Kod "C" na zwolnieniu lekarskim to jedno z mniej znanych oznaczeń w systemie L4. Pojawia się wtedy, gdy niezdolność do pracy ma związek ze skutkami nadużywania alkoholu. Najnowsze dane ZUS pokazują, że takich zwolnień przybywa. Lekarze zwracają uwagę, że za zmianą mogą stać różne czynniki, od realnych problemów zdrowotnych po skuteczniejszą diagnostykę i większą otwartość pacjentów podczas wizyt.
Jak informuje finanse.wp.pl, w 2025 roku w Polsce wystawiono blisko 10 tys. zwolnień lekarskich oznaczonych kodem "C". To o 5,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Najwięcej takich zaświadczeń odnotowano w województwach mazowieckim, śląskim i wielkopolskim, natomiast najmniej w lubuskim, opolskim i podlaskim. Dane ZUS pokazują także strukturę wieku i płci osób korzystających z takich zaświadczeń. Największą grupę stanowili pacjenci między 30. a 49. rokiem życia, na których przypadło 62,5 proc. zwolnień z kodem "C". Wśród mężczyzn najczęściej wystawiano je osobom w wieku 40-44 lata, a wśród kobiet pacjentkom w wieku 30-34 lata. Zwolnienia związane z nadużywaniem alkoholu przełożyły się w 2025 roku na 99,6 tys. dni niezdolności do pracy, a mężczyźni odpowiadali za około 3/4 wszystkich takich przypadków.
Kod "C" oznacza, że przyczyną niezdolności do pracy są skutki nadużywania alkoholu. Nie wystarczy jednak samo złe samopoczucie po imprezie. Lekarz musi ocenić stan pacjenta i stwierdzić, że objawy uniemożliwiają bezpieczne wykonywanie obowiązków zawodowych. W praktyce mogą to być między innymi zaburzenia elektrolitowe, silne osłabienie organizmu, problemy z wątrobą lub inne dolegliwości wymagające czasowej rekonwalescencji. Zwolnienie z kodem "C" może zostać wystawione dopiero wtedy, gdy skutki nadużycia alkoholu realnie uniemożliwiają wykonywanie obowiązków zawodowych. - Pacjent musi mieć konkretne objawy. W przypadku osób, u których doszło do nadużycia alkoholu, incydentalnie, lekarz widzi, czy na przykład są zaburzenia elektrolitów czy osłabienie. Wiadomo, że wtedy pacjent nie nadaje się do pracy. Tu 2-3 dni wystarczą, by doszedł do siebie - poinformował lekarz medycyny rodzinnej prof. Jarosław Drobnik w rozmowie z tuwroclaw.com.
Inaczej wygląda sytuacja osób, u których lekarz widzi ryzyko uzależnienia albo objawy przewlekłej choroby alkoholowej. Wtedy sama informacja o gorszym samopoczuciu nie wystarcza. Konieczna może być szersza ocena stanu zdrowia i potwierdzenie problemu dodatkowymi narzędziami diagnostycznymi. Lekarz może zlecić między innymi próby wątrobowe, badanie poziomu bilirubiny oraz ankiety stosowane przy ocenie ryzyka uzależnienia. Jeżeli diagnoza potwierdzi poważniejszy problem, zwolnienie może zostać wystawione na kilkanaście dni, a w niektórych przypadkach nawet na miesiąc. Dłuższe L4 ma pozwolić na ustabilizowanie stanu zdrowia i ograniczenie ryzyka poważnych powikłań związanych z przewlekłym nadużywaniem alkoholu.
Po opanowaniu ostrego stanu zdrowia pacjent może zostać skierowany do psychiatry albo ośrodka leczenia uzależnień. Takie wsparcie ma pomóc nie tylko w leczeniu skutków zdrowotnych, lecz także w ograniczeniu ryzyka nawrotu problemu. - Musimy to zrobić, by nie doszło do marskości wątroby. Po ustabilizowaniu takiego pacjenta moja rola się kończy, ale w takich przypadkach zawsze odsyłam na konsultację z psychiatrą lub do ośrodka leczenia uzależnień - dodał prof. Drobnik.
Zwolnienie z kodem "C" ma szczególne zasady rozliczania. Najważniejsza różnica dotyczy pierwszych dni nieobecności w pracy, które nie są objęte świadczeniami chorobowymi. Przez pierwszych pięć dni pracownik nie otrzymuje wynagrodzenia chorobowego ani zasiłku chorobowego. Dopiero od szóstego dnia zwolnienie jest rozliczane na zasadach przewidzianych dla standardowego L4. W praktyce oznacza to, że osoba przebywająca na takim zwolnieniu może odczuć dodatkowe konsekwencje finansowe swojej nieobecności. Wielu pracowników nie zdaje sobie sprawy z tych zasad i dopiero po rozliczeniu odkrywa, że część okresu absencji pozostaje bezpłatna.