Brexit. Polski transport wstrzymuje oddech. "To będzie dla branży ciężkie doświadczenie"

Atmosfera wokół brexitu gęstnieje z dnia na dzień. 21 marca rozpocznie się szczyt UE w sprawie opuszczenia Wspólnoty przez Wielką Brytanię. Widmo tzw. twardego brexitu i jego skutków szczególnie mocno interesuje międzynarodowe firmy transportowe.
Zobacz wideo

Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce potwierdza, że najlepszym scenariuszem dla transportu byłoby przyjęcie umowy brexitowej przez Parlament Europejski i wprowadzenie okresu przejściowego.

Transport odlicza do brexitu

ZMPD nie ma jednak złudzeń i szykuje się na najgorszy scenariusz. W związku z tym zaleca przewoźnikom czasowe wstrzymanie przewozów.

To będzie dla branży ciężkie doświadczenie. Nie pozostaje nam nic innego, jak rekomendować przewoźnikom czasowe wstrzymania się od przewozów. I to nie na jeden dzień, ale najlepiej na tydzień. To rozwiązanie mniej ryzykowne i mniej kosztowne niż utknięcie pojazdu, kierowcy i ładunku na długi czas w kolejce na granicy, bez możliwości manewru. Jeśli pierwszego dnia powstanie kolejka na 20 kilometrów, to przez tydzień może sięgać już 100 km

- powiedział w rozmowie z Next.gazeta.pl prezes ZMPD Jan Buczek.

Doba przestoju to koszt 250 euro

Zrzeszenie szacuje potencjalne straty, jeśli transport utknie w okołobrexitowym korku. Każda doba nieplanowanego postoju to sporo pieniędzy.

Straty trudno ocenić, bo każdy przewóz oceniany jest indywidualnie, w zależności od wartości przewożonych towarów i określonej od niej kwocie zabezpieczenia. Spedytorzy szacują, że wysokość frachtu samochodowego wzrośnie o ok. 100 euro. Dłuższy czas realizacji pojedynczego przewozu oznacza niższe wykorzystanie pojazdu. Każda doba przestoju samochodu ciężarowego to koszt ok. 250 euro

- zauważa Jan Buczek z ZMPD.

Trudności i większą ilość pracy w związku z brexitowym zamieszaniem potwierdza także polski przewoźnik, firma Adampol. Jej prezes, Adam Byglewski, nie ma złudzeń, że brexit będzie miał wpływ na międzynarodowy transport. Firma nie wstrzyma jednak wysyłki samochodów i stara się by, przed planowaną datą brexitu, wyjechało ich do Wielkiej Brytanii jak najwięcej.

Staramy się nie myśleć zbyt wiele o brexicie z uwagi na to, iż sytuacja zmienia się dynamicznie, co mocno utrudnia rokowania wobec tego procesu i jego skutków dla międzynarodowego transportu. Jesteśmy skupieni na pracy, a z powodu zaplanowanego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej mamy jej pięć razy więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej

- powiedział w rozmowie z Next.gazeta.pl Adam Byglewski, prezes firmy Adampol. I dodaje:

Dokładamy starań, aby do pierwotnej daty brexitu, czyli 29 marca, jak najwięcej naszych transportów znalazło się na brytyjskiej ziemi. Mamy swoje biuro w Wielkiej Brytanii i nie wstrzymujemy pracy.

Szerszy kontekst

ZMPD zauważa dodatkowo, że brexit i jego skutki to potencjalne straty nie tylko dla właścicieli firm transportowych, ale także dla budżetu państwa. Stratni mają być przede wszystkim eksporterzy do Wielkiej Brytanii.

Administracje celne Wielkiej Brytanii i państw UE mogą nie sprostać na czas wyzwaniom. Mniejsza efektywność w transporcie, to również mniejsze dochody i mniejsze wpływy do budżetu państwa. Stratni będą przede wszystkim eksporterzy do Wielkiej Brytanii, ale razem z nimi przewoźnicy, wszyscy będą musieli szukać alternatywnych lub nowych rozwiązań, aby pozostać na rynku

- podsumował Jan Buczek, prezes ZMPD.

Jak podkreśla zrzeszenie, do Wielkiej Brytanii, przez przejście w Calais, przeprawia się rocznie 4 mln samochodów transportowych. Rocznie polscy przewoźnicy transportują na Wyspy 9 mln ton ładunków, co oznacza, że każdej doby na teren Wielkiej Brytanii wjeżdża ok. 1,2 tys. polskich ciężarówek.

Transport do Wielkiej Brytanii w liczbachTransport do Wielkiej Brytanii w liczbach Gazeta.pl / dane ZMPD

Zobacz wideo