Niemiecka prasa o działaniach rządu ws. COVID-19: Organizacja na poziomie Trzeciego Świata

Niemieckie dzienniki komentują w piątek debatę w Bundestagu i wyniki najnowszego szczytu ws. koronawirusa z udziałem kanclerz i premierów krajów związkowych.

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" komentuje:

"Nie ma w Bundestagu jednomyślności w ocenie sytuacji, popełnionych w przeszłości błędów i planów działań na przyszłość. Jak to możliwe? Od wybuchu pandemii niemiecka polityka mogła wybierać jedynie pomiędzy między wielkim a bardzo wielkim złem.(...) Obawa, że jeszcze bardziej zaraźliwe warianty wirusa mogą zniweczyć drogo okupione sukcesy w powstrzymaniu epidemii nie jest nieuzasadniona. Plany (...) muszą jednak wykraczać poza moment, kiedy »wszystkim Niemcom zaproponowane zostaną szczepienia«. Jest możliwe, że same szczepienia nie będą w stanie zakończyć (na stałe) tej pandemii. I że pojawią się następne pandemie. Na ten temat powinno się w Bundestagu znacznie intensywniej myśleć i dyskutować niż dotychczas".

Zobacz wideo Rozmawialiśmy z seniorami zaszczepionymi na COVID-19

"Kiedy zostaną otwarte szkoły, dla jakich klas i w jakim rytmie odbywać się będą na przemian zajęcia w klasach i w domu na odległość? - pyta "Frankfurter Rundschau". "Między Kilonią a Monachium, Düsseldorfem a Dreznem - na te pytania istnieje wiele różnych odpowiedzi. Od jakości odpowiedzi na te pytania zależy to, czy federalna struktura państwa okaże się szkodliwa, czy pożyteczna. Decydującym czynnikiem jest to, aby w jak największym stopniu prowadzić zajęcia w klasach, a jednocześnie praktycznie wykluczyć możliwość zarażania się. Kraje związkowe powinny dać swoim szkołom  i władzom szkolnym do ręki jasne wytyczne. Co, gdzie i kiedy możliwe, musi opierać się na zrozumiałych kryteriach. Współczynnik zarażeń to tylko jeden ze wskaźników. Inne to: obciążenie systemu służby zdrowia oraz kwestia tego, czy wysoka liczba zakażeń jest spowodowana pojedynczym ogniskiem zakażeń, czy też chodzi o rozproszone przypadki w ramach lokalnej społeczności. Nie zaszkodziłyby rozwiązania na szczeblu ogólnokrajowym. Tak jednak nie musi być - nie jest to konieczne do prowadzenia dobrej polityki.

Również dziennik "Süddeutsche Zeitung" (Monachium) analizuje problem federalizmu w czasach koronakryzysu:

"Dla federalizmu i premierów landów ten kryzys to czas próby w skrajnych warunkach, jakich jeszcze nie było (...). To, że niemiecki system szkolnictwa i wiele szkół nie było przygotowanych do radzenia sobie z tym kryzysem, to, że w wiele regionów jest bardzo zapóźnionych pod względem cyfryzacji i że obiecana w listopadzie pomoc jak dotąd prawie nie nadeszła, ponieważ technologia i oprogramowanie na szczeblu federalnym i landowym przez zbyt długi czas nie były ze sobą kompatybilne - to nie powinno się powtórzyć. Pandemia nie podważa federalizmu, ale wystawia go na największą próbę. Jej wynik nie jest jeszcze znany".

Kolejnym przedłużeniem lockdownu zajmuje się także prasa regionalna. Np. dziennik "Rhein-Zeitung" (Koblencja) pisze o braku perspektyw w koronakryzysie:

"Lockdown ma bardzo jasny cel. Ma on doprowadzić do opanowania pandemii. To dlatego popiera go większość ludzi w większość ludzi w Niemczech. Można to porównać do pociągnięcia za hamulec awaryjny. Ale kto gwałtownie zahamuje, ten nie zostawia przecież swojego samochodu na drodze, ale kontynuuje jazdę w dotychczasowym kierunku. A teraz nawet pomysł planowania na potem jest uważany za niebezpieczny. Pojawiły się nawet głosy wśród premierów krajów związkowych, które ostrzegały przed myśleniem lub - co gorsza - mówieniem o dalszych perspektywach. Władze federalne ujawniają umiejętności organizacji na poziomie krajów Trzeciego Świata co dobija już ostatecznie zdesperowanych przedsiębiorców".

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.