Japoński gigant reklamowy Dentsu jest krytykowany za złe warunki pracy. Dwa lata temu życie odebrała sobie Matsuri Takahashi, 24-letnia menedżerka Dentsu. Kobieta była zmuszana przez przełożonych do pracy ponad siły, według japońskiej prokuratury Takahashi spędzała w pracy ponad 100 nadgodzin miesięcznie.
Spółka chce poprawić warunki pracy i swoją reputację. Zarezerwowała w budżecie 2,4 mld jenów, czyli równowartość blisko 22 milionów dolarów, które mają zrekompensować pracownikom wszelkie „niezarejestrowane godziny”, które spędzili w pracy w ciągu ostatnich dwóch lat.
Decyzję podjęto po ankiecie, w której pracownicy zostali poproszeni o omówienie ich trybu pracy w okresie od kwietnia 2015 r. do marca 2017 r. Dentsu nie ujawnia, ilu pracowników nie dostało pieniędzy za nadgodziny.
Japonia znana jest z rygorystycznej kultury pracy, w tym szczególnego szacunku dla pracodawcy. Opublikowane w zeszłym roku rządowe badania wskazują, że jednej piątej pracowników grozi zapracowanie się na śmierć. Karoshi to japońskie słowo oznaczające „śmierć z przepracowania”, zwykle wywołane przez chorobę wynikającą ze stresu lub ciężką depresję.
Po samobójstwie Matsuri Takahashi, ze stanowiska odszedł Tadashi Ishii, prezes Dentsu.Oskarżana o naruszenie krajowych praw pracowniczych spółka zapłaciła w ubiegłym miesiącu 500 tys. jenów (4,5 tys. dolarów) kary. W Dentsu obniżono maksymalną liczbę nadgodzin do 65 godzin miesięcznie, nakazano wyłączanie świateł w godz. 22 w głównej siedzibie, z podręcznika pracownika wykreślono zwrot „Kiedy coś zaczniesz, nie rezygnuj, nawet jeśli to cię zabije”.
W Kraju Kwitnącej Wiśni podjęto próby promowania równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Część firm wprowadziła czterodniowytydzień pracy, a rząd rozpoczął kampanię pod nazwą "Premium friday", która zachęca pracowników do wcześniejszego wyjścia z pracy w piątki.