Oddech Chin na plecach Europy. Mamy jeszcze szansę? I co do tego ma walka o klimat?

Maria Mazurek
- Świat się zmienił - mówi Donald Tusk. - Nie chcemy zniszczyć gospodarki - podkreślał wiceminister klimatu. Rozwój przemysłu, własne surowce, innowacje - UE gorączkowo szuka sposobów na konkurencyjność. Czy tego naprawdę nie da się pogodzić z walką o klimat?
Ursula von der Leyen w Belem, 6 listopada 2025 r.
Fot. REUTERS/Adriano Machado

- Bez rozwiązań, które przyspieszą rozwój nowych technologii, bez rozsądnej deregulacji, instrumentów chroniących europejski przemysł, Europa się zdekarbonizuje, ale cudzymi rękami i kto inny na tym zarobi - mówi mi Katarzyna Snyder.

Ale po kolei. We wrześniu się nie udało, a to było drugie podejście, niemal na ostatnią chwilę. Wtorkowe negocjacje ministrów krajów unijnych przeciągnęły się do 3 w nocy w środę - i zakończyły fiaskiem. Dopiero druga, poranna runda pozwoliła wreszcie wypracować porozumienie w sprawie celu klimatycznego na 2040 rok. Ursula von der Leyen nie musiała się martwić, że pojedzie na szczyt do Belem z pustymi rękami - bo 6 listopada w Brazylii ruszyło dwudniowe spotkanie przywódców, które poprzedza szczyt klimatyczny COP30 (on odbędzie się między 10 a 21 listopada). 

Zobacz wideo Co to będzie powie ci jak walczyć z katastrofą klimatyczną

Do Belem przyjechali - poza szefową Komisji Europejskiej i gospodarzem, prezydentem Brazylii Lulą da Silvą - m.in. kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Zabrakło liderów czterech państw: Chin, Indii, Rosji i Stanów Zjednoczonych. Jednak o ile w przypadku pierwszych trzech z wymienionych zapowiedziano pojawienie się polityków niższego szczebla, Amerykanie nie zdecydowali się wysłać nikogo. Chiny, Indie, Rosja, USA i UE jako całość to pięć najbardziej zanieczyszczających gospodarek na świecie. Obecna administracja Białego Domu działa tak, jakby zaprzeczała naukowo udowodnionemu ociepleniu klimatu. Przypomnijmy tylko, że Donald Trump wycofał Stany Zjednoczone z porozumienia paryskiego, a także utrudnia rozwój OZE w swoim kraju (na czym mocno ucierpiał duński gigant morskiej energetyki wiatrowej, firma Orsted). 

Konkurencyjność, konkurencyjność, konkurencyjność

Wróćmy jednak do Europy, gdzie nastawienie do walki o zahamowanie zmian klimatu trochę się w ostatnich latach zmieniło. Mieliśmy pandemię COVID z załamaniem globalnych łańcuchów dostaw, potem wybuch pełnoskalowej rosyjskiej wojny w Ukrainie, nasilenie się konfliktów handlowych na świecie oraz wzrost protekcjonizmu w największych gospodarkach. Hasło reindustrializacji (czyli ponownego uprzemysłowienia) Europy pojawiało się stopniowo coraz częściej, teraz słychać je niemal wszędzie, także w kontekście obronności. Podobnie jak wezwania do walki o konkurencyjność Europy.

- Świat się zmienił. Przede wszystkim kiedy my dzisiaj mówimy, że Europa musi stać się na nowo potęgą przemysłową, a to oznacza fabryki, to oznacza huty, a to oznacza węgiel. Musi stać się potęgą przemysłową, ponieważ przegramy konkurencję z Chinami, przegramy tę wojnę ukraińsko rosyjską, i tak dalej, i tak dalej - mówił premier Donald Tusk 23 października po unijnym szczycie, na którym zdecydowano o rewizji systemu ETS2. ETS to unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2 (tzw. prawa do zanieczyszczania), jego drugi etap ma objąć nowe sektory, w tym transport drogowy i budynki mieszkalne. Teraz już wiemy, że jego wejdzie w życie zostało opóźnione o rok, czyli do 2028 r., między innymi w efekcie nacisku Polski. 

- Nie chcemy zniszczyć klimatu, ale też nie chcemy zniszczyć gospodarki - tak mówił z kolei kilka dni temu wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta w czasie unijnych negocjacji ws. celu klimatycznego. Polska była w grupie hamulcowych i chciała złagodzenia celu. I tak się ostatecznie stało. Pierwotne ustalenia zakładały zmniejszenie do 2040 roku emisji CO2 o 90 proc. w porównaniu z rokiem 1990. I w teorii zostały, ale jednak dość mocno je rozwodniono. Po pierwsze, kraje UE mogą obniżyć cel o 5 punktów procentowych, kupując zagraniczne certyfikaty do emisji CO2 - to już sprawia że cel wynosi de facto 85 proc., a do tego jeszcze poszczególne państwa mogą wykorzystać do tego dodatkowe 5 proc. Przypomnijmy tylko, że za 25 lat (w 2050 r.) UE chce być już neutralna klimatycznie.  

Gdzie tu walka o klimat? 

Jest w Europie grupa państw, która na łagodzenie celów klimatycznych mocno naciskała - a w niej jest Polska. Czy te dwa cele - walka o klimat i walka o przemysł i konkurencyjność - to zupełnie dwie strony barykady?

