Jim Balsillie i Mike Lazaridis mają już swojego następcę, będzie nim dotychczasowy dyrektor naczelny Thorsten Heins. Jego ostatnie wypowiedzi opublikowane w kanadyjskim The Globe są bardzo optymistyczne.
Firma jest na dobrej drodze i nie potrzeba jej zmiany strategii. Zamiast tego powinna skupić się na marketingu i ożywić wizerunek flagowej marki BlackBerry.
Słowa prezesa RIM można więc zinterpretować tak: wiemy, że nasz produkt jest dobry i nie potrzebuje zmian, ale musimy przekonać do tego konsumentów.
Tymczasem jedynych powodów do optymizmu dostarczają dane z rynków wschodzących (Chiny, Indie a także Polska) - tam udział w rynku kanadyjskiej spółki rośnie utrzymując ją na powierzchni.
Na innych polach RIM odnotowuje jednak spadki i straty, dlatego też w zeszłym roku pojawiły się nawet spekulacje o jej przejęciu. Research In Media jednak zaciekle broni się przed tym, podobnie jak przed ukłonami w stronę Androida. Wedle Heinsa wszyscy producenci sprzętu z Androidem "walczą teraz o przetrwanie". Niezależność, własna platforma systemowa i zapowiedziane już świetne urządzenia mają więc być kluczem do przetrwania RIM.
Firma musiałaby też przekonać klientów, że niewielka - w porównaniu do Androida i iOSa - baza oprogramowania jest zaletą a nie jedną z głównych wad urządzeń BlackBerry.
Problemem jest jednak czas, który płynie nieubłaganie, spychając produkty spółki w niepamięć. Nokia długo nie mogła zdecydować się, który system operacyjny powinien być używany w jej produktach i dała się wyprzedzić Androidowi. Cóż z tego, że np. MeeGo zyskał dobre recenzje, Finowie nie potrafili przebić się przez wrzawę towarzyszącą Androidowi. Jego udział w rynku wkrótce przekroczy 50%, wraz z iOSem i Windows Phone będzie to nad 75%.
RIM ma więc niewielkie pole manewru a słupki sprzedaży nie przestają spadać. Historia zna przykłady wielu świetnych produktów, które ostatecznie przegrały. Czy inwestorzy RIM uwierzą w nową wizję prezesa, czy w końcu stracą cierpliwości? Pokaże najbliższy rok.
[ za businessinsider.com ]
dane dostarcza: