Dekadę temu branża muzyczna przegapiła rewolucję. Z uporem maniaka ścigała "piratów" takich jak Kazaa czy Mp3.com, zamiast wyciągnąć wnioski ze zmian w zachowaniach konsumentów.
Te potrzeby zrozumiał Steve Jobs - zaoferował sklep z piosenkami po 99 centów. Pomimo niedowierzania branży w pierwszym tygodniu działalności iTunes sprzedał milion utworów, w 2007 licznik kupionych plików wskazał 2,5 miliarda!
Ta szokująco wysoka liczba zawartych transakcji rozpaliła branżę muzyczną i internetową na lata, inicjując całą masę podobnych projektów.
Najszybciej wyrastały serwisy oferujące jedynie słuchanie muzyki online. Wśród nich Rhapsody, Zune, Napster, Rdio i wiele innych. Najgłośniejszy sukces odniosło jednak oferujące 13 milionów plików zintegrowane niedawno z Facebookiem Spotify.com. Niestety, serwis za streaming muzyki bez reklam żąda aż 120 dolarów rocznie.
Przyszedł czas na połączenie kilku idei: sklepu z muzyką, wirtualnego dysku i streamingu. Google znów dało się wyprzedzić i to przez internetową księgarnię. W marcu tego roku Amazon zaprezentował wirtualny Cloud Disk i będący jego częścią Cloud Player.
W maju swoją wirtualną szafę grającą wreszcie włącza Google. Znów dokleja do nazwy swojej usługi słowo "Beta", tłumacząc się w ten sposób z braku możliwości kupowania muzyki.
Dostać się do Google Music nie jest w cale łatwo, oferta jest dostępna póki co tylko dla mieszkańców USA, a i oni potrzebują specjalnego zaproszenia. Zdołaliśmy się jednak dostać do Google Music i jesteśmy naprawdę zadowoleni z działania usługi. Po założenia konta na music.google.com i instalacji Music Managera możemy wysłać na serwer Google aż 20.000 utworów, co powinno zadowolić nawet najbardziej wymagających. Teraz wystarczy smartfon z systemem Android lub pecet.
Zaskoczyła nas niesamowita płynność z jaką możemy szukać i słuchać muzyki, zarówno z poziomu przeglądarki jak i aplikacji na Androida. Jakość dźwięku jest świetna, chociaż brakuje equalizera, który znajdziemy w Cloud Playerze. Możemy za to słuchać ostatnich utworów będąc offline. Music Manager działa w tle naszego peceta i stale wysyła na serwer zgromadzoną przez nas muzykę. Również tę z biblioteki iTunesa. Mały prztyczek w nos Apple.
Na razie Google Music może zniechęcać zgrzebnym interfejsem - przypomina raczej wprawki studentów informatyki, którzy dobrze wiedzą jak programować, ale przydałoby im się wsparcie profesjonalnego grafika. Również ładowanie muzyki do serwisu nie jest najlepiej rozwiązane - nie można po prostu wgrać plików wprost z przeglądarki, potrzebny jest specjalny program instalowany w systemie. Co miłe - na starcie dostajemy kilkadziesiąt utworów zupełnie za darmo, więc pierwszy odsłuch możemy zacząć natychmiast po zarejestrowaniu się.
A co z zakupami? No cóż, póki co Google utrudnia sprawę. Odsyła nas do innych re-selerów jak... Amazon, u których kupujemy plik, pobieramy na dysk i wysyłamy do Google Music. Skomplikowane? Jak diabli, ale to przecież musi się w końcu zmienić. Google wciąż usiłuje dość do porozumienia z Universalem i EMI, chociaż Amazon dogadał się ze wszystkimi, także z Warnerem i Sony. Oferuje więc znacznie bogatszą bazę utworów. Podobnie jak uruchomiony przez Apple'a iCloud.
Chociaż trudno nam zrozumieć, dlaczego Google oddało w ręce internautów półprodukt, trzeba przyznać, że Google Music ma wiele plusów. Oferuje gigantyczną przestrzeń, synchronizację z Androidem, wsparcie wielu muzycznych formatów, automatyczne playlisty. Umożliwia autoryzację ośmiu urządzeń, dokładnie jak Cloud Player. Od Amazona dostaniemy 5GB darmowej przestrzeni, ale pliki zakupione w sklepie nie liczą się do limitu. Za dwadzieścia dolarów rocznie udostępnia nam dodatkowe 20GB.
Apple oferuje bezpłatnie również 5GB, jednak za 24,95 dolara rocznie daje nam nieograniczone miejsce na pliki, i to nie tylko muzyczne. Niestety, jeśli chcemy przechowywać muzykę kupioną poza iCloudem, musimy wydać dodatkowe 24,95 dolara rocznie.
Branża internetowa i muzyczna przeszły długą drogę mocno się integrując. Dziś trudno uwierzyć , że w 2002 roku Steve Jobs usłyszał od szefów jednej z kompanii fonograficznych "Nie sprzedajemy utworów tylko albumy, sprzedaż pojedynczych plików zabije branżę!".
Wszystkie muzyczne chmury oferują z grubsza to samo, różnie rozkładając akcenty. Google postanowiło niczego nie rewolucjonizować, tylko zrobić przyzwoicie. Posiadając wszechobecną przeglądarkę i własny serwis społecznościowy po co wyważać otwarte do konsumentów drzwi?
tabela za pcmag.com