Przyczyny? Zawsze się znajdą. W amerykańskich serwisach gospodarczych przeważają głosy, że inwestorzy sprzedają akcje, gdyż boją się dalszych podwyżek stóp procentowych, które w zasadzie już zapowiedział w swoich komunikatach po posiedzeniu FOMC (Federalny Komitet Otwartego Rynku - odpowiednik naszej RPP) amerykański bank centralny - Fed. A skoro Fed (a właściwie FOMC) stopy podniesie, to opłacalność inwestycji w akcje stanie się mniej atrakcyjna, zwłaszcza po prawie 9 latach hossy.
Analitycy zwracają też uwagę na rosnące oprocentowanie obligacji rządowych, które w przypadku tych najważniejszych 10-letnich, podchodzi już pod 3 proc. A to dla instrumentu określanego jako "bezpieczna przystań", jest wynikiem całkiem niezłym. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich kilku lat, stopy procentowe były bliskie zeru. Podkreśla się też, że akcje w USA po tak długim okresie wzrostu są już nieco za drogie.
Dodatkowo, w czwartek swoje trzy grosze dorzucił Bank Anglii, który zasugerował, że on także może zacząć podnosić stopy procentowe.
Tak naprawdę jednak warto zauważyć, że w ostatnich dwóch miesiącach (w styczniu widać to było najbardziej) indeksy Dow Jones, S&P500 oraz Nasdaq, zaczęły piąć się niemal pionowo w górę.
Jeszcze lepiej było z nastrojami inwestorów, co widać na poniższym obrazku wskaźnika sentymentu technologicznej giełdy Nasdaq.
Trudno więc było oczekiwać, że "drzewa będą rosnąć od nieba".
Widać też, że ostatnie, poniedziałkowe spadki niewiele w tej kwestii zmieniły. Dlatego zapewne na uspokojenie handlu przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.
A i kto wie, czy po tak mocnej przecenie i mimo to idącej z nią w parze wyjątkowej zgodności amerykańskich rynkowych komentatorów, co do tego, że to jeszcze nie koniec hossy i nic się złego nie dzieje, na jej kontynuację nie będziemy musieli czekać przynajmniej do przyszłego roku. Niepewność bowiem została zasiana, a niepewność to strach i często bardzo duża zmienność.