Naukowcy i roboty hodują ludzką skórę

Czyżby za jakiś czas znajdowanie organów do transplantacji nie miało już być problemem?

W Fraunhofer Institute for Interfacial Engineering and Biotechnology w Stuttgarcie produkcja skóry już trwa. Na razie jeszcze z białek od zwierząt, na których będzie ona testowana. Zajmują się tym roboty, zamknięte w sterylnych pomieszczeniach. Co miesiąc będą produkować 5000 krążków tkanki, każdy wielkości jednocentowej monety. Przewidywana cena za taki fragment to 50 euro (ok. 200 zł)

Całe przedsięwzięcie to pomysł biochemiczki Heike Welles. Zainspirował ją sławny projekt sprzed 15 lat - ludzkie ucho wszczepione myszy oraz inne pomysły odpowiedzialnych za to braci Jaya i Chucka Vacanti. Także w ich laboratorium stworzono bijące serce wielkości czereśni, które przeżyło 40 dni. Podobne eksperymenty podejmowano w Karolinie Północnej - hodowano pęcherze z komórek macierzystych i wszczepiano dzieciom ze zniekształconymi organami. Z kolei w niemieckim mieście Kiel lekarze zdołali zrekonstruować żuchwę pacjenta.

To wszystko pionierskie próby, a jedyną tkanką, którą na razie daje się produkować masowo, jest chrząstka.

Nauka nazwana przez braci Vacanti inżynierią tkankową okazała się powołaniem Heike Welles. Oczywiście od skóry do całych organów droga jeszcze daleka, ale takie plany snuje biochemiczka. Na koncie ma już zrekonstruowanie tchawicy młodego mężczyzny, który połknął środek do czyszczenia rur. Podobne organy stworzono jeszcze dla trzech pacjentów. Jednakże była to ciężka i czasochłonna praca. Także tworzenie skóry ma coś ze sztuki i ciężkiej pracy fizycznej - dlatego zajmują się tym roboty, łączące precyzję z wytrwałością.

Problemem na razie jest też prawo. Unia Europejska zdecydowała, że tkanka hodowana poza ludzkim ciałem - niezależnie czy to kość, skóra, wątroba czy nerwy - ma być traktowana jak substancja farmakologiczna. Nie będzie więc mogła być wypróbowana na pacjentach-ochotnikach, jak to zdarza się w chirurgii. Musi przejść testy i ewentualnie zostanie wydane na nią pozwolenie.

Inżynierowie ze Stuttgartu oceniają, że szanse na to są spore, a sami i tak chcą przedstawić swój produkt przemysłowi farmaceutycznemu, kosmetycznemu i chemicznemu, zanim zaoferują go pacjentom po poparzeniach. Szansą dla skóry jest regulacja Parlamentu Europejskiego z 2006 roku, która stanowi, że wszelkie nowe chemikalia muszą przejść testy na zwierzętach, by określić reakcje skóry na te środki. Sztuczna skóra może oszczędzić im niepotrzebnego cierpienia, a nawet ocalić od śmierci wiele zwierząt.

Potem, choć jeszcze nieprędko, kolej na ludzi.

[za: Der Spiegel]

Paweł Kamiński

Więcej o: