Dla zatrudnionych w Niemczech to bardzo ważna zmiana. Będą tam bowiem obowiązywały pracodawców i pracowników "jasne reguły przeciwdziałające nadużyciom przy zatrudnianiu pracowników na czas określony i na podstawie umowy o dzieło".
Dokładnie chodzi o to, że umowy cywilnoprawne - Werkvertrag (dzieło) i Dienstleistungsvertrag (zlecenie) - mają być zawierane wyłącznie jeśli ktoś faktycznie pracuje tak, że nie ma ścisłego nadzoru, może pracować w dowolnym czasie.
Do tego, do tej pory, w Niemczech dyskryminowani byli też pracownicy tymczasowi. Było tak, że taka osoba mogła mieć niższą niż etatowiec pensję na tym samym stanowisku, w tej samej firmie. Teraz ma się to zmienić.
W praktyce oznacza to "Równą płacę za tę samą pracę". Skończy się na przykład korzystanie latami z "wypożyczonych" pracowników, to znaczy osób formalnie zatrudnionych jedynie na czas określony, a w praktyce pracujących na warunkach gorszych niż pracownicy etatowi.
- Po raz pierwszy w historii będą obowiązywały zasady, których transparencja pozwoli na ograniczenie nadużyć - chwali zmiany w rozmowie Deutsche Welle Andrea Nahles.
Na podstawie nowych przypisów nie będzie można zatrudniać w przyszłości pracownika tymczasowego dłużej niż 18 miesięcy. Po upływie maksymalnie dziewięciu miesięcy musi on zarabiać tyle samo, ile pracownicy etatowi firmy. Pracownik tymczasowy nie może być łamistrajkiem. W czasie strajku może być on zatrudniony jedynie w wówczas, jeśli nie będzie wykonywał prac, które zawiesili strajkujący.
Zmiany obejmą także Polaków zatrudnionych w Niemczech. Dla polskich firm pracujących w Niemczech i firm specjalizujących się w pośrednictwie, czyli użyczaniu pracowników, to kolejna znacząca zmiana. Wcześniej, od początku 2015 r. w Niemczech wprowadzono ustawową płacę minimalną.
W Niemczech na warunkach innych niż klasyczny etat pracuje milion osób. Są to pracownicy zatrudnieni za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej, a także pracujący na podstawie umowy o dzieło czy umowy zlecenia. Takich pracowników najwięcej jest w firmach cateringowych, sprzątających oraz branży budowlanej czy spożywczej.
W opinii związków i zawodowych i pracowników powyższe formy zatrudniania sprzyjają nadużyciom. Firmy uprawiają dumping płacowy, obniżają standardy socjalne.
Wyrównywanie praw pracowników nie jest w Niemczech zaskoczeniem. Obserwuje się to w wielu krajach, także w Polsce, gdzie np. stosowane są tzw. klauzule społeczne w przetargach. Do tego rząd właśnie chce mocniej zachęcić pracodawców do odchodzenia od umów cywilno-prawnych na rzecz umów o etat zmieniając prawo publiczne i wprowadzić inteligentną politykę zakupową państwa. Jak powiedział Mariusz Haładyj, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju ma ona nie tylko pozwolić wybrać najkorzystniejszą ofertę, ale też promuje innowacyjność i stabilne miejsca pracy oraz ułatwia małym i średnim firmom udział w przetargach. Dlatego - w skrócie - zamawiający w przetargach publicznych będą zmuszeni preferować firmy, zatrudniające pracowników w oparciu o umowę o pracę, a nie o umowy śmieciowe.
Czy to usztywnianie rynku pracy przyniesie pożądane efekty? Opinie są podzielone. Związki zawodowe zauważają nierównowagę sił w relacji pracodawca-pracownik, dlatego są przekonane, że pracobiorców trzeba chronić regulacjami.
Konfederacja Lewiatan obawia się z kolei, że usztywnianie prawa pracy zaowocuje przechodzeniem w szarą strefę albo zniechęcaniem pracodawców do zatrudniania większej liczby pracowników. Przedsiębiorcy chcą więc "rozmiękczyć" projektowane przepisy.