Francuzi biorą pod lupę polskich pracowników. Kary nawet 4000 euro!

Francuzi rozpoczęli kontrole polskich firm transportowych. Grzywny za naruszenie przepisów mogą sięgać od 450 do 4000 euro na oddelegowanego pracownika. Choć rozmowy się toczą - na razie polski rząd niewiele wskórał w sprawie.

 Kontrowersyjna, wprowadzona 1 lipca, francuska ustawa Loi Macron zobowiązuje polskie firmy realizujące transport na terenie Francji do wypłacania kierowcom francuskiej płacy minimalnej. Na samych wymaganiach ustawowych się nie kończy - pojawiły się pierwsze przypadki kontroli polskich przewoźników przez służby francuskie.
- Po wejściu w życie przepisów rząd francuski dał firmom transportowym okres przejściowy, podczas którego wprawdzie mogło dojść do kontroli, jednak w przypadku naruszeń odstępowano od nałożenia kary. Tzw. okres ochronny minął pod koniec lipca i teraz Francja rozpoczęła kontrole polskich firm transportowych - mówi Łukasz Włoch, główny ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców, które zatrudnia ponad 200 ekspertów i specjalistów m.in. prawa pracy i prawa transportowego Polski i Unii Europejskiej. - Po trzech miesiącach obowiązywania płacy minimalnej dla pracowników delegowanych do Francji, polski przewoźnik został poddany szczegółowej kontroli. Francuska Inspekcja Pracy zobowiązała go do przedłożenia dokumentów potwierdzających wypłatę co najmniej 10 Euro za każdą godzinę pracy dla delegowanych kierowców - dodaje Włoch.
Co ciekawe ponadto strona francuska zażądała przedłożenia listy płac potwierdzającej wypłatę minimalnego wynagrodzenia za okres od lipca tego roku wraz z tłumaczeniem na język francuski. Kontrolujący wymagał, aby wskazane dokumenty dostarczyć niezwłocznie w formie elektronicznej na podany adres mailowy. Wezwanie do okazania dokumentów przez przedsiębiorcę zostało przekazane telefonicznie przedstawicielowi firmy działającemu na terenie Francji.
Grzywny za naruszenie przepisów mogą sięgać od 450 do nawet 4000 euro na oddelegowanego pracownika - przypomina OCRK.

Co denerwuje polskie firmy najbardziej?


Polskie firmy transportowe od miesięcy krytykują nowe francuskie prawo.
Oprócz wysokiej stawki godzinowej (ok. 10 euro za godzinę) narzekają także na bariery administracyjne związane z kontrolą dokumentów oraz skomplikowane przepisy.
Zastrzeżenia do ustawy zgłosiła również Komisja Europejska. Z wprowadzeniem przepisów wiązało się duże zamieszanie spowodowane między innymi bardzo późnym opublikowaniem przez stronę francuską wzoru zaświadczenia o oddelegowaniu pracownika.

Francja i Niemcy pod rękę, ale Polska w innej koalicji


Problemy polskich przewoźników we Francji są już zresztą przedmiotem konsultacji ministerialnych między Warszawą a Paryżem. Nie dalej jak tydzień temu odbyły się polsko-francuskie rozmowy dotyczące zmian w dyrektywie w sprawie delegowania pracowników. Minister Elżbieta Rafalska spotkała się w tej sprawie z Myriam El Khomri, minister pracy, zatrudnienia, kształcenia zawodowego i dialogu społecznego Republiki Francuskiej.
Panie podpisały co prawda deklarację o współpracy i wyjaśniły sobie wzajemne stanowiska, z komunikatu MRPiPS jasno wynika jednak, że była to rozmowa - jak ją ujął resort - dopiero "inicjująca porozumienie o charakterze operacyjnym".
„Dumping socjalny" tańszych pracowników z Polski, ale także Hiszpanii, Portugalii i Rumunii, to obecnie nawet ważniejszy temat z polskim wątkiem we Francji, niż nieudany kontrakt zbrojeniowy na Caracale. Ów dumping to bowiem jeden z ulubionych tematów kampanii wyborczej, szczególnie podgrzewany przez liderkę Frontu Narodowego Marine Le Pen.
Koalicja na rzecz ograniczania dostępu do europejskiego rynku pracownikom delegowanym z biedniejszych państw Unii Europejskiej opiera się zresztą nie tylko o Francję. Są w niej także Niemcy wraz z Austrią, Belgią, Luksemburgiem, Szwecją i Holandią. Przeciwko zmianie dyrektywy opowiada się jednak 11 krajów Europy Środkowej, Francuzi chcą rozbić ten blok.

Więcej o: