonu. To nie wada, a fizyczne ograniczenie technologii.
ANC to zbawienie dla osób często podróżujących, czy to autobusami, czy samolotami - tutaj naprawdę poczujemy różnicę. Sprawdzi się też u pracowników w biurach, gdzie obok są inni ludzie i wszystkich, którzy muszą się skupić w hałaśliwym otoczeniu. Jeśli jednak słuchamy muzyki głównie w domu czy spokojnym parku, dopłacanie do modelu z ANC może być zbędnym wydatkiem.