Pamiętacie jak Google pod koniec 2008 roku zaprezentował Chrome'a? To była całkiem nowa jakość w porównaniu do nielubianego Internet Explorera albo przymulającego Firefoxa. Wydawało się, że Google wziął głęboki oddech, zastanowił się dokładnie, jak powinna wyglądać przeglądarka idealna i po prostu ją stworzył.
Chrome z tych pierwszych dni był szybki jak demon, rozdzielenie poszczególnych kart na odrębne procesy wydawało się genialnym ruchem, no a różnorakie motywy umożliwiały spersonalizowanie jednakowych dotąd przeglądarek. Spójrzcie z resztą na tę reklamę (mój ulubiony fragment od 3:35).
Tych funkcji nie było wcześniej w przeglądarkach. Chrome powoli, ale stabilnie zaczął zyskiwać popularność, by w końcu stać się najchętniej instalowaną przeglądarką na świecie.
Fot. StatCounterW międzyczasie konkurencja nadrobiła zaległości. Tryb incognito, motywy i szybkie działanie nie są już wyznacznikiem wyłącznie Chrome'a. Za to jego niegdysiejsza największa zaleta, czyli rozdzielanie poszczególnych kart na osobne procesy, stało się największym przekleństwem. Chrome w niewiarygodny sposób pożera pamięć, CPU i baterię. I jakby tego jeszcze było mało - stał się niestabilny.
Fot. The Great SuspenderAle być może jest nadzieja. Poznajcie wtyczkę The Great Suspender . Jej działanie jest genialne w swej prostocie: rozszerzenie zawiesza te zakładki, z których aktualnie nie korzystamy, a uwolnione w ten sposób zasoby mogą być przeznaczone na coś innego. Na przykład na płynne działanie komputera. Wszyscy w redakcji używamy jej od rana i wydaje się, że spełnia swoje zadanie.
Chrome dostanie ode mnie jeszcze jedną szansę. A jeśli okaże się, że rozszerzenie jednak nie spełnia swojej funkcji, chyba przyjdzie czas na zmianę przeglądarki.