W Senacie budżet przeszedł bez poprawek. Wcześniejszych wyborów do parlamentu nie będzie

Piotr Skwirowski
Senat przyjął bez poprawek ustawę budżetową na 2018 r. Tym samym przegonił widmo przedterminowych wyborów do parlamentu. Teraz budżet trafi na biurko prezydenta. Ten musi go podpisać.

Od kilku tygodni część komentatorów politycznych spekulowała, że przedłużające się w parlamencie prace nad ustawą budżetową na 2018 r. to celowa zagrywka PiS, który chce w ten sposób doprowadzić do przedterminowych wyborów parlamentarnych. Gdyby bowiem budżet nie został uchwalony w narzuconym przez konstytucję terminie, prezydent mógłby zarządzić skrócenie kadencji Sejmu.

Atmosferę podgrzewało dodatkowo zamieszanie w szeregach opozycji związane z głosowaniem nad obywatelskim projektem ustawy o prawach kobiet. W dużej mierze to za sprawą posłów opozycji projekt, zamiast trafić do dalszych prac w komisjach sejmowych, wylądował w koszu. Komentatorzy uważali, że prezes PiS Jarosław Kaczyński może chcieć wykorzystać rozbicie opozycji, do zdobycia jeszcze większej przewagi w parlamencie.

Teraz wiadomo już, że przedterminowych wyborów nie będzie. W każdym razie nie z powodu budżetu na 2018 r.

Prezydent musi podpisać budżet

Termin zakończenia prac nad budżetem na dany rok upływa z końcem stycznia. Tymczasem w piątek Senat przyjął ustawę budżetową na 2018 r., wcześniej uchwaloną przez Sejm, bez poprawek. Oznacza to, że nie wróci już ona do Sejmu, lecz powędruje na biurko prezydenta. Ten ma 7 dni na jej podpisanie. Nie może przy tym zawetować budżetu, ani odesłać go do Trybunału Konstytucyjnego.

To wyjątkowa sytuacja. Konstytucja chroni w ten sposób rząd przed sytuacją, w której nieprzychylny mu prezydent, wetując budżet, mógłby próbować paraliżować funkcjonowanie państwa. W przypadku PiS i prezydenta Andrzeja Dudy, takiego zagrożenia wprawdzie raczej nie ma, ale i tak konstytucja jest tu bezpiecznikiem.

W piątkowym głosowaniu za przyjęciem budżetu bez poprawek opowiedziało się 60 senatorów, przeciw było 25, jeden wstrzymał się od głosu.

41,5 mld zł deficytu w kasie państwa

Ustawa budżetowa na 2018 r. przewiduje, że dochody budżetu państwa wyniosą 355,7 mld zł (w budżecie na 2017 r. było to 325,4 mld zł), a wydatki 397,2 mld zł (384,8 mld zł). Deficyt w kasie państwa nie będzie mógł być wyższy niż 41,5 mld zł. W zeszłorocznym budżecie dopuszczalna dziura w kasie państwa była znacznie wyższa i wynosiła 59,3 mld zł. Dziś wiadomo już, że wykonany deficyt był mniejszy, ale oficjalnych danych o jego wysokości jeszcze nie ma.

Rząd, który przygotował projekt budżetu na 2018 r. zapewnia, że jest on bezpieczny i prorozwojowy. Gwarantuje całkowite finansowanie programów 500+ i Mieszkanie+. Na pierwszy z tych programów rząd chce przeznaczyć w tym roku aż 25 mld zł. Policzył też, że obniżka wieku emerytalnego będzie kosztowała budżet ponad 9 mld zł. W sumie wydatki na emerytury i renty mają się zwiększyć o około 19 mld zł, na zdrowie o niemal 6 mld zł, a na obronność o 4 mld zł.

Pieniądze na te cele mają pochodzić, jak mówił wicepremier, a teraz premier Mateusz Morawiecki, ze „skutecznej odbudowy różnych dochodów budżetowych i uszczelnienia systemu podatkowego”. Eksperci podatkowi zwracają wprawdzie uwagę, że o spektakularne efekty uszczelniania systemu podatkowego w postaci wysokich dodatkowych wpływów, będzie w tym roku trudniej niż w poprzednim, ale rząd nie podziela tych obaw.

Ostrożnie założone 3,8 proc. wzrostu, więcej z podatków

Budżet ‘2018 opiera się na założeniu, że nasze PKB wzrośnie o 3,8 proc. (ekonomiści i instytucje finansowe mówią dziś, że wzrost może sięgnąć 4,5-4,6 proc.). Ceny towarów i usług mają wzrosnąć o 2,3 proc. (inflacja średnioroczna), a konsumpcja o 5,9 proc. I to właśnie konsumpcja ma nadal napędzać naszą gospodarkę. Wspomoże ją eksport. Rząd liczy tu także na inwestycje. Ruszyć mają zwłaszcza te publiczne, co będzie miało związek z wydatkowaniem na inwestycje pieniędzy z budżetu UE. Powoli rosnąć mają też inwestycje prywatne.

Budżet przewiduje waloryzację emerytur i rent, o 2,7 proc. od 1 marca. Będzie też dalsze wsparcie dla górnictwa. Od stycznia w górę poszła kwota wolna od podatku w PIT, jest to jednak mały ruch, a na wyższą ulgę mogą liczyć jedynie osoby z niskimi dochodami. O obiecywanej powszechnej podwyżce kwoty wolnej do 8 tys. zł nie ma mowy. Nie ma też obniżki stawek VAT. Jest za to nowy podatek - od galerii i centrów handlowych oraz biurowców. Wyższy podatek zapłacą też osoby, które uzyskują wysokie dochody z wynajmu mieszkań.

Wyższe dochody z uszczelnienia systemu podatkowego ma przynieść budżetowi dalsze wzmacnianie służb skarbowych, budowa systemów informatycznych do kontroli i analizy danych o dochodach i transakcjach podatników. Pomóc ma podzielona płatność VAT, czyli - jak wierzy rząd - cudowny lek na wyłudzenia tego podatku.

Ekonomiści kręcą nosami

Choć ekonomiści raczej zgodnie twierdzą, że rządowi uda się bez większych kłopotów zrealizować budżet ‘2018, to część z nich kręci jednak nosami. Od dawna przekonują, że przy tak dobrej koniunkturze w gospodarce, deficyt budżetu powinien być znacznie niższy. Ba, niektórzy mówią wręcz o tym, że w ogóle nie powinno go być.

Co więcej, choć deficyt całego sektora finansów publicznych (a więc nie tylko rządu, ale też samorządów i rożnych funduszy państwowych) ma się w tym roku utrzymać poniżej dopuszczalnej w UE granicy 3 proc. PKB, to według rządu ma on wzrosnąć do 2,7 proc. To powód do niepokoju. – W czasach dobrej koniunktury powinniśmy poprawiać stan finansów państwa, po to, by przygotować je na gorsze czasy. Rząd tymczasem zwiększa wydatki i ogranicza w ten sposób naszą poduszkę bezpieczeństwa – tłumaczył w rozmowie z serwisem Next.gazeta.pl Jakub Borowski.

Deficyt sektora finansów publicznych będą w tym roku napędzały samorządy, które będą potrzebowały pieniędzy na wkład własny w inwestycje współfinansowane przez UE. Jeśli tych inwestycji będzie dużo, deficyt może zbliżyć się w okolice 3 proc. PKB. Przekroczenie tego pułapu, będzie nam grozić objęciem unijną procedurą nadmiernego deficytu. To oznaczałoby konieczność zaciskania pasa i obcinania wydatków państwa, a tego rząd bardzo nie chce.

Rekonstrukcja rządu. Morawiecki: Polska jest pięknym żaglowcem, płynącym po coraz bardziej nieznanych morzach i oceanach