Takie wnioski płyną z raportu „Atrakcyjność inwestycyjna Polski 2017”, który przygotowała firma doradcza EY.
EY policzyła, że w zeszłym roku w Europie ogłoszono rekordową liczbę 5845 bezpośrednich inwestycji zagranicznych. To o 15 proc. więcej niż rok wcześniej. Inwestycje te pozwoliły utworzyć co najmniej 259 673 miejsc pracy. Tu wzrost sięgnął 19 proc.
Polska po latach wraca do pierwszej piątki
W Polsce w zeszłym roku mieliśmy 256 nowych zagranicznych inwestycji bezpośrednich. To o 21 proc. więcej niż rok wcześniej. Wtedy takich inwestycji było 211. - Dzięki temu wzrostowi nasz kraj powrócił do pierwszej piątki najpopularniejszych europejskich kierunków inwestycyjnych po raz pierwszy od 2008 r. - mówił w czasie wtorkowej prezentacji raportu Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY. - W ramach tych inwestycji w Polsce powstanie co najmniej 22 074 miejsc pracy. To wzrost o 12 proc. w porównaniu z 2015 r. Taka liczba nowych miejsc pracy uzyskana dzięki zagranicznym inwestycjom bezpośrednim jest drugim wynikiem w Europie. W obu kategoriach okazaliśmy się niekwestionowanym liderem Europy Środkowo-Wschodniej - mówił Marek Rozkrut.
- Również Warszawa odnotowała wzrost, jako jedno z najbardziej atrakcyjnych miast kontynentu. W pierwszej trójce atrakcyjnych inwestycyjnie lokalizacji stolicę Polski wskazało 8 proc. badanych przez EY. O 4 pkt proc. więcej niż rok wcześniej - stwierdził Paweł Tynel, partner oraz lider zespołu ulg i dotacji inwestycyjnych EY. - Warszawa zajęła siódme miejsce wśród miast Europy najlepszych do inwestowania - dodał.
EY policzyła, że w ostatnich trzech latach liczba ogłaszanych w Polsce inwestycji zagranicznych rosła bardzo szybko. O ile w latach 2004-13 inwestorzy zagraniczni ogłaszali w naszym kraju przeciętnie 142 projekty rocznie, to w latach 2014-2016 liczba ta wzrosła do 200 (wzrost o 40 proc.). To więcej niż w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie ostatnie trzy lata przyniosły wzrost przeciętnej liczby ogłaszanych rocznie projektów o 25,4 proc. względem poprzedniej dekady.
Zdaniem EY w latach 2005-16 przeciętnie ponad 80 proc. wszystkich zagranicznych inwestycji bezpośrednich lokowanych w naszym kraju pochodziło z Europy Zachodniej oraz USA. Dotyczyły głównie: przemysłu, finansów i usług biznesowych oraz transportu i komunikacji.
Raport pokazał też, że nieznacznie wyższy odsetek inwestorów zagranicznych wskazuje na poprawę atrakcyjności Polski (29 proc.) w minionym roku niż na jej pogorszenie (24 proc.). Znaczący odsetek respondentów (aż 48 proc.) spodziewa się natomiast poprawy atrakcyjności inwestycyjnej Polski w okresie najbliższych trzech lat. Lepiej pod tym względem wypadają jedynie Portugalia i Holandia.
Bez inwestycji ani rusz
- Polska potrzebuje zarówno kapitału krajowego, jak i zagranicznego do podniesienia stopy inwestycji. Szczególnie cenne są bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które nie tylko tworzą nowe miejsca pracy, ale często związane są z transferem technologii, zwiększaniem produktywności oraz rozwojem umiejętności kadr – mówił Marek Rozkrut.
I tłumaczył, że musimy zwiększać stopę inwestycji, jeśli chcemy kontynuować proces nadrabiania zaległości wobec bardziej rozwiniętych światowych gospodarek. - Z uwagi na wieloletnią niską stopę inwestycji i oszczędności, kapitał zagraniczny odgrywa istotną rolę w budowaniu potencjału naszego kraju. Szczególną rolę odgrywają bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które w znacznym stopniu przyczyniły się do umiędzynarodowienia polskich firm i ich integracji z globalną gospodarką – mówił główny ekonomista EY. Jego zdaniem wagę umiędzynarodowienia polskich przedsiębiorstw i ich roli na globalnym rynku dobrze pokazują dane z których wynika, że w 2000 r. około 20 proc. wartości dodanej wytworzonej w Polsce generował popyt zagraniczny. - W 2016 r. udział ten wzrósł do około 35 proc. Co więcej, większość wzrostu gospodarczego w Polsce w XXI wieku była napędzana właśnie popytem zagranicznym. Korzyści płynące z BIZ sprawiają, że są one pożądane zwłaszcza w gospodarkach krajów nadrabiających dystans do najbogatszych. To sprawia, że rywalizacja o inwestycje jest bardzo zacięta - mówił Marek Rozkrut.
EY uważa, że z tego powodu ważne jest wzmocnienie silnych stron i niwelowanie słabości polskiej gospodarki.
Mocne i słabe strony naszej gospodarki
Wśród silnych stron polskiej gospodarki najczęściej wymieniane są: poziom umiejętności polskich pracowników, potencjał do wzrostu produktywności oraz koszty pracy. Inwestorzy chwalą też naszą infrastrukturę, tu wiele zmieniło się na korzyść w ostatnich latach. naszą zaletą jest też duży rynek wewnętrzny. Słabości? To przede wszystkim niestabilne otoczenie polityczne, społeczne i gospodarcze. Dalej - nieprzewidywalne otoczenie regulacyjne, czyli ciągłe zmiany przepisów i reguł gry oraz mnożące się niejasne zapowiedzi kolejnych zmian. Wśród przeszkód dla inwestycji wymieniane są też: restrykcyjne podejście władz podatkowych do przedsiębiorców, nieprzejrzysty oraz niekonkurencyjny system zachęt do inwestowanie, korupcja oraz ograniczona dostępność pracowników.
Z raportu wynika, że głównym konkurentem Polski w rywalizacji o inwestycje zagraniczne są Czechy. - Pozycja naszego południowego sąsiada, jako głównego europejskiego rywala nie jest zaskakująca. Może natomiast zaskakiwać przewaga, z jaką ten kraj wyprzedził innych konkurentów Polski. Czechy wskazało bowiem aż 44 proc. respondentów, podczas gdy kolejne w zestawieniu Niemcy i Rumunia osiągnęły po 15 proc. wskazań.
Raport został przygotowany w oparciu o ankietę telefoniczną przeprowadzoną w marcu i kwietniu 2017 r. Na pytania EY odpowiedziało 208 respondentów - decydentów biznesowych z całego świata, odpowiedzialnych za inwestycje. Z tej grupy ponad połowa obecna jest już na polskim rynku.