Bush, George W. Polityka gospodarcza

20-12-2000. Czy prezydentowi-elektowi George'owi Bushowi uda się przeprowadzić planowane refermy gospodarcze, m.in. cięcia podatkowe?

Bush, George W. Polityka gospodarcza

20-12-2000. Czy prezydentowi-elektowi George'owi Bushowi uda się przeprowadzić planowane refermy gospodarcze, m.in. cięcia podatkowe?

Zaklinanie recesji

Największym zmartwieniem prezydenta George'a W. Busha będzie amerykańska gospodarka, która z pędzącego pociągu może zamienić się w niemrawą ciuchcię

Bardzo możliwe, że znaleźliśmy się na granicy recesji - stwierdził kilka dni temu na antenie telewizji NBC wiceprezydent elekt Dick Cheney. Wypowiedź wywołała ostrą krytykę i dementi ze strony Białego Domu. Wielu Amerykanów zastanawia się jednak: czy faktycznie zagraża nam recesja? A może Republikanie jedynie umniejszają zasługi poprzedniej ekipy, by łatwiej przeforsować swoje propozycje, m.in. znaczne cięcia podatkowe?

Słowo na "r"

Jeszcze półtora miesiąca temu podczas kampanii wyborczej wszyscy byli zgodni - amerykańska gospodarka ma się świetnie. Dyskutowano, jak wykorzystać okres wyjątkowej prosperity - czy spłacać dług publiczny (jak chcieli Demokraci), czy zwrócić część pieniędzy do kieszeni obywateli poprzez cięcia podatkowe (jak chcieli Republikanie).

Dziś optymizmu jest znacznie mniej. Jak wynika z sondażu dziennika "The Wall Street Journal" i telewizji NBC, prawie co drugi Amerykanin (43 proc.) jest przekonany, że ich kraj czeka recesja. W październiku pesymistów było zaledwie 26 proc.

Czy obawy są uzasadnione? Oznaki spowolnienia gospodarki widać wyraźnie. W trzecim kwartale wzrost gospodarczy wyniósł zaledwie 2,4 proc. - najmniej od czterech lat. Wzrosła liczba osób, które zgłaszają się po świadczenia dla bezrobotnych, co najczęściej jest pierwszą jaskółką kłopotów. Indeks giełdy Nasdaq od marca spadł o ponad jedną trzecią, ceny energii są wysokie, zmniejszyła się sprzedaż towarów konsumpcyjnych, szczególnie samochodów. Mimo to większość ekonomistów nie spodziewa się recesji. Przewidują raczej, że wzrost gospodarczy w Stanach, choć nie tak wysoki jak dotychczas, utrzyma się na poziomie od 2 do 3 proc. - Mówienie o recesji jest nieuzasadnione. Kiepskiego półrocza mogą się spodziewać tylko niektóre branże, m.in. samochodowa i nieruchomości - powiedział "Gazecie" David Littmann, główny ekonomista banku Comerica. - Być może mamy przed sobą kilka kwartałów wolniejszego wzrostu, ale na pewno nie recesję. Gospodarka nadal ma silne podstawy, opiera się m.in. na nowych technologiach - dodaje Alice M. Rivlin, ekonomistka z waszyngtońskiej Brookings Institution.

Ich zdaniem mówienie o recesji to element "zaklinania rzeczywistości" przez Republikanów. - Wypowiedź Cheneya to był mocny strzał, który ma ułatwić wprowadzenie polityki podatkowej Busha - tłumaczy Littmann.

Wszystko albo nic

Bush ma bardzo ambitne plany. Jednym z jego kluczowych postulatów jest obniżenie podatków, m.in. od dochodów i nieruchomości, w sumie o 1,3 bln dolarów. W wywiadzie udzielonym jeszcze przed wyborami tłumaczył, że mniejsze podatki będą stanowić "polisę ubezpieczeniową przeciw słabnięciu gospodarki". - Ludzie pozaciągali bardzo dużo kredytów. Obniżenie podatków zapewni gospodarce gotówkę - mówił. Dziś jego doradcy zastanawiają się, czy nie należałoby przyspieszyć cięć w podatku dochodowym, które miały być wprowadzane stopniowo w ciągu pięciu lat. Spowalniający wzrost gospodarczy może być świetnym pretekstem. - Jeszcze kilka miesięcy temu propozycje Busha wydawały się zupełnie nieuzasadnione. Teraz uważam, że są jedynie nieco przesadzone - powiedziała "Gazecie" Alice M. Rivlin z Brookings Institution.

Nie znaczy to jednak, że Bushowi łatwo będzie przepchnąć je w Kongresie. W obu izbach przewaga Republikanów jest nieznaczna. Tymczasem Demokraci z prawego skrzydła, których ewentualnie najłatwiej byłoby przeciągnąć na stronę Republikanów, będą się obawiać, że zmniejszenie wpływów z podatków uniemożliwi najważniejszą dla nich rzecz - spłatę długu publicznego.

- W tak podzielonym Kongresie konieczne są kompromisy. Mogą one być dwojakiego rodzaju. Pierwsza możliwość - nic nie będzie się działo. Druga - by zadowolić obie strony, zapadnie decyzja o cięciach podatkowych i zwiększeniu wydatków. To byłoby bardzo niebezpieczne - mówi Alice M. Rivlin.

Niezbyt wielkie szanse daje też innym propozycjom gospodarczym Busha, m.in. częściowej prywatyzacji emerytur. Przyszły prezydent chce, by część emerytalnych pieniędzy trafiała na konta prywatnych funduszy, które będą je inwestować m.in. na giełdzie. - Przeprowadzenie zmiany systemu kosztowałoby około biliona dolarów. Tymczasem Bush w swych planach nie przewidział tych pieniędzy - przypomina Rivlin.

Gorzki miesiąc miodowy?

Nowy prezydent może zwykle liczyć na "miesiąc miodowy", gdy jego pomysły przyjmowane są za dobrą monetę. Po batalii o to, kto zwyciężył w wyborach, Bush nie ma jednak na to szans. Tymczasem według większości kongresmanów, jeśli chce zrealizować choć część swych daleko idących planów, musiałby to zrobić w pierwszym roku kadencji. Już w 2002 r. odbędą się bowiem kolejne wybory do Senatu i Izby Reprezentantów. Większość ekspertów przewiduje, że Bushowi nie uda się zrobić zbyt wiele. - Kompromisy będą wybiórcze. To niedobrze. Prawa ekonomii nie powinny ulegać prawom polityki - martwi się Littmann. O tym, jak będzie w rzeczywistości, przekonamy się już niebawem. Na razie Bush zastanawia się, kogo mianować na stanowisko sekretarza skarbu i inne kluczowe stanowiska związane z gospodarką.