- Miałem lecieć do Dortmundu o 5:45 Ryanairem z lotniska w Pyrzowicach. Był ogromny zator do kontroli bezpieczeństwa, w ciągu godziny było 11 lotów, więc do tej kontroli stało z dwa tysiące osób - powiedział pan Jakub w rozmowie z tvn24.pl. - Na początku była otwarta tylko jedna taśma. Ludzie byli tak stłoczeni, że nawet jak wołano, żeby pasażerowie lecący do Dortmundu przechodzili w pierwszej kolejności, nie było to możliwe. W końcu, kiedy wydostaliśmy się z tej kontroli bezpieczeństwa, choć było to jeszcze przed godziną odlotu, brama już była zamknięta - relacjonował.
W podobnej sytuacji we wtorek rano znalazło się łącznie 42 pasażerów rejsu numer FR 6892 linii Ryanair. - Najpierw prosiliśmy, żeby ten lot po prostu wstrzymać, bo to jest spora grupa osób. Nikt ani z obsługi bezpieczeństwa, ani z Ryanaira nie chciał jednak z nami rozmawiać. Poinformowano nas, że możemy każdy złożyć reklamację na stronie lotniska, co oczywiście jest kuriozalną sytuacją - powiedział kolejny niedoszły pasażer.
Na nagraniu, które redakcja tvn24.pl otrzymała od jednego z niedoszłych pasażerów lotu Ryanair słychać odpowiedź pracowników portu lotniczego w Katowicach. - Nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Trzeba opisać, o której państwo byli na lotnisku, o której pojawili się przy kontroli bezpieczeństwa - informowała pracownica punktu informacyjnego.
Rzecznik prasowy Katowice Airport Piotr Adamczyk, przekazał, że 42 pasażerów rejsu do Dortmundu nie odleciało ze względu na długi czas oczekiwania na kontrolę bezpieczeństwa w terminalu pasażerskim B. - Jesteśmy w trakcie dokładnego wyjaśniania, jaki element zawiódł i co spowodowało znaczący spadek przepustowości kontroli bezpieczeństwa w trakcie porannej fali odlotów. Serdecznie przepraszamy za zaistniałą sytuację, z pewnością wyciągniemy wnioski na przyszłość - przekazał serwisowi tvn24.pl.
Osoby, które nie poleciały we wtorek rano do Dortmundu, mogą złożyć pisemną reklamację poprzez formularz, który znajduje się w zakładce "kontakt" na stronie internetowej katowickiego portu lotniczego. - Każdą reklamację starannie rozpatrzymy i postaramy się poszkodowanym pasażerom zrekompensować brak możliwości odlotu do Niemiec - dodał rzecznik prasowy Katowice Airport.
Gazeta.pl poprosiła o oficjalne stanowisko Ryanaira w tej sprawie. Otrzymaliśmy odpowiedź. "Standardową procedurą jest punktualne zamykanie bramek wejściowych, co pozwala nam zapewnić punktualny odlot, a obowiązkiem każdego pasażera jest stawienie się przy bramce przed jej zamknięciem. Gdyby pasażerowie ci stawili się przy bramce wejściowej przed jej zamknięciem, wsiedliby na pokład samolotu z Katowic do Dortmundu (12 listopada) wraz z pozostałymi 136 pasażerami, którzy stawili się przy bramce na czas. Jest nam przykro, że opóźnienia związane z ochroną lotniska w Katowicach, na które całkowicie nie mamy wpływu, spowodowały, że pasażerowie spóźnili się na lot" - czytamy w przesłanym nam komunikacie.