- Te cele zdecydowanie nie są sprzeczne - mówi mi Katarzyna Snyder, ekspertka Instytutu Zielonej Gospodarki. - Rozwój przemysłu i zmniejszanie negatywnego wpływu na klimat są do pogodzenia, wymaga to jednak przemyślenia na nowo silników wzrostu gospodarki.

Era paliw kopalnych i wysokoemisyjnych technologii odchodzi już w przeszłość - teraz to właśnie konkurowanie w dostarczaniu czystych innowacji i rozwoju hi-tech będzie warunkiem rozwoju europejskiej gospodarki i dobrobytu. Najlepszym tego dowodem są Chiny, gdzie polityka klimatyczna jest funkcją polityki gospodarczej. Obecnie tanie, czyste technologie i rozwiązania z Chin umożliwiają im totalną dominację w sektorze cleantech - to dla Europy niedobra wiadomość - ale też przyspieszają odchodzenie od paliw kopalnych w skali globalnej i to jest pozytywne

- zauważa. 

Potrzeba rozwoju przemysłu bierze się z poczucia konieczności walki o konkurencyjność europejskiej gospodarki w obliczu agresywnych czasem polityk na przykład Chin czy USA. Powszechne dyskusje na ten temat zaczęły się od słynnego raportu Mario Draghiego z zeszłego roku. Były prezes Europejskiego Banku Centralnego i były premier Włoch wzywał do większych inwestycji, bez których - jego zdaniem - Europę czeka "powolna agonia". Swoją diagnozę i propozycję zmian przedstawił na 400 stronach. Wskazywał m.in. na niską innowacyjność, wysokie koszty energii, obciążenia regulacyjne dla firm. W tym roku alarmistyczny apel wystosowała w październiku Ursula von der Leyen, wskazująca na zielone sektory gospodarki, z naciskiem na energetykę. 

Co tu zrobić? 

- Diagnozy Draghiego i von der Leyen są moim zdaniem celne - musimy poprawić swoją konkurencyjność i chronić europejski przemysł, a transformacja, czyste technologie i dekarbonizacja mogą nam w tym pomóc. Draghi w swoim raporcie mówi o tym, że poprawa konkurencyjności gospodarki UE może iść w parze z dekarbonizacją, jeśli tylko Europa wypracuje spójny plan, jak to zrobić. Dekarbonizacja może obniżyć koszty energii, a także być szansą rozwojową dla Europy. Ale "może" jest tu kluczowe, o czym mówiła też von der Leyen w tym liście - wskazuje Katarzyna Snyder. 

Bez rozwiązań, które przyspieszą rozwój nowych technologii, bez rozsądnej deregulacji, instrumentów chroniących europejski przemysł, jak na przykład zasada local content czy strategicznego rozwoju niektórych gałęzi przemysłu, jak recykling i odzysk surowców czy sektor wysoce zaawansowanych technologii, Europa się zdekarbonizuje, ale cudzymi rękami i kto inny na tym zarobi. Na szczęście, UE coraz lepiej rozumie, że musi wzmocnić własną pozycję

podkreśla ekspertka. 

No dobrze, ale są na to szanse? Chiny inwestują najwięcej na świecie w rozwój odnawialnych źródeł energii (tak tak, choć wciąż są też jednocześnie kluczowym "trucicielem"), bijąc rekordy, jeśli chodzi o instalacje fotowoltaiczne i wiatrowe. A choć ich cel klimatyczny jest bardzo, bardzo odległy od naszego (zmniejszenie emisji gazów cieplarniach o 7-10 proc. do 2035 r.), to po pierwsze wreszcie jest i jednak na początku tego roku po raz pierwszy udało im się te emisje zmniejszyć. To ważny znak. Jednak nie są to wyłącznie szlachetne działania - Chińczycy na swojej transformacji chcą zarabiać. I ich technologie rozlewają się na zachód, a dla przetwarzanych przez nich surowców, kluczowych dla nowych technologii, w tym tych zielonych, na razie nie mamy zastępstwa. Czy Europa ma szanse konkurować w zielonych gałęziach przemysłu energetycznego?

- W wielu sektorach pewnie już nie, bo Chiny trudno będzie dogonić. Skupmy się na obszarach, które jeszcze możemy u siebie ogarnąć i globalnie zdominować. Nie będzie to łatwe. Ale Europa może odrobić lekcje i lepiej u siebie wspierać innowacje, a potem skutecznie chronić swoje technologie oraz rodzimy przemysł hi-tech. Wiele nowych polityk UE dąży właśnie do realizacji tych celów - przykładowo, Net Zero Industry Act zakłada, że Europa ma produkować na swoim terytorium 40 proc. potrzebnych technologii zeroemisyjnych, a do 2040 roku osiągnąć 15 proc. udziału w globalnej produkcji cleantech. Critical Raw Materials Act z kolei, że co najmniej 25 proc. rocznego zużycia w UE ma pochodzić z wewnętrznego recyklingu.

Ta transformacja jest możliwa, choć nie będzie łatwa. Jedno wiadomo jednak już dziś: fałszywy wybór pomiędzy konkurencyjnością i ochroną klimatu nie przyniesie nam korzyści w długiej perspektywie

- podsumowuje Katarzyna Snyder.

Maria Mazurek
Więcej o: