Wywóz śmieci drożeje w ekspresowym tempie. A to zdecydowanie nie koniec podwyżek

Podwyżki cen wywozu śmieci nawet stuprocentowe i wyższe już dotknęły lub wkrótce dotkną mieszkańców wielu polskich gmin. Więcej płacą wszyscy, także osoby sumiennie segregujące odpady. Przyczyn wzrostu cen jest kilka, a to nie koniec podwyżek.

Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, przez rok wywóz śmieci podrożał o ponad 32 proc. Ale ta liczba to oczywiście przeciętny stan dla całej Polski. Są miasta, gdzie miały miejsce podwyżki znacznie wyższe.

Przykładowo, w Łodzi od grudnia 2019 r. ceny za wywóz śmieci segregowanych wzrosła o ok. 85 proc. – z 13 do 24 zł od osoby. W podwarszawskich Markach cena w połowie 2019 r. wzrosła o 300 proc. – z 8 do 32 zł od osoby. Na tym tle symboliczne były ubiegłoroczne podwyżki np. w Poznaniu (z 12 do 14-16 zł za osobę w zależności od typu budynku) czy w Tarnowie (z 8,50 do 11 zł za osobę).

Niestety, to nie koniec. Wiele gmin podwyżki zaplanowało dopiero na 2020 r. A nawet tam, gdzie podwyżki były już wcześniej, rozważa się kolejne.

W Warszawie podwyżki (zapewne od marca/kwietnia) mają sięgnąć średnio ok. 300 proc. Opłata ryczałtowa ma wynieść 65 zł za mieszkanie i 94 zł za dom, niezależnie od metrażu czy liczby lokatorów. W Gdyni wywóz śmieci drożeje o ok. 130-140 proc. w zależności od metrażu (np. dla mieszkania 50 m2 cena od stycznia wzrosła z 26 do 63 zł). W Gdańsku od lutego wywóz śmieci będzie droższy o 100 proc. – opłata rośnie z 44 gr do 88 gr za m2 mieszkania. W Katowicach zaordynowano mieszkańcom podwyżki o ponad 50 proc. – z 14 do 21,30 zł od osoby miesięcznie.

Mniej więcej o 50 proc. od stycznia podrożał wywóz śmieci w Szczecinie – dla domów jednorodzinnych z 65 do 94 zł miesięcznie, dla mieszkań w blokach z 5 do 7,50 zł za m3 zużytej wody. Warto zauważyć, że Szczecin "zaserwował" mieszkańcom już drugą podwyżkę w ciągu sześciu miesięcy, bo przed 1 lipca 2019 r. ww. stawki wynosiły 50 zł za dom i 4 zł za metr sześcienny wody w blokach. Łącznie licząc obie podwyżki wywóz śmieci zdrożał więc o niemal 90 proc.

Takich przykładów podwyżek "na raty" w ostatnich latach było zresztą znacznie więcej. To, że ceny w Warszawie rosną o 300 proc., a w innych miastach "tylko" np. o 50 proc., władze stolicy tłumaczą właśnie brakiem podwyżek w kilku poprzednich latach.

embed

W najgorszych sytuacjach rodziny zapłacą za wywóz śmieci w 2020 r. o grubo ponad tysiąc złotych więcej niż rok temu.

Warto też zwrócić uwagę, że podane powyżej ceny dotyczyły odbioru odpadów segregowanych. Jeśli ktoś wrzuca wszystkie śmieci do jednego kontenera, może płacić nawet cztery razy więcej, niż gdyby odpady segregował. Z drugiej strony gminy mają prawo obniżać opłaty osobom posiadającym na swojej posesji kompostownik.

>>> Drastyczne podwyżki opłat za śmieci. Rachunki aż o 300 proc. wyższe. Wystarczy, że sąsiad w bloku nie segreguje

Zobacz wideo

Dlaczego wywóz śmieci tak drożeje?

Przyczyn tak drastycznego wzrostu cen wywozu śmieci jest kilka. Samorządy tłumaczą to przede wszystkim zmianami prawnymi, które weszły w życie w 2019 r. Wprowadzono de facto obowiązek segregacji odpadów. Wcześniej można było formalnie zadeklarować niesegregowanie śmieci, godząc się na wyższy koszt. Teraz jest inaczej. Domyślnie przyjmuje się, że wszyscy segregują, i dopiero gdy przy odbiorze śmieci okaże się, że ktoś tego obowiązku nie wypełnia, to firma odbierająca śmieci informuje o tym lokalne władze (wójta, burmistrza, prezydenta). Ten wszczyna postępowanie, które może zakończyć się podwyżką ceny za odbiór śmieci w czasie, gdy te nie były posegregowane.

Być może z czasem wpływy samorządów z tytułu opłat za niesegregowane odpady będą rosły (choć najpierw trzeba będzie wyłożyć dodatkowe pieniądze na weryfikację zgłoszeń o niesegregowaniu). Na razie jednak np. Gdańsk ubytek w miejskiej kasie z tytułu braku deklaracji o niesegregowaniu wylicza na 20 mln zł rocznie.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że prawo daje przyzwolenie do stosowania odpowiedzialności zbiorowej w blokach. To oznacza, że teoretycznie jeśli jeden mieszkaniec na złość innym będzie wrzucał szkło do pojemnika na plastik, całej wspólnocie może zostać podniesiona opłata za wywóz śmieci. Tyle że gminy po cichu obawiają się, że wówczas pojawią się skargi do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, potem do sądu. A przy tym w niektórych sytuacjach udowodnienie, że odpad do złego pojemnika wrzucił mieszkaniec bloku, a nie przechodzień, może nie być łatwe. Na plus działa też to, że gminy mogą wprowadzić odpowiedni limit na odpady źle posegregowane, np. 10 proc.

Opłaty od sklepów mocno w dół

Samorządy skarżą się także, że nowelizacja ustawy znacznie ograniczyła poziom opłat za odbiór odpadów z nieruchomości niezamieszkałych, czyli np. z biurowców, hoteli czy sklepów. Opłata za pojemnik 1100 l nie może przekraczać ok. 55 zł, a za pojemnik 120 l ok. 6 zł. Tymczasem niektóre samorządy pobierały opłaty o wiele wyższe – np. w Gdańsku opłata za większy kontener to 127 zł. Skarży się na to m.in. wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski.

Jako, że niższa opłata nie pokrywa kosztów wywozu odpadów, podwyżki są przerzucane na gospodarstwa domowe. Z drugiej strony, teoretycznie gmina może wyłączyć ze swojego systemu odbioru odpadów nieruchomości niezamieszkałe. Od grudnia 2019 r. taka sytuacja ma miejsce w Łodzi.

Śmieci jest więcej więc jest drożej

Mocno rosną koszty zagospodarowania odpadów. Jak wyliczała niedawno "Wyborcza", zagospodarowanie jednej tony warszawskich odpadów waha się pomiędzy 899 zł do 1286 zł. W zeszłym roku było to ok. 510 zł za tonę. 

Zresztą podobne wyliczenia przedstawiają też włodarze innych miast.

Jeszcze 2-3 lata temu za każdą tonę odpadów dostarczoną na składowisko gminy płaciły mniej niż 200 zł. Obecnie cena ta oscyluje w granicach 500 zł. Bywają i takie Komunalne Instalacje Przetwarzania Odpadów, które życzą sobie za to nawet 1000 zł 

- wyjaśniał pod koniec roku wiceburmistrz Andrychowa Mirosław Wasztyl cytowany przez lokalny serwis beskidzka24.pl. Z kolei Urząd Miasta Piekary Śląskie wylicza, że koszt zagospodarowania jednej tony odpadów pomiędzy 2016 a 2020 r. wzrósł z 178 do 518 zł, czyli o prawie 200 proc.

Na ten koszt składa się m.in. wyższa opłata marszałkowska za składowanie śmieci. Od 1 stycznia poszła w górę ze 170 do 270 zł za tonę, jeszcze w 2014 r. wynosiła 73,60 zł. 

Ceny windują także rosnące koszty energii, paliwa i pracy (m.in. wzrost wynagrodzeń, w tym płacy minimalnej). Mając na uwadze, że opłaty nie były podnoszone w niektórych gminach od np. 3-4 lat, teraz skala podwyżek jest drastyczna.

Firmy odbierające od nas śmieci czy tzw. instalacje do przetwarzania odpadów (czyli sortownie, spalarnie śmieci itp.) zwracają też uwagę, że jest ich po prostu znacznie więcej niż kiedyś, i to także wpływa na proponowane cenę usług w przetargach organizowanych przez samorządy.

Chińczycy nie chcą naszych śmieci

Na podmioty gospodarujące odpadami nałożono także dodatkowe obowiązki dotyczące choćby monitoringu składowisk, instalacji przeciwpożarowych czy zabezpieczenia finansowego ewentualnych roszczeń. To pokłosie fali pożarów składowisk m.in. z zeszłego roku. Przepisy zostały wprowadzone w dobrej wierze, ale jednak uderzają finansowo w uczciwe firmy. W marcu będą musiały się one ubiegać o nowe zezwolenia, na nowych, wyśrubowanych warunkach. Ta niepewność sprawia, że np. w Warszawie żadna firma pod koniec 2019 r. nie chciała podpisać z miastem długoterminowej umowy na zagospodarowanie odpadów. Zawarto wyłącznie krótkie kontrakty ważne do końca marca.

Od początku 2020 r. gminy mają też obowiązek odzyskiwania przynajmniej połowy odpadów. Wyśrubowany unijnymi regulacjami poziom recyclingu również podnosi poziom usług. Z drugiej strony – obowiązek recyclingu swoją drogą, ale ktoś jeszcze musi potrzebować np. tworzyw sztucznych czy makulatury do ponownego wykorzystania. A z tym jest kłopot, szczególnie po tym, jak Chińczycy wprowadzili w 2017 r. zakaz importu odpadów do swojego kraju. Na spadek cen surowca wywołany tą nadpodażą samorządy również narzekają.

Nowelizacja ustawy śmieciowej w 2019 r. wprowadziła także od 1 stycznia br. nową frakcję odpadów segregowanych – odpady biodegradowalne. Do tej zmiany trzeba było się przygotować (nowe kontenery, nowe worki, zmiany w częstotliwości odbioru śmieci itd.). Swoje robi także w niektórych regionach mała konkurencja firm na rynku gospodarki odpadami, co może kusić podbijaniem cen. 

Bałaganu w systemie odbioru odpadów dopełnia fakt, że do końca nie wiadomo, czy gmina – nawet gdyby chciała – może się do niego dokładać. Jak wskazuje "Portal Samorządowy", niedawno Regionalna Izba Obrachunkowa uznała, że skala proponowanych podwyżek jest zbyt niska, aby wpłatami mieszkańców udało się zbilansować system odbierania odpadów. Z kolei Ministerstwo Środowiska kilka miesięcy temu przekonywało, że choć system powinien się samofinansować, to nie ma w prawie przepisu zakazującego dopłacania do niego ze środków własnych gminy.

To wszystko sprawia, że samorządy niestety nie wykluczają kolejnych podwyżek cen wywozu odpadów. Zarówno z Ministerstwa Środowiska, jak i z samorządów, słychać często hasło "czas tanich śmieci się skończył", i jest to przykra prawda.

Więcej o: