Według prawa pracy, pracodawca ma obowiązek zapewnić bezpieczne warunki pracy swoim pracownikom. Oznacza to, że musi działać, jeśli istnieje realne zagrożenie m.in. koronawirusem. Sam fakt przebywania danego pracownika we Włoszech czy w Chinach nie daje jednak pracodawcy prawa do odsunięcia go od pracy i skierowania na badania. Taką osobę należy obserwować, a dopiero wystąpienie objawów jest podstawą do działania. Pracodawca może jednak wysłać pracownika na zaległy urlop, ale tylko jeśli ten ma takowy do wykorzystania, wyjaśnia dla next.gazeta.pl mecenas Łukasz Kuczkowski. Innym rozwiązaniem jest praca zdalna, ale na to zgodę musi wyrazić zatrudniony. Zgody wymaga również odsunięcie pracownika od wykonywania pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia.
Pracodawca może również zapewnić środki ochrony, zbiorowe i indywidualne. Może też wydzielić specjalny pokój dla pracownika, a także zalecić pracę w maseczkach, jeśli czynnikiem ryzyka są jedynie odwiedziny w miejscach z dużą liczbą zakażeń.
Każdy pracownik może odmówić przyjścia do pracy, bez groźby utraty wynagrodzenia, jeśli warunki w zakładzie pracy stwarzają zagrożenie dla zdrowia pracowników. Tak stanowi art. 210 Kodeksu Pracy. Znów jednak, sam fakt przebywania jednego kