Krytyczni dziennikarze w Rosji milkną. Putin walczy z "zagranicznymi agentami"

W Rosji presja państwa i autocenzura w obawie przed politycznymi represjami są dla wielu dziennikarzy codziennością. Coraz mniej mediów podejmuje ryzyko krytycznego informowania o działaniach rządu.

Jedna liczba mówi czasem więcej niż tysiąc słów. 150 – to pozycja Rosji w rankingu wolności prasy prowadzonym przez organizację Reporterzy bez Granic (RSF). 150 miejsce wśród 180 w rankingu z 2021 roku oznacza, że wolność prasy w kraju, który w swojej konstytucji określa się jako „demokratyczne federalne państwo konstytucyjne", znajduje się w „trudnej sytuacji" – podaje RSF.

Zobacz wideo Czy realne jest zaatakowanie Polski przez Rosję? Gen. Gocuł tłumaczy

Jednym z elementów tej „trudnej sytuacji" jest to, że ponad 100 zagranicznych i krajowych organizacji medialnych i osobistości znajduje się na liście „zagranicznych agentów", sporządzonej przez rosyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Ustawa o tzw. zagranicznych agentach pochodzi z 2012 roku i dotyczyła wówczas organizacji pozarządowych, które otrzymywały środki finansowe z zagranicy. W 2019 r. została rozszerzona i od tego czasu jest stosowana wobec osób prywatnych lub organizacji, które otrzymują zagraniczne finansowanie w dowolnej wysokości i które publikują „drukowane, dźwiękowe, audiowizualne lub inne raporty i materiały".

Akredytacja, jak długo?

Osoby znajdujące się na liście muszą oznaczać wszystkie publikacje zastrzeżeniem wskazującym na status „zagranicznego agenta". Muszą również co sześć miesięcy przedkładać rządowi sprawozdania finansowe i sprawozdania ze swojej działalności oraz poddawać się corocznym audytom.

Niezależnie od tego, zagraniczni dziennikarze w Rosji mogą pracować tylko z akredytacją rządową. Ta może zostać cofnięta bez większego ostrzeżenia, jak to właśnie miało miejsce w przypadku korespondentów Deutsche Welle w Moskwie. To wszystko utrudnia pracę zagranicznym dziennikarzom, którzy chcą pisać o Rosji dla odbiorców w swoim kraju.

Telewizja w rękach państwa

Telewizja jest nadal najważniejszym źródłem wiadomości w Rosji. Połowa wszystkich Rosjan zaufała informacjom, które otrzymali z wiadomości telewizyjnych, jak wynika z analiz niezależnego instytutu badania opinii publicznej Centrum Lewady z 2018 roku. Jednak, według Reporterów bez Granic, rosyjska telewizja jest „zdecydowanie w rękach państwa".

Wielokrotnie nagradzany Grimme Award portal informacyjny „Dekoder", który tłumaczy na język niemiecki doniesienia niezależnych rosyjskich mediów, w „Q&A" na temat mediów w Rosji potwierdza, że telewizja w Rosji jest w dużej mierze „pod kontrolą władz".

Innymi słowy, telewizyjne programy informacyjne funkcjonują w dużym stopniu jako tuby Kremla, a doniesienia krytyczne wobec rządu w zasadzie nie mają miejsca. Według „Dekodera" telewizja i radio są „mocno w rękach państwa, a ich treść jest również kontrolowana przez agencje państwowe".

Od 2014 roku obowiązuje w Rosji „ustawa Ługowoja" (jej autorem jest Andriej Ługojow, deputowany Dumy Państwowej), która również przewiduje ograniczenie wolności mediów internetowych. W myśl tejże dostęp do stron informacyjnych może zostać zablokowany bez nakazu sądowego, jeśli zażąda tego prokuratura.

Jak podaje „Dekoder", ryzyko całkowitej utraty dostępu do odbiorców zmusza liczne media do wprowadzenia autocenzury. Dziennikarze „obecnie podejmują środki ostrożności polegające na powstrzymywaniu się od publikowania materiałów, które mogłyby potencjalnie wpędzić ich w kłopoty". Wykonywanie pracy utrudnia rosyjskim dziennikarzom także niepewność, co jest dopuszczalne dla władz, a co nie.

– Jedni dziennikarze mają kłopoty z tym, co bez problemów piszą inni. Wielu ekspertów traktuje to jako część strategii – pisze w mailu do DW Heiko Pleines, politolog i wicedyrektor Centrum Badań nad Europą Wschodnią na Uniwersytecie w Bremie. – Gdy ograniczenia nie są do końca jasne, wszyscy stają się bardziej ostrożni. W efekcie powszechna staje się autocenzura – pisze dalej ekspert.

 

Niezależni - jak długo?

To głównie dzięki gazetom i mediom internetowym społeczeństwo rosyjskie ma dostęp do informacji, które są krytyczne wobec Kremla. Do najbardziej uznanych należą „Nowaja Gazieta", znana ze swoich śledztw, internetowy kanał telewizyjny „Dożd", który w sierpniu 2021 roku został umieszczony na liście „zagranicznych agentów", oraz portal informacyjny „Meduza" z siedzibą w Rydze, który już w kwietniu 2021 roku został sklasyfikowany jako „zagraniczny agent".

Działalność krytyczna wobec rządu ma swoją cenę. Według politologa Heiko Pleinesa praca niezależnych dziennikarzy jest ostatnio coraz bardziej ograniczana również w drodze przejęć dokonywanych przez przedsiębiorców bliskich Kremlowi, rosnących nacisków ze strony władz oraz stosowania przemocy wobec pracowników mediów.

3 lutego „Nowaja Gazieta" ogłosiła, że jej dziennikarka Elena Milashina, która relacjonowała przypadki łamania praw człowieka w autonomicznej rosyjskiej republice Czeczenii, musiała opuścić kraj „w związku z licznymi groźbami kierowanymi pod jej adresem w ostatnich dniach przez prominentnych przedstawicieli Republiki Czeczeńskiej".

Od czasu założenia „Nowej Gaziety" zamordowano pięciu jej dziennikarzy, w tym znaną dziennikarkę i działaczkę na rzecz praw człowieka Annę Politkowską, która została zastrzelona przed swoim mieszkaniem w październiku 2006 roku.

– Presja na dziennikarzy rośnie w Rosji od 20 lat – mówi Heiko Pleines. Również „Dekoder" potwierdza, że „w ciągu ostatnich lat pogłębia się trend narastającej kontroli państwa, a niezależne głosy są masowo marginalizowane".

Zamknięcie studia DW w Moskwie jest kolejnym krokiem w tym kierunku.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.

Więcej o: