Zakład Ubezpieczeń Społecznych przedstawił prognozę emerytalnych wydatków na najbliższe cztery lata. Nie wygląda to różowo. Tym bardziejże liczba emerytów lawinowo wzrośnie. I choć pieniędzy dla nikogo z emerytów nie zabraknie, to świadczenia będą bardzo niskie.
"Fakt" dotarł do wyliczeń przygotowanych przez ZUS jeszcze dla rządu Mateusza Morawieckiego. Emerytów będzie przybywać, bo w najbliższych latach prawo do świadczenia będą uzyskiwać kolejne roczniki z powojennego wyżu demograficznego. W ciągu najbliższych czterech lat może być to wzrost nawet o 300 tys. osób. "W najbardziej pesymistycznym scenariuszu do 2028 r. w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury, może zabraknąć nawet 124 mld zł (w tym roku – 80,5 mld zł)" - czytamy w "Fakcie". Z wyliczeń wynika, że obecni 30 - i 40-latkowie na kokosy nie mają co liczyć. 40-latek z pensją minimalną będzie otrzymywał także minimalną emeryturę w 2048 r. - dziś to 1588 zł brutto. Tak samo zresztą jak dzisiejszy 30-latek, który na emeryturę przejdzie w 2058 r.
Jeśli 40-letnia kobieta chciałaby otrzymywać najniższe świadczenie emerytalne, to jej pensja przez cały okres zawodowy powinna wynosić równowartość dzisiejszych 5000 brutto. 40-latek musiałby zarabiać co najmniej 8500 zł brutto, aby mieć szansę na przeciętną emeryturę, czyli ok. 3400 zł. 40-letnia kobieta musiałaby zarabiać ponad 10 000 zł, by liczyć na takie świadczenie emerytalne. Różnica wynika z tego, że przechodzą one na emeryturę wcześniej, w wieku 60 lat.
- Mediana wynagrodzeń wynosi obecnie 6000 zł. Czyli połowa pracujących Polaków zarabia mniej. Skoro prognozy mówią o tym, że stopa zastąpienia [czyli relacja emerytury do przeciętnego wynagrodzenia - red.] wyniesie 0,25, to oznacza, że połowa populacji będzie mogła liczyć na emeryturę w wysokości tylko 1500 zł brutto - podsumował Kamil Sobolewski ekspert Pracodawców RP podczas debaty emerytalnej zorganizowanej przez "Rzeczpospolitą".