Ostatnie miesiące pod względem liczby urodzin były obiecujące. Od października 2016 r. słupki szły w górę, co skrupulatnie podlicza GUS. Przykładowo, w pierwszym kwartale ubiegłego roku na świat przyszło 123,3 tys. dzieci, a w tym już 130,1 tys.
Ponieważ tendencja utrzymywała się jakiś czas, zaczęto mówić o pierwszych efektach 500 plus, który - z założenia - ma być przecież programem zwiększającym dzietność.
Rząd posługuje się nawet konkretnymi wyliczeniami.
Resort rodziny liczy, że jeżeli spełni się wariant super optymistyczny, to dzięki programowi 500 plus tylko w tym roku urodzi się w Polsce dodatkowo ponad 15,5 tys, dzieci.
Jeżeli zestawimy te prognozy z wariantem średnim, to będziemy na plusie o ponad 30 tys. nowych obywateli.
Resort rodziny liczy, że w tym roku może być jeszcze lepiej i wzrost liczby urodzeń sięgnie nawet 25-35 tysięcy. Gdyby faktycznie liczba urodzonych dzieci osiągnęła pułap 35 tys., mielibyśmy nowy rekord.
Na ten moment ciężko stwierdzić, czy kwietniowy spadek jest incydentalny, czy zwiastuje początek odwrócenia trendu zwyżkowego. Demografowie zwracają uwagę, że na liczbę urodzeń w danym miesiącu wpływ ma wiele czynników, w tym chociażby liczba niedziel. Cytowany przez Forsal Piotr Szukalski tłumaczył m.in., że Polki coraz częściej rodzą przez cesarskie cięcie, a te zabiegi zwykle odbywają się w tygodniu. W efekcie od poniedziałku do piątku rodzi się 1300, a w weekendy 800. W zeszłym roku kwiecień miał cztery weekendy, w tym pięć. Zaledwie ta zmiana mogła wpłynąć na wyhamowanie wzrostu liczby narodzin.