Pod koniec XX wieku komunikacja na torach pociągowych w całej Europie odbywała się według 35 niekompatybilnych ze sobą systemów. By, między innymi, zwiększyć bezpieczeństwo oraz po prostu ułatwić kolejarzom życie, postanowiono ją ustandaryzować.
Powstało GSM-Railway (GSM-R), czyli lepiej zabezpieczona wersja 2G znanego z telefonów komórkowych. Dzięki temu kontrolerzy ruchu oraz maszyniści mogą się ze sobą komunikować, a także przesyłać między sobą takie dane jak lokalizacja czy prędkość pociągu. GSM-R działa już w wielu krajach Europy, Afryki czy Azji. Ciężko powiedzieć, kiedy dotrze do Polski, ale w końcu (mamy nadzieję) się to stanie.
Czy jednak w związku z tym powinniśmy obawiać się... hakerów? Prof. Stefan Katzenbeisser uważa, że sam system jest raczej dość bezpieczny, ale jego słabym punktem są hasła, które dają do niego dostęp. Jeśli wpadłyby w niepowołane ręce, hakerzy mogliby na przykład przeprowadzić ataki typu DDoS na całe GSM-R, co doprowadziłoby do załamania komunikacji. Katzenbeisser uspokaja, że nie doszłoby raczej do wykolejeń i katastrof, ale na pewno do opóźnień i innych tego typu problemów.
Wraz z przejściem na technologię mobilną, coraz bardziej, wydawałoby się, "analogowe" dziedziny życia stają się podatne na ataki hakerów. O tempora, o mores?
[za BBC ]