Nowe technologie i gospodarka oparta na nowych, odnawialnych źródłach energii wymagają nowych surowców. Ropą naftową przyszłości mają stać się metale ziem rzadkich i inne surowce, które poszczególne państwa zbierają na listach surowcach krytycznych. Polska też ma taką listę, tak jak Unia Europejska jako całość. Są na niej 34 pozycje, poza metalami ziem rzadkich także m.in. lit, kobalt, nikiel, wolfram, miedź, grafit i magnez. Są one niezbędne do wytwarzania półprzewodników, produktów nowoczesnej elektroniki (w tym smartfonów), baterii (w tym do samochodów elektrycznych), turbin wiatrowych, paneli fotowoltaicznych, magnesów, komunikacji satelitarnej, a nawet wojskowych myśliwców i pocisków artyleryjskich.
I mamy z tym w Europie potężny problem - bo my tych surowców sami nie produkujemy. Kupujemy je, przede wszystkim z Chin oraz z Rosji. W przypadku 10 surowców krytycznych UE jest całkowicie uzależniona od importu spoza Wspólnoty (wanad, skand, niob, lit, lekkie i ciężkie pierwiastki ziem rzadkich, bor, antymon, magnez, fosfor). W kilku innych przypadkach jest to uzależnienie bliskie zupełnemu. Tak wyliczył Europejski Trybunał Obrachunkowy w nowym sprawozdaniu na ten temat (ważna uwaga: bierze ono pod uwagę dane do 2024 roku, kiedy w życie wszedł Europejski akt o surowcach krytycznych).
Z 26 minerałów/surowców krytycznych, niezbędnych do transformacji energetycznej w przypadku siedmiu jesteśmy uzależnieni od Chin. Unia Europejska importuje stamtąd 97 proc. magnezu, 71 proc. galu i 31 wolframu. Rafinacja metali ziem rzadkich jest w zasadzie zdominowana przez Chińczyków. Nikiel dostarcza nam Rosja, lit bierzemy z Chile, a bor z Turcji.
To uzależnienie, szczególnie w czasie globalnych napięć politycznych i gospodarczych, jest niebezpieczne. UE chciałaby się w tym zakresie nieco usamodzielnić, stawiając strategię pozyskiwania surowców krytycznych - wydobycia, przetwarzania i recyklingu na własnym terytorium oraz nawiązywania współprac w tym zakresie z (innymi niż Chiny) państwami trzecimi. Tyle tylko, że jak na razie nie bardzo to wychodzi. Takie w każdym razie są wnioski z przywołanego już tutaj raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego.
Można w nim przeczytać m.in., że "polityka surowcowa UE wyznacza strategiczny kurs, ale opiera się na niepełnych podstawach". Trybunał podkreśla, że wyznaczone przez Brukselę cele są "niewiążące… i nieuzasadnione". Te cele, wyznaczone na 2030 rok (czyli zostały zaledwie cztery lata!), to:
Tymczasem na przykład siedem z 26 materiałów niezbędnych do transformacji energetycznych jest recyklingowanych w skali od 1 do 5 proc., a 10 z nich w ogóle nie jest recyklingowi poddawane. Według Trybunału przyczyną takiego stanu jest brak odpowiednich zachęt. Jeśli chodzi o przetwarzanie na poziomie 40 procent, to - jak czytamy w raporcie - jest ono utrudnione między innymi przez wysokie koszty energii, "które mogą poważnie ograniczyć konkurencyjność".
Dywersyfikacja także nie idzie nam najlepiej, między 2020 a 2024 rokiem import z krajów, z którymi UE ma podpisane partnerstwa w tym zakresie, spadł w przypadku 13 kluczowych minerałów (wzrósł dla innych 13). Przewodnicząca pracom nad raportem Keit Pentus-Rosimannus powiedziała, że "nawet jeśli UE robi wszystko, co należy, zakłócenia w handlu i kryzysy geopolityczne wciąż mogą utrudniać dostęp do niezbędnych materiałów".
Jeśli chodzi o wydobywanie surowców krytycznych na terenie UE, Europejski Trybunał Obrachunkowy przywołuje inny raport, w którym wskazano, że realizacja projektów wydobywczych może potrwać nawet 20 lat. Przytaczany jest tutaj przykład Szwecji (gdzie znajdują się duże złoża metali ziem rzadkich), dla której ten okres może być jeszcze dłuższy.
To wszystko dzieje się tuż przed spotkaniem, jakie na środę (4 lutego) zwołał w Waszyngtonie sekretarz stanu USA Marco Rubio. Mają się tam pojawić przedstawiciele około 20 państw a także UE. Tematem rozmów będzie zróżnicowanie kierunków dostaw surowców krytycznych, takich jak pierwiastki ziem rzadkich, lit, nikiel czy miedź: