To tylko jedna strona medalu. Problem polega także na tym, że - po pierwsze - NASA ma specjalne procedury zdawania sprzętu, które ewidentnie nie zostały dotrzymane; po drugie - dane, które pozostały na dyskach określane są jako "highly sensitive", czyli wrażliwe. Na przykład dane lokalnych sieci itp.
Późniejsza analiza wykazała, że w części przypadków nie pokuszono się nawet o przetestowanie komputerów pod kątem zawartości. Inne natomiast przeszły próbę z negatywną oceną. Co nie powstrzymało nikogo przed wystawieniem ich pod młotek.
Dochodzenie wykazało, że maszyn zawierających wrażliwe dane sprzedano aż 10 sztuk . Kolejne 4 czekały na swoją kolej. Tyle z kategorii "highly sensitive". Komputerów nie spełniających norm wykryto znacznie więcej. Inspekcja wykazała, że niedociągnięcia w kwestii procedur bezpieczeństwa miały miejsce zarówno w Centrum Lotów im. Kennedy'ego, obiekcie im. Johnsona, instalacji badawczej w Ames oraz w osławionym Langley Research Center.
Eksperci mówią, że dane z dysków mogły ułatwić zadanie potencjalnym hakerom , którzy chcieliby włamać się do któregoś z obiektów NASA.
[za BBC ]
Łukasz Cichy