Argentyna rozpaczliwie się broni, żeby nie zostać drugą Wenezuelą. Drastyczne podwyżki stóp procentowych, żeby powstrzymać upadek waluty

Rafał Hirsch
Po kilku latach spokoju Argentyna znów ma poważny problem gospodarczy. Jej waluta coraz szybciej traci na wartości. Bank centralny próbuje opanować sytuację, podnosząc stopy procentowe. Skutkiem ubocznym może być poważny kryzys gospodarczy.

Zacięta walka o peso

Argentyna podniosła w piątek stopy procentowe do poziomu 40 procent. To sporo, ale nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie to, że to już trzecia podwyżka w ciągu tygodnia. Jeszcze w poprzedni piątek główna stopa w argentyńskim banku centralnym wynosiła nieco ponad 27 procent. Skala zmiany jest więc kolosalna.

Banki centralne zwykle decydują się na tak gwałtowne ruchy wtedy, kiedy nie ma innego wyjścia, a gospodarkę trzeba ratować przed kryzysem. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z coraz szybszą w ostatnich tygodniach utrata wartości przez argentyńskie peso. Od początku grudnia dolary w Argentynie podrożały o 30 procent, w tym tylko w ostatnim tygodniu o 10 procent (to tak jakby euro podrożało w Polsce w tydzień o 40 groszy)

Notowania dolara do argentyńskiego pesoNotowania dolara do argentyńskiego peso wykres: investing.com

Bank centralny podniósł stopy procentowe, aby zahamować ucieczkę kapitału, przecenę waluty i ustabilizować sytuację. O tym, jak duża była panika na rynku argentyńskim świadczy fakt, że udało mu się to dopiero za trzecim razem.

Po pierwszej podwyżce, o 3 punkty procentowe, peso traciło na wartości dalej. Bank centralny chciał więc przekonać rynek swoją determinacją i po paru dniach zaaplikował kolejną podwyżkę o kolejne 3 punkty procentowe. To jednak też nie zahamowało przeceny na rynku walutowym. Wręcz przeciwnie rynek widząc, że bank centralny robi gwałtowne ruchy wpadł w panikę – czwartek dla argentyńskiego peso był najgorszym dniem od ponad dwóch lat.

W piątek więc argentyński bank wystrzelił z armaty niezwykle dużej – podniósł stopy w jednym ruchu o blisko 7 punktów procentowych – z 33,25 do 40 procent. To w końcu podziałało. Peso przestało spadać w przepaść.

Gdyby dewaluacji nie udało się przyhamować krajowi groziłaby wkrótce bardzo wysoka inflacja i tym samym kraj mógłby wejść na tę samą drogę do katastrofy, którą od paru lat podąża Wenezuela. Dlatego też dla ustabilizowania peso najpierw interweniowano na rynku, na co wydano około 5 mld dolarów z rezerw walutowych, a teraz zdecydowano się na drastyczne zaostrzenie polityki pieniężnej.

Skutki ignorowania inflacji

Bardzo wysokie stopy procentowe mają perspektywą wysokich odsetek skusić właścicieli kapitału do tego, aby nie uciekali z Argentyny, a tym samym nie osłabiali waluty. Mają też przekonać kapitał zagraniczny do tego, że władze w Buenos Aires traktują sprawę serio i odpowiedzialnie. Aby uspokoić inwestorów i zachęcić ich do powrotu do Argentyny premier obiecał w piątek ograniczenie deficytu budżetowego.

To właśnie dotychczasowa polityka rządu, który chciał pobudzać wzrost gospodarczy tolerując coraz wyższą inflację i dość sporą dziurę w budżecie jest główną przyczyną odwrotu kapitału z Argentyny. Stopa inflacji w marcu wyniosła w Argentynie 25,6 procent. Władze i bank centralny od miesięcy obiecują, że sprowadzą ją w okolice 15 procent, ale do tej pory nic w tej sprawie nie robiły. Zaczęły coś robić dopiero w obliczu kryzysu walutowego.   

Niestety skutkiem ubocznym tak drastycznej podwyżki stóp będzie zapewne ograniczenie aktywności w gospodarce – firmy, które wcześniej zaciągnęły kredyty inwestycyjne mogą teraz nie być w stanie spłacać wyższych odsetek i w efekcie zbankrutować. Argentyna więc tak czy inaczej będzie mieć kłopoty gospodarcze.

Cytowany przez Financial Times Guy LeBas z Janney Capital Managent powiedział, że „zawsze, kiedy stopy idą w górę o 12 punktów procentowych w ciągu jednego tygodnia, aby bronić waluty, oznacza to, że kryzys finansowy właśnie się rozpoczął”.  

 Argentyna - pierwsza ofiara Fed?

Pomimo dotychczasowej polityki rządu Argentyna zapewne mogłaby uniknąć kryzysu, gdyby nie jeszcze jeden, całkowicie od niej niezależny czynnik. Chodzi o stopniowe zacieśnianie polityki monetarnej przez amerykański Fed.

Coraz wyższe stopy w USA zniechęcają globalny kapitał do bardziej ryzykownych inwestycji poza Stanami Zjednoczonymi. W efekcie rośnie ryzyko problemów w gospodarkach rozwijających się. 

Jest też kwestia czysto płynnościowa – na świecie jest coraz mniej dolarów. Po pierwsze wracają one do USA z innych państw po zmianach podatkowych zaproponowanych przez Donalda Trumpa. Po drugie Fed od wielu już miesięcy „oddrukowuje” dolary, które wcześniej „drukował”.

To wszystko sprawia, że sytuacja na rynkach finansowych w krajach rozwijających się staje się coraz trudniejsza. Oczywiście nie oznacza to, że we wszystkich tych krajach będzie kryzys. Ale w tych, w których sytuacja jest oceniana przez inwestorów jako najtrudniejsza, trudno będzie go uniknąć.

Zapewne dlatego jako pierwsza na świecie z tego powodu problemy ma Argentyna – kraj generalnie znany z tego, że raz na jakiś czas bankrutuje, a kryzysy gospodarcze zdarzają się tam częściej niż gdzie indziej.

Ale coraz większe problemy widać także na przykład w Turcji, gdzie lira jest rekordowo słaba. Nawet nasz złoty w ostatnich dniach czuł się słabo – dolary od połowy kwietnia do długiego weekendu majowego podrożały o 24 grosze – z 3,34 do 3,58 PLN

Notowania dolara do złotegoNotowania dolara do złotego wykres: investing.com

Jeśli po weekendzie okaże się, że Argentyńczykom udało się ustabilizować sytuację u siebie, wtedy też na innych rynkach wschodzących zrobi się spokojniej. Jeśli jednak okaże się, że umocnienie peso po piątkowej podwyżce stóp było tylko chwilowe, wtedy zapewne także na naszym rynku walutowym czekają nas ciekawe czasy.