Według New York Timesa najścia policji w poszukiwaniu nielegalnego oprogramowania zdarzają się w rosyjskich organizacjach pozarządowych zwłaszcza wtedy, kiedy organizacje te planują głośne akcje mające protestować przeciwko zamierzeniom władz.
Do niedawna takie akcje wspierane były przez rosyjski oddział Microsoftu, jednak stanowisko firmy uległo zmianie po ostatnio nagłośnionej sprawie organizacji Bajkalska Fala. Organizacja ta planowała protest przeciwko ponownemu otwarciu syberyjskiej papierni, zrzucającej ścieki bezpośrednio do jeziora Bajkał. Decyzja ta podjęta została przez samego Władimira Putina. Tuż przed protestem do siedziby Fali wkroczyły siły bezpieczeństwa, które skonfiskowały komputery organizacji, twierdząc że zainstalowane jest na nich pirackie oprogramowanie Microsoftu. Przedstawiane przez Bajkalską Falę faktury i rachunki za legalnie zakupione oprogramowanie nie zmieniły decyzji o konfiskacie.
W odpowiedzi na informacje o używaniu polityki antypirackiej do walki politycznej, firma z Redmond zmieniła podejście o 180 stopni. Wczoraj ogłoszono specjalny program licencyjny dla organizacji pozarządowych i niezależnych mediów w Rosji i kilkunastu innych krajach.
Według nowych zasad licencji, Microsoft będzie aktywnie zaświadczał, że oprogramowanie zainstalowane na komputerach osobistych należących do tych organizacji jest legalne. Specjalny program licencyjny ma trwać do roku 2012, aby zainteresowane organizacje miały czas spełnić konieczne formalności i włączyć się do istniejącego już w Microsofcie programu wspierania organizacji pozarządowych.
W oświadczeniu opublikowanym na firmowym blogu, Brian Smith, wiceprezydent i główny radca prawny Microsoftu pisze między innymi:
Chcemy wyraźnie i jednogłośnie oświadczyć, że brzydzimy się próbami używania prawa służącego do ochrony własności intelektualnej do tłumienia politycznego dyskursu lub zdobywania niewłaściwych osobistych korzyści. Będziemy zdecydowanie działać, aby uniemożliwić zachowania tego typu.
Microsoft od zawsze kojarzony jest z biznesem, ale jednocześnie znany jest z dość obcesowego podejścia: ostatnio urządzili pogrzeb iPhone, o którym wcześniej jeden z szefów firmy z Redmond powiedział "iPhone 4 może być ich Vistą i mi to pasuje" a kiedyś Steve Ballmer rzucał krzesłami. Tym razem ostro poszli w drugą stronę.
Co zyskują? Legalizując to co opozycjoniści mają na swoich komputerach schodzą z celownika zachodnich obrońców praw człowieka, i pokazują ludzką twarz.
Ale, sądząc po tonie oświadczenia, może trochę to ich wersja "don't be evil" (nie bądź złym, do niedawna korporacyjne motto Google).
Nawet przeprosili za nadgorliwość swoich prawników.
[Na podstawie The Official Microsoft Blog i The New York Times ]
Janusz A. Urbanowicz