Telewizory OLED od Philipsa przez długi czas były wyraźnie droższe od konkurencji LG czy Samsunga, jednak teraz to się zmieniło. Za 65-calowego OLED-a zapłacimy dziś 4799,99 zł, zamiast wcześniejszych 6199 zł.
Panel OLED wyświetla nieskończony kontrast – każdy z 8,3 miliona pikseli świeci niezależnie albo wyłącza się całkowicie, dzięki czemu nie ma tu szarej poświaty. Szczegóły w ciemnych scenach pozostają widoczne i oddzielone od jasnych świateł z chirurgiczną precyzją. Procesor P5 z AI analizuje obraz w czasie rzeczywistym i poprawia szczegółowość, kolory oraz płynność ruchu.
Ambilight 3-stronny to system kolorowych diod LED zamontowanych z tyłu telewizora po trzech stronach (boki i góra), które dynamicznie reagują na obraz świecąc tymi samymi kolorami co to, co dzieje się na ekranie. To rozszerza wrażenie wizualne poza ramki ekranu sprawiając, że 65 cali wydaje się większe, a także zmniejsza zmęczenie oczu przez łagodniejsze przejście między jasnym ekranem a ciemnym pomieszczeniem.
Input lag około 5 milisekund przy 120 Hz to opóźnienie między naciśnięciem przycisku na padzie a reakcją na ekranie krótsze niż w większości telewizorów. Wszystkie gamingowe dodatki są tu zawarte, jak na przykład VRR, ALLM czy Game Bar 2.0.
Titan OS to system operacyjny, który daje szybki dostęp do aplikacji streamingowych jak Netflix, HBO Max, Disney+ czy Prime Video, ale ma ograniczoną listę aplikacji. Jeśli komuś by czegoś brakowało, zawsze można dokupić dostawkę za około 150 zł z systemem Android.