Prof. Litwińska o odrze: Nie możemy zwalać winy na Ukraińców. To wina rodziców

- Nie możemy zwalać winy na przyjeżdżających do Polski Ukraińców, dlatego, że u nas szczepienia przeciwko odrze są bezpłatne i powinny być wykonywane zgodnie z kalendarzem szczepień - mówi prof. Bogumiła Litwińska, kierownik zakładu wirusologii w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego - PZH. I dodaje: "gdyby wszyscy rodzice się do tego stosowali, to tych przypadków zachorowań na odrę w Polsce nie byłoby".

Łukasz Kijek: Jak w tej chwili wygląda sytuacja, jeśli chodzi o zachorowania na odrę?

Prof. Bogumiła Litwińska: Sytuacja jest o tyle nadzwyczajna, że w tym roku mamy ponad dwa razy więcej zachorowań na odrę niż w tym samym okresie zeszłego roku. Nie ma w Polsce epidemii odry, ale są ogniska tej choroby. Takim dużym ogniskiem, o którym wszyscy mówią, jest ognisko w Pruszkowie.

Skąd się wziął wirus odry w Polsce?

W zasadzie nie ma krążenia szczepu rodzimego, to znaczy wirusa odry, która się szerzy wśród naszej populacji przez co najmniej dwa lata. Wszystkie przypadki zachorowań, które w tym roku mieliśmy, to były tak zwane przypadki odry zawleczonej. Ona głównie jest zawlekana przez mieszkańców Ukrainy, którzy tutaj przyjeżdżają do pracy. W tej chwili odra na Ukrainie się rozprzestrzenia, w zeszłym tygodniu podawano, że jest sporo ponad tysiąc zachorowań. Dlaczego na Ukrainie jest taki problem? Po prostu tam nie są prowadzone regularne szczepienia.

Czytaj też: Dr Paweł Grzesiowski o zakazie szczepień: Wrócą choroby. "Demokracja to nie wolność kłamania"

Czy uzasadnione jest używanie takiego twierdzenia, że to osoby przyjeżdżające ze wschodu są winne temu, że mamy ogniska zachorowań na odrę w Polce?

Nie. My nie mielibyśmy takiej sytuacji, jeżeli chodzi o odrę w Polsce i bylibyśmy bezpiecznym społeczeństwem, gdyby wszyscy Polacy, tak jak było to jeszcze trzy lata temu, nie odmawiali szczepień. Gdyby wszyscy się szczepili, to ochrona byłaby bardzo duża, wystarczająca, spełnialibyśmy wymagania światowej organizacji zdrowia, czyli 95 procent zaszczepionej populacji a osoby, które nie mogą być szczepione, byłyby chronione.

Najlepszym przykładem tego, że to jest wina rodziców, którzy nie szczepią dzieci, jest ognisko w Pruszkowie. Wszystkie osoby, które tam zachorowały, nie były szczepione przeciwko odrze.

Nie możemy zwalać winy na przyjeżdżających do Polski Ukraińców, dlatego, że u nas szczepienia przeciwko odrze są bezpłatne i powinny być wykonywane zgodnie z kalendarzem szczepień. Gdyby wszyscy rodzice się do tego stosowali to tych przypadków zachorowań na odrę w Polsce nie byłoby.

Czyli nie możemy zwalać winy na Ukraińców, a winni są rodzice?

Rodzice, którzy nie szczepią dzieci, bo mają te swoje poglądy, że szczepienia są szkodliwe. Dzisiaj też rozmawiałem z Panem, który dziecka nie zaszczepił i teraz jest histeria, bo jego pięcioletnie dziecko zachorowało na odrę, a w domu jest dziecko ośmiotygodniowe. Dodatkowo rodzice byli zaszczepieni tylko jedną dawką wiele lat temu i teraz sami się boją, że zachorują i że zachoruje ich maleństwo.

Liczba szczepieńLiczba szczepień PZH

Rzeczywistość spowodowała, że nagle zmienili zdanie?

Spowodował to strach, że pięcioletnie dziecko zachorowało, a ośmiotygodniowe dziecko jest w domu. Teraz rodzice martwią się, czy to maleństwo jest bezpieczne. Dodatkowo matka dziecka była szczepiona wiele lat temu tylko jedną dawką, więc jest wątpliwość, czy ta odporność przekazana noworodkowi jest wystarczająca. Teraz takich dylematów jest bardzo dużo, bo gdy rodzice odmawiają szczepienia, to dzieci są w pełni bezbronne.

Mówiliśmy o Ukrainie, która ma dużą liczbę zachorowań na Odrę, ale podobnie jest na przykład we Włoszech. Żyjemy w świecie otwartych granic, więc ta choroba może też przyjechać z zachodu i południa Europy. Są miejsca w Europie, gdzie ruchy antyszczepionkowe są bardzo mocne.

Jest bardzo dużo zachorowań w Rumunii, jest dużo zachorowań we Włoszech, były przypadki śmiertelne we Francji. Myślę, że ta nagonka jest spowodowana tym, że z Ukrainy jest najwięcej osób, które przyjeżdżają do nas pracować, a tam na Ukrainie niewątpliwie przypadków jest dużo, więcej niż w innych krajach.

Inne argumenty-mity, które są szerzone przez antyszepionkowców, dotyczą efektów ubocznych szczepień. Wśród nich pojawia się ryzyko zachorowania na autyzm. Jak Pani się do tego odniesie?

Autyzm to jest bajka, która jest propagowana przez antyszczepionkowców po tym, jak profesor Andrew Wakefield opublikował artykuł w czasopiśmie „The Lancet,. Jednak co on napisał to wszystko zostało wycofane i sprostowane, a on sam został pozbawiony prawa wykonywania zawodu. W tej chwili już wiadomo, że autyzm jest chorobą, którą dziecko nabywa w czasie życia płodowego, bo to jest choroba genetyczna. Wiadomo, że szczepienie nie powoduje autyzmu.

Akurat tak się zdarza, to jest czysty zbieg okoliczności, że szczepionki przeciwko odrze są podawane właśnie w drugim roku życia i autyzm najczęściej ujawnia się też w drugim roku życia. Jest to czysty zbieg okoliczności, ale nie ma w ogóle nic wspólnego szczepionka przeciwko odrze z konsekwencją rozwoju autyzmu u dzieci. Jest to bzdura powtarzana jak mantra przez te wszystkie ruchy antyszczepionkowe.

Jak dużo osób zmanipulowanych tymi fałszywymi informacjami odmawia w Polsce szczepienia przeciwko odrze?

Nie mam dokładnych danych, ale z tego, co wiem, w zeszłym roku było to około 30 tysięcy osób i ta liczba rosła. Chociaż już widzę, że teraz ta sytuacja się zmieni. Z telefonów, które odbieram w instytucie, wynika, że wiele osób zgłasza się do szczepienia. Ta sytuacja spowodowała strach i otrzeźwienie. Nie chodzi tylko o szczepienie dzieci, ale także zgłaszają się dorośli, którzy byli szczepieni tylko jedną dawką i chcą powtórzyć to szczepienie.