Decyzja Brukseli uderzy w unijnych, w tym polskich, producentów. Chodzi o zgodę na wpuszczenie na europejski rynek dodatkowych 50 tysięcy ton mięsa. Ma to pozwolić zatrzymać niekontrolowany i rosnący import z Ukrainy, która wykorzystuje luki prawne w umowie handlowej i ustalony kontyngent na 20 tysięcy ton.
Ukraińscy producenci znaleźli bowiem zapisy, które pozwalały firmom zakwalifikować piersi z kurczaków z kością jako "inne towary" i wwozić do Unii Europejskiej mięso bez żadnych ograniczeń i bez cła. To spowodowało, że import kurczaków z Ukrainy wzrósł z niecałych 4 ton w 2016 roku do 50 tysięcy ton w ubiegłym roku.
Decyzja należy od parlamentarzystów
By zmienić zapisy w umowie niezbędna jest ratyfikacja w Unii i na Ukrainie, a nie sprzyja temu - jak tłumaczyła Komisja Europejska - okres przedwyborczy. W maju wyłoniony zostanie bowiem nowy Parlament Europejski. Gdyby przeprowadzić całą procedurę ratyfikacyjną, musiałby się tym zająć już nowy Europarlament, co oznaczałoby kolejne miesiące niekontrolowanego importu kurczaków z Ukrainy.
Dlatego Bruksela zaproponowała tymczasowe porozumienie, które wymaga jednak zgody unijnych krajów i europarlamentu. Ale europosłowie, mając na uwadze interesy unijnych producentów, są na razie sceptyczni. Decyzję o tym co dalej podejmie cały Parlament Europejski na ostatniej sesji plenarnej za dwa tygodnie.