Shell nie przejmuje się protestami ekologów i bije nowy rekord w wydobyciu ropy naftowej

Marcin Kaczmarczyk
Royal Dutch Shell rozpoczął właśnie wydobycie ropy z najgłębiej dotąd położonego pod wodą pola naftowego. Ekologów to nie ucieszyło. Szef Shella dostanie za to sowitą nagrodę.

Kilka dni temu ruszyło wydobycie ropy naftowej na polu naftowym Stones znajdującym się w Zatoce Meksykańskiej, około 320 kilometrów na południowy zachód od Nowego Orleanu. Pierwsze baryłki czarnego złota popłynęły z dwóch odwiertów wykonanych aż na głębokości 2900 metrów - Stones to teraz najgłębiej położone i eksploatowane już pole naftowe - specjalnymi elastycznymi rurami na pokład Turritelli. Jest to ultranowoczesny statek klasy FPSO (ang. Floating Production, Storage and Offloading Unit - Pływający Punkt Produkcji, Przechowywania i Załadunku), którego zadaniem jest wydobywanie, wstępne oczyszczenie, przechowywanie oraz przeładowanie wydobytej ropy na pokład tankowca przypływającego co pewien czas po wydobyty surowiec.

Turritella to prawdziwy pokaz możliwości i umiejętności nafciarzy sięgających po złoża znajdujące się bardzo głęboko pod powierzchnią wody. Dużą częścią statku jest np. specjalny odłączalny moduł, podpięty rurami do odwiertów. Wydobycie trwa wtedy, gdy statek jest z nim połączony. W dowolnej chwili może je przerwać. Po co? By np. uciec przed huraganami regularnie zdarzającymi się na wodach Zatoki Meksykańskiej. Kiedy zagrożenie minie, Turritella wraca nad złoże, ponownie łączy się ze specjalnym modułem wydobywczym i rozpoczyna wydobycie.

Czytaj więcej: Niskie od dłuższego czasu ceny ropy naftowej powodują, że Rosjanie biednieją. Jedna trzecia oszczędza na jedzeniu

Początek produkcji. Ekolodzy niezadowoleni

Docelowo Shell planuje produkcję 50 tys. baryłek ropy naftowej ze złoża Stones. Ta wielkość ma być osiągnięta do końca przyszłego roku, kiedy uruchomionych zostanie wydobycie z kolejnych sześciu podwodnych odwiertów. Wszystkie zostaną połączone z odłączalnym modułem wydobywczym Turritelli.

Shell zapewnia, że wydobycie z tak głęboko położonego złoża jest bezpieczne. Nowoczesny sprzęt i pełne monitorowanie wydobycia oraz wspomniana możliwość jego szybkiego przerwania gwarantują wysoki poziom bezpieczeństwa.

Ekologom jednak nowy projekt, podobnie jak inne, które dotyczą głęboko położonych złóż, bardzo się nie podoba. Twierdzą - w tym m.in. Greenpeace, że zwiększanie wydobycia ropy naftowej jest destrukcyjne dla naszej planety, nasila efekt cieplarniany. I dlatego też bardzo ostro protestowali ostatnio m.in. przeciwko rozpoczęciu wydobycia ropy przez Shella na jego nowych polach naftowych na Alasce. Protestowali z powodzeniem - w ubiegłym roku koncern zamroził swoje arktyczne pomysły.

Wydobycie z głębin Zatoki Meksykańskiej, niedaleko miejsca, gdzie - przypomnijmy - sześć lat temu doszło do zatonięcia platformy Deepwater Horizon wykorzystywanej przez BP i największej katastrofy ekologicznej w historii USA, jednak się rozpoczęło.

Akcja / happening GreenpeaceAkcja / happening Greenpeace Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Czytaj więcej: Na nafciarzach i ich zamówieniach bardzo dużo zarabia przemysł stoczniowy. Ostatnio były z nimi jednak duże problemy.

Piękna będzie premia dla zarządu

Ekologom i części akcjonariuszu Shella - wśród nich jest między innymi Kościół Anglii - nie podoba się również powiązanie wysokości pensji Bena van Beurdena, dyrektora generalnego Shella, z realizacją nowych projektów. Im więcej ich przeprowadzi z powodzeniem, tym większą dostanie roczną premię. W ubiegłym roku np. premia w jego wypadku sięgnęła kwoty 3,5 mln euro - to większa część całorocznej pensji, która wyniosła 5,58 mln euro.

Shell odpowiada na te zarzuty, że uruchamianie nowych projektów wydobywczych, to tylko jeden elementów wpływających na wysokość pensji van Beurdena. W 10 proc. wysokość zarobków szefa koncernu naftowego zależy np. od tego, jak Shell przestrzega zasad odpowiedzialnego, w tym również troszczącego się o środowisko, rozwoju.

Krytycy na to z kolei odpowiadają, że i tak dla szefa Shella ważniejsze są nowe projekty. Wpływają na wysokość jego premii aż w 20 proc. Kolejne jej 30 proc. zależy od tego, na ile Shell jest zyskowny, a 12 proc. od tego, czy koncernowi uda się zwiększyć produkcję.

Tak więc wiele wskazuje na to, że 2016 roku van Beurden będzie bardzo dobrze wspominał. Akcjonariusze Shella bardzo dobrze wynagrodzą go za nowy, duży i rekordowy projekt naftowy.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"