Mike Elgan z Computerworld z pewnością do nich należy. W swoim artykule stawia hipotezę, że ministrowi chodzi wyłącznie o słupki poparcia i pozytywne opinie na świecie: ogłoszenie "przełomu" na konferencji prasowej jest tanie, zaś naiwna opinia publiczna - przyjmując na wiarę takie rewelacje - sama prosi o powtórki w przyszłości.
Elgan nie zatrzymuje się na krytyce, ale podejmuje próbę analizy założeń indyjskiego tabletu. Wskazuje przy tym na projekt taniego laptopa OLPC, który nie jest tak zaawansowany technicznie - brak dotykowego ekranu i zasilających paneli słonecznych - a w żaden sposób nie może obniżyć kosztu do granicy 100 dolarów. Zwraca też uwagę, że Indie nie produkują same dotykowych wyświetlaczy, a zakupione w Chinach czy Tajwanie będą droższe niż 35 dolarów za sztukę, podobnie z panelami słonecznymi - te o wydajności wystarczającej do zasilania tabletu mają wyższe koszty produkcji niż planowana cena.
Autor dopuszcza taką możliwość, że w świecie elektroniki nastąpi jakiś nieoczekiwany przełom, pozwalający w przyszłym roku wyprodukować tablet z ceną 35 dolarów. Ale o ile ów tajemniczy milowy skok nie będzie wyłączną własnością Indii, to od razu stu chińskich producentów zrobi podobne urządzenia - cały ich rynek nastawiony jest bowiem na najtańsze komponenty i rozwiązania - więc nie byłaby to żadna innowacja.
W artykule przypomniane są poprzednie wielkie zapowiedzi technologicznych przełomów. Choćby w lutym ubiegłego roku indyjski rząd zapowiedział stworzenie laptopa kosztującego 10-20 dolarów. Miał nazywać się Shaksat. W ciągu pół roku miał trafić do milionów uczniów i studentów, zmieniając szkolnictwo i ekonomię. Nie trafił.
Elgan kwituje: wszyscy chcemy wierzyć w tę historię, ale to nie czyni jej prawdziwą . I dalej podsumowuje: zapowiedź tabletu za 35 dolarów to nic więcej niż bezwstydny, polityczny oportunizm . Smutne, ale brzmi spójnie.
[via Computerworld ]
Tomasz Andruszkiewicz