Morawiecki powiedział, ile osób przejdzie na emeryturę zaraz po obniżeniu wieku. Ta liczba szokuje

PiS najpierw obniżył wiek emerytalny, a potem się doliczył, że to w sumie drogo i ze szkodą dla rynku pracy. Teraz wicepremier Mateusz Morawiecki i minister pracy Elżbieta Rafalska będą szukać sposobu, żebyśmy jednak chcieli popracować chociaż dwa lata dłużej.

Przywrócenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn było jedną z głównych obietnic wyborczych Andrzeja Dudy. I chociaż na świecie tendencja jest odwrotna, a eksperci alarmowali, że z przyczyn demograficznych (starzejące się społeczeństwo,brak rąk do pracy) i finansowych (dziura w ZUS) nie możemy sobie na to pozwolić, to rządzący zrealizowali plan.

Ustawa wchodzi w życie z dniem 1 października. Zakład Ubezpieczeń Społecznych podał, że w tym momencie prawo do świadczeń zyska dodatkowo ok. 330 tys. osób.

Warto dodać, że co roku ZUS wydaje średnio około 200 tys. wniosków o przyznanie emerytury. W tym roku miało ich być 220-240 tys. Ale teraz na emeryturę może więc przejść rekordowe ponad pół miliona Polaków.

Wcześniejsza emerytura? Poproszę

Do tej pory liczba 330 tys. nowych emerytów była jedynie założeniem, a nie faktem. Ale okazuje się, że Polacy tylko na to czekali.

Dane empiryczne dot. kohort ludzi przechodzących na emeryturę wskazują, że z możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę w październiku skorzysta 80-83 proc. uprawnionych do tego ludzi

- powiedział PAP Biznes Morawiecki.

Oznacza to, że na emeryturę planuje przejść ok. 275 tys. osób. 

Rząd nieco przestraszył się tej liczby nie tylko ze względu na koszt związany z wypłatą świadczeń (nawet 2,6 mld zł), ale również sytuacją na rynku pracy. Z najnowszych danych GUS wynika, że stopa bezrobocia w czerwcu wyniosła 7,1 proc., a przedsiębiorcy już teraz mają poważne problemy ze znalezieniem pracowników. Odpływ ćwierć miliona osób z rynku pracy - tylko w tym roku - na pewno nie poprawi sytuacji.

W związku z tym wicepremier podkreślił, że wraz z minister pracy Elżbietą Rafalską będą szukali sposobów na to, żeby zachęcić Polaków do dłuższej pracy.

Liczymy, że po wprowadzeniu tych bodźców wskaźnik ludzi przechodzących na wcześniejszą emeryturę spadnie do 60-70 proc. i ok. 35 proc. uprawnionych do szybszej emerytury osób zostanie na rynku pracy. Byłaby to duża ulga zarówno dla rynku pracy, jak i dla budżetu państwa

- dodał cytowany przez PAP wicepremier.

Namówienie jednej trzeciej spośród uprawnionych osób do pozostania na rynku pracy mogłoby przynieść nawet do miliarda złotych oszczędności.

Kto dostanie 10 tys. zł?

Wątek zachęty do pozostania na rynku pracy przez osoby uprawnione do przejścia na emeryturę wraca co jakiś czas. Jednym z szerzej komentowanych pomysłów był bonus w wysokości 10 tys. zł., wypłacany temu, kto zdecyduje się pracować dwa lata po osiągnięciu wieku emerytalnego. Za każdy kolejny rok na rynku pracy, zachęty te miałyby rosnąć – za trzy lata do 15 tys. zł, za cztery – 20 tys. zł. Premie miałyby być wypłacane jednorazowo.

Brzmiało bardzo atrakcyjnie, ale po drodze pomysł się rozmył. Na razie nie wiadomo, jaką ofertę dla młodych emerytów przygotuje rząd. Z szacunków wynika jednak, że osoby, które zdecydują się pracować chociażby dwa lata dłużej, mogą liczyć na odczuwalnie wyższe świadczenia.

Sejm przyjął ustawę obniżającą wiek emerytalny. Chwilę później prezes Kaczyński wykonał taki gest...