Zgodnie z informacjami ze strony internetowej UOKiK-u, zarzuty zmowy otrzymały Dino Polska, Euro Finannce, Jar-Trans, Martrans Logistics i Mati-Trans. Postępowanie jest też prowadzone przeciwko trzem menedżerom z Dino Polska i po jednym z Martrans i Mati-Trans. Mogą być oni osobiście odpowiedzialni za niedozwolone ustalenia.
Zdaniem Urzędu celem przedsiębiorców mogło być zatrzymanie u siebie pracowników, ograniczenie ich rotacji lub zmniejszenie kosztów rekrutacji. Spółka mogła więc oczekiwać, że nie otrzymają oni wyższej pensji w innych firmach, a więc nie musiała podnosić wynagrodzeń, które były przez to niższe niż w warunkach uczciwej konkurencji.
- Ograniczanie pracownikom możliwości zatrudnienia i zmiany pracy to praktyki kojarzące się z XIX wiekiem, a nie z nowoczesną gospodarką. Rynek pracy powinien opierać się na wolnym wyborze, negocjowaniu warunków zatrudnienia i uczciwym konkurowaniu firm o pracowników - wyjaśnił Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
W analizowanym przez państwowego nadzorcę przypadku miało dojść do zmowy. Przedsiębiorcy mogli uzgodnić, że firmy transportowe nie zatrudnią kierowców, którzy pracują u innych uczestników porozumienia. Przez 3 miesiące, określane przez przedsiębiorców jako okres karencji, kierowca nie mógł przejść do innego przewoźnika-pracodawcy, spośród tych obsługujących sieć handlową Dino. Sporą część dowodów na takie praktyki UOKiK uzyskał w trakcie przeszukań w siedzibach firm.
Jak podejrzewa prezes urzędu, inicjatorem i organizatorem tego systemu była spółka Dino Polska. To ona miała weryfikować, czy konkretny kierowca może wjechać na teren centrum dystrybucyjnego, a ewentualne odstępstwa od ustaleń wymagały jej zgody. Spółka mogła także wywierać presję na przewoźników, żeby nie zatrudniali objętych karencją kierowców.
Po przeanalizowaniu zebranego materiału prezes Urzędu zdecydował o rozpoczęciu postępowania również wobec czterech wspomnianych firm transportowych. Natomiast zarzuty nie objęły niektórych mniejszych podmiotów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Ich udział w praktyce i wpływ na konkurencję uznano za ograniczone. UOKiK stara się bowiem koncentrować na podmiotach najmocniej oddziałujących na rynek.
Podejrzewana zmowa to tzw. no-poach agreements. Tego rodzaju praktyki negatywnie oddziałują na konkurencyjność między przedsiębiorcami oraz wysokość wynagrodzeń, jakie są oferowane pracownikom, a więc np. na zaniżenia pensji lub ich wolniejszy wzrost. Kara za udział w zmowie to nawet 10 proc. obrotu, a menedżerom grozi sankcja do 2 mln zł. Wysokich kar można uniknąć dzięki współpracy z państwową jednostką w charakterze "świadka koronnego" i dostarczeniu dowodów lub informacji w odniesieniu do istnienia ewentualnego niedozwolonego porozumienia.
Podobne postępowania prowadzone są obecnie przez UOKiK w stosunku do Jeronimo Martins Polska i przewoźników, a także sieci Lidl i jej kontrahentów. Natomiast dla Dino Polska to nie pierwsze trudności w tym roku. Od miesięcy o spółce wspomina się w kontekście protestów pracowników wynikających z niskich zarobków i złych warunków pracy. Przeprowadzająca kontrole Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła w punktach sieci aż 1300 naruszeń, w tym zbyt niską temperaturę czy zagrażające bezpieczeństwu składowanie towarów.
Poprosiliśmy Dino Polska o komentarz w sprawie zarzutów UOKiK. Czekamy na odpowiedź.
Czytaj też: "Dino wyzyskuje i represjonuje". Trwa protest przed siedzibą spółki. Siatka buraków dla zarządu