Zaczęło się masowe sprawdzanie takich przelewów. Skarbówka od razu wyłapuje jeden schemat

Skarbówka coraz dokładniej sprawdza dochody z internetu. Urzędy mogą dziś analizować dane przekazywane przez platformy sprzedażowe, historię wpływów oraz aktywność osób regularnie zarabiających online. Największe ryzyko dotyczy streamerów, influencerów i użytkowników prowadzących sprzedaż przypominającą działalność gospodarczą.
Urząd skarbowy
Fot. Anna Lewańska / Agencja Wyborcza.pl

Internetowe zarobki przestają być obszarem, który trudno zweryfikować. Administracja skarbowa otrzymuje więcej danych z platform cyfrowych, a urzędy mogą sprawdzać, czy pieniądze z sieci zostały prawidłowo rozliczone. Najważniejsze znaczenie mają dziś skala działalności, regularność wpływów, dokumenty oraz to, czy sprzedaż lub twórczość internetowa ma charakter zarobkowy.

Zobacz wideo Zuzanna Grajcewicz: Czemu państwo wspiera wielkie firmy, a nie nas Polaków i Polki, osoby tworzące

Fiskus inaczej patrzy na donejty. Nie każda wpłata jest oceniana tak samo

Przez lata część streamerów traktowała wpłaty od widzów jako darowizny. W takim wariancie znaczenie miał limit 5733 zł od jednej osoby w ciągu pięciu lat. Problem polegał na tym, że przy wielu drobnych płatnościach trudno było sprawdzić, kto faktycznie przekazał pieniądze i czy świadczenie miało charakter bezinteresowny. Fiskus coraz częściej uznaje donejty (czyli dobrowolne wpłaty przekazywane streamerom i twórcom internetowym przez widzów) za przychód podlegający opodatkowaniu, zwłaszcza gdy są związane z regularną działalnością twórcy. Dotyczy to streamerów, influencerów i osób prowadzących transmisje, które otrzymują wpłaty w związku ze swoją aktywnością online. Takie podejście nie oznacza jednak, że każda pojedyncza wpłata zawsze będzie oceniona identycznie.

Liczy się kontekst, sposób zarabiania i związek pieniędzy z działalnością internetową. Urząd może sprawdzać między innymi, czy wpłaty pojawiają się regularnie, czy są powiązane z transmisjami na żywo, subskrypcjami albo dodatkowymi korzyściami dla widzów. Znaczenie ma także to, czy twórca prowadzi działalność w sposób ciągły i nastawiony na osiąganie zysku. Dochody z donejtów mogą zostać rozliczone jako działalność wykonywana osobiście albo działalność gospodarcza. Przy skali podatkowej obowiązuje 12 proc. podatku do 120 tys. zł rocznie i 32 proc. od nadwyżki ponad ten próg. Możliwe są też inne formy rozliczeń, w tym podatek liniowy albo ryczałt, jeśli spełnione są odpowiednie warunki. Podatek liniowy jest dostępny głównie dla osób prowadzących działalność gospodarczą, natomiast ryczałt można stosować po spełnieniu limitów przychodów i przy określonych rodzajach działalności internetowej.

Platformy raportują dane do skarbówki. To nie oznacza automatycznej kontroli

Unia Europejska wprowadziła przepisy DAC7, które mają ograniczyć ukrywanie dochodów osiąganych przez internet. Na ich podstawie platformy sprzedażowe i serwisy cyfrowe muszą przekazywać administracji skarbowej dane o użytkownikach osiągających przychody ze sprzedaży towarów lub usług online. Serwisy takie jak Allegro, Vinted czy Amazon przekazują administracji skarbowej informacje o wybranych sprzedawcach. Chodzi między innymi o liczbę transakcji, wartość sprzedaży i dane umożliwiające identyfikację użytkownika. Raportowanie danych przez platformę nie oznacza automatycznie, że sprzedawca prowadzi firmę albo musi zapłacić podatek od każdej transakcji. Fiskus może jednak porównać otrzymane informacje z rozliczeniami podatnika i sprawdzić, czy regularna sprzedaż internetowa nie spełnia cech działalności gospodarczej. Znaczenie ma przede wszystkim ciągłość, zorganizowanie i zarobkowy charakter sprzedaży. Sporadyczne pozbywanie się używanych rzeczy zwykle wygląda inaczej niż stałe wystawianie towarów z zamiarem osiągania zysku.

Limity DAC7 mają konkretne znaczenie. Oba warunki trzeba rozumieć łącznie

Przepisy przewidują wyłączenie dla drobnych sprzedawców. Dane nie powinny być raportowane, jeśli użytkownik wykonał mniej niż 30 transakcji i jednocześnie nie osiągnął więcej niż 2000 euro (na dzień 28 kwietnia 2026 roku jest to 8470,75 zł) przychodu ze sprzedaży w danym okresie sprawozdawczym. Chodzi więc o osoby, które sprzedają okazjonalnie i nie zarabiają na platformach większych pieniędzy. Przekroczenie jednego z tych progów może uruchomić raportowanie danych do administracji skarbowej, ale samo raportowanie nie przesądza jeszcze o zaległości podatkowej. Urząd dopiero analizuje, czy dana aktywność miała charakter okazjonalny, czy była prowadzona jak biznes. To ważne dla osób sprzedających ubrania, książki, elektronikę albo inne używane przedmioty. Jeśli sprzedaż jest jednorazowa lub sporadyczna, ryzyko sporu z fiskusem jest mniejsze. Inaczej wygląda sytuacja przy regularnym handlu, dużej liczbie ogłoszeń i powtarzalnych wpływach.

Internetowe zarobki są łatwiejsze do wykrycia. Najważniejsza jest regularność

Nowe narzędzia fiskusa nie są wymierzone w każdą osobę, która raz sprzedała używaną rzecz albo dostała pojedynczą wpłatę. Kluczowe znaczenie ma to, czy aktywność w internecie jest powtarzalna, zorganizowana i nastawiona na zarobek. Podczas kontroli urząd może analizować dane przekazane przez platformy, historię wpływów, potwierdzenia transakcji oraz wyjaśnienia podatnika. Dlatego warto przechowywać dokumenty pokazujące, skąd pochodziły pieniądze i jaki charakter miała sprzedaż lub działalność internetowa. Najczęstszym błędem jest założenie, że dochody z internetu są niewidoczne dla fiskusa i nie wymagają rozliczenia. Skutkiem może być konieczność zapłaty zaległego podatku, odsetek, a w poważniejszych przypadkach także odpowiedzialność skarbowa. Potrzebne mogą być potwierdzenia przelewów, zestawienia sprzedaży z platform, historia wypłat, faktury, rachunki albo ewidencja przychodów. W przypadku działalności prowadzonej regularnie konieczna może być rejestracja firmy i wybór właściwej formy opodatkowania.

Więcej o: