Dać czadu - bez budzenia sąsiadów

Od czasów bigbitu początkujące kapele mają jeden, za to hałaśliwy problem - gdzie ćwiczyć. Teraz pojawiło się rozwiązanie w postaci JamHuba.

Pomysł jest genialny w swojej prostocie - skoro wszyscy grają na instrumentach elektrycznych, to niech grają przez słuchawki, i słyszą siebie nawzajem.

JamHub to przenośny cyfrowy mikser pozwalający na podłączenie się wszystkich członków zespołu i odsłuchiwanie przez nich (w słuchawkach) na bieżąco tego co grają inni. Ponieważ instrumenty są już w większości zelektryfikowane, przestaje być potrzebna sala prób - przez JamHuba każdy członek zespołu słyszy to co grają pozostali. Podobnie z wokalem, oprócz gniazda do podłączenia instrumentu, każdy tor JamHuba ma też gniazdo mikrofonu.

JamHub występuje w trzech wersjach: BedRoom (sypialnia), obsługujący do 5 muzyków na raz, GreenRoom (kulisy), dla maksymalnie siedmiu, i TourBus, także dla siedmiu wykonawców na raz, ale z zintegrowanym modułem zapisu na karty SD i metronomem.

Wszystkie wersje JamHuba mają zintegrowany cyfrowy moduł efektów: pogłos, pętla opóźnieniowa i modulacja. Każdy uczestnik sesji może ustawić sobie jaka część jego sygnału to sygnał z instrumentu a jaka sygnał przetworzony efektami. Gitarzyści zmartwią się nieco - bez Poda czy iRiga i tak się nie obejdzie, JamHub nie ma symulacji wzmacniaczy ani kolumn. Każdy tor JamHuba może być sterowany z pilota (jeden jest w zestawie, dalsze trzeba dokupić), aby nie trzeba było tłoczyć się przy urządzeniu.

Oczywiście JamHub sam z siebie nie wygłuszy pomieszczenia, ani nie wyciszy perkusji. Ale wyposażona w cyfrową perkusję garażowa kapela nie musi już mieć garażu, wystarczy jej pokój w bloku i można jamować całą noc.

Cena JamHuba BedRoom 300 dolarów, GreenRoom - 500, TourBus - 700.

[Na podstawie materiałów JamHub LLC ]

Janusz A. Urbanowicz

Więcej o: