DGP: Kilkunastu zagranicznych inwestorów może pozwać Polskę. Gra o miliardy dolarów

Kilkunastu zagranicznych inwestorów z branży energetyki wiatrowej chce wywalczyć od Polski odszkodowania idące łącznie w setki milionów złotych. Chodzi o przyjętą w 2016 r. ustawę o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych.

Jak wynika z informacji "Dziennika Gazety Prawnej" uzyskanych  w Prokuratorii Generalnej, w związku z wejściem w życie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (tzw. ustawy odległościowej), złożonych zostało „około 13 notyfikacji sporu” przez zagranicznych inwestorów. Kilka firm miało przesłać już wezwania na arbitraż do Ministerstwa Energii, a skierowanie sprawy do międzynarodowego trybunału arbitrażowego  zapowiedzieli już kolejni inwestorzy, m.in. z USA, Niemiec czy Danii. Podstawą prawną dla pozwów mogą być Traktat Karty Energetycznej albo dwustronne umowy o wspieraniu inwestycji.

W październiku 2017 r. pisaliśmy o tym, że do polskich władz zawiadomienie o sporze z Polską na gruncie umów międzynarodowych wysłała amerykańska spółka Invenergy. Firma twierdziła, że działania państwowych spółek spowodowały szkodę w wysokości około 700 mln dolarów. Pisała też, że działania Polski są “równoznaczne z wywłaszczeniem”.

Jak szacują eksperci, na których powołuje się „DGP”, w każdej ze spraw kwoty roszczeń mogą wynieść nawet po kilkaset milionów dolarów. Inwestorzy zarzucają rządowi, że ustawa dyskryminuje energetykę wiatrową względem innych technologii i po wejściu jej w życie musieli zakończyć projekty czy ogłosić upadłość. – Niektórym z tych sporów rząd może jeszcze zaradzić, przede wszystkim uzdrawiając system świadectw pochodzenia – mówi wyjaśnia dr Karol Lasocki, partner w kancelarii K&L Gates, dodając, że z samej ustawy rząd raczej się nie wycofa.

Z drugiej strony, jak donosiła "Rzeczpospolita" w grudniu, np. francuska spółka EDF nie zamierza skarżyć Polski.

Co inwestorom nie podoba się w ustawie odległościowej?

Ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (ustawa odległościowa) zakłada minimalne, w opinii branży błędne, odległości między farmami wiatrowymi a zabudowaniami mieszkalnymi czy terenami pod ochroną – minimum 10-krotność wysokości wiatraków. To znacznie ograniczyło możliwości lokalizacyjne dla nowych inwestycji oraz brak możliwości rozbudowy istniejących. Ponadto drastycznie podniosła kwoty podatku od nieruchomości płaconego przez elektrownie wiatrowe – obejmując definicją „budowli” także same turbiny wiatrowe (wcześniej był to „ruchomy element techniczny”) - choć to akurat może naprawić konsultowana obecnie ustawa o OZE. Ustawa załamała też system świadectw pochodzenia.

***

Zbigniew Grycan: Dobrze mi się wiodło, bo przede wszystkim dbałem o jakość swoich produktów [NEXT TIME]