Rachunki za prąd miały nie wzrosnąć. Tymczasem kolejne osoby dostają listy z podwyżkami

Mnóstwo osób wzięło sobie do serca słowa premiera Mateusza Morawieckiego o tym, że "prąd nie zdrożeje", a brak podwyżek zagwarantuje przyjęta w pośpiechu pod koniec roku "ustawa prądowa". Jakież jest ich zdziwienie, gdy otrzymują listy z nowymi taryfami, ewidentnie wyższymi niż wcześniej. Czują się oszukani. O co chodzi?
Zobacz wideo

Zwykło się mówić, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W tym przypadku to połowa prawdy, bo faktycznie chodzi o pieniądze - ile zapłacimy w 2019 r. za energię. Ale chodzi też o bałagan. Totalny bałagan, w którym nie mogą się połapać nie tylko odbiorcy prądu, ale także spółki energetyczne.

W internecie pojawiają się kolejne informacje o tym, kto dostał nową taryfę z wyższymi cenami energii - mimo obietnic premiera. Sami opisywaliśmy 2 stycznia pismo, jakie od swojego dostawcy - spółki innogy - otrzymał pan Jakub. Pismo informujące o podwyżce ceny 1 kWh prądu.

Czytelnik otrzymał nową taryfę za prąd. WyższąCzytelnik otrzymał nową taryfę za prąd. Wyższą Fot. Jakub Dybalski

Skąd ten bałagan? Co robić?

Ustawa "prądowa", przegłosowana w Sejmie i Senacie 28 grudnia i podpisana dzień później przez prezydenta, od 1 stycznia obniża wysokość akcyzy na prąd i tzw. opłaty przejściowej. Zakłada także mechanizm zwrotów dla dostawców energii za to, że nie podniosą opłat swoim odbiorcom (w stosunku do cen z 30 czerwca 2018 r.). Nakazuje także - najpóźniej do 1 kwietnia br. - renegocjację umów już zawartych, w których założono podwyżki. 

Tyle, że wszystko zrobiono na "łapu capu", na ostatnią chwilę. Dlatego dziś same spółki energetyczne nie wiedzą, co robić, o czym więcej pisaliśmy w czwartek. 

Czytaj więcej: Rząd obiecał, że ceny prądu nie wzrosną. Zadzwoniliśmy do firm energetycznych. Nikt nic nie wie

Do klientów docierają listy wysłane zapewne jeszcze w poprzedniej rzeczywistości prawnej - aktualnej raptem tydzień temu. Ich nadawcami są spółki, które nie potrzebują zgody Urzędu Regulacji Energetyki dla swoich taryf (np. PGNiG, innogy). Największe państwowe koncerny (Tauron, PGE, Enea, Energa) na razie zmian nie komunikują, bo muszą mieć zgodę URE na zmianę cen, a wnioski zgłoszone przed 28 grudnia można dziś wyrzucić do kosza. Urząd oczekuje nowych wniosków taryfowych. Takich, które będą spełniały wymogi aktualnych regulacji prawnych.

Spółki energetyczne mówią nam, że cenniki przesłane klientom są aktualne, ale podkreślają, że są aktualne "na dzień dzisiejszy". Co będzie za tydzień albo za miesiąc? Trudno powiedzieć. Wszyscy mówią, że "nie mają oficjalnych informacji", "analizują ustawę" itd. Brakuje też rozporządzeń, które "wytłumaczą" ustawę prądową dostawcom energii.

Wszystko wskazuje na to, że za jakiś czas klienci otrzymają od swoich dostawców prądu kolejną korespondencję - tym razem z korektami rachunków po tym, jak warunki z "ustawy prądowej" zostaną już uwzględnione.

Na razie rachunki trzeba po prostu płacić - niezależnie, czy stawki za 1 kWh są na nich wyższe niż w 2018 r. czy nie. Chyba jedynym ratunkiem jest przeczekanie szaleństwa, które zafundował wszystkim rząd ustawą "za pięć dwunasta". W cytowanym powyżej tweecie pani Ewa Tomczak pytała "Gdzie mam się udać, żeby cena wróciła do poprzedniej?" i prawda jest taka, że prawdopodobnie w tym momencie nawet premier Mateusz Morawiecki czy minister energii Krzysztof Tchórzewski tego nie wiedzą.

Czytaj też: Oficjalnie - Komisja Europejska oczekuje od Polski wyjaśnień w sprawie ustawy o cenach prądu

"Prąd nie zdrożeje" - kłamstwo czy skrót myślowy?

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Wbrew zapowiedziom premiera czy innych polityków, że ceny prądu "nie wzrosną" - one wzrosną. Już wzrosły. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i wolą władzy, na razie nie odczujemy tego na rachunkach (a jeśli odczujemy na początku roku wskutek obecnego bałaganu, to później otrzymamy korekty). Jednak drogi prąd na giełdzie jest faktem.

Rząd tymczasowo chce łagodzić skutki tego faktu "ustawą prądową". Powiedział dostawcom prądu "zostawcie ceny jako były, resztę wam oddamy". Ale czy ten plan się powiedzie? Jak długo rząd będzie się bawił w świętego Mikołaja? 

Więcej o: