Mini LED to duży upgrade względem standardowych LED-ów - zamiast kilkudziesięciu dużych diod podświetlających cały ekran, jest tutaj tysiące miniaturowych diod które można gasić i włączać w małych strefach. To korzystnie wpływa na czerń i zmniejsza poświaty wokół jasnych obiektów. Kontrast wygląda znacznie lepiej niż w standardowych LED-ach, choć oczywiście OLED nadal wygrywa z nieskończonym kontrastem - ale tam za 65 cali zapłamy dużo więcej.
Opatentowana technologia Philipsa, czyli Ambilight rzuca kolorowe światło na ścianę z trzech stron telewizora reagując na to co jest na ekranie. Dzięki temu ekran wydaje się większy, a granice między telewizorem a ścianą znikają.
Procesor Philips P5 z AI analizuje obraz i poprawia go w locie. Odcienie skóry wyglądają naturalnie, kolory nie są przesycone ale mają dobrą intensywność, a płynność ruchu jest poprawiana bez "efektu mydlanych oper" który psuje atmosferę filmów. Micro Dimming kontroluje podświetlenie Mini LED strefami dla lepszego kontrastu.
Częstotliwość odświeżania 144Hz z AMD FreeSync Premium i VRR działa płynnie z konsolami i PC - synchronizuje odświeżanie z kartą graficzną więc nie ma efektu tearingu ani stuttera. Z kolei system audio 2.0 40W brzmi przyzwoicie jak na wbudowane głośniki - Dolby Atmos tworzy wirtualny przestrzenny dźwięk, a Clear Dialogue wyciąga rozmowy z tła.
Jak w większości swoich telewizorów, Philips wgrał tu system Titan OS - ma Netflix, Prime Video, Disney+, YouTube i inne popularne serwisy. Interfejs działa szybko. Za 3790 złotych dostajemy 65-calowy Mini LED z Ambilight, 144Hz, czterema HDMI 2.1 i przyzwoitym audio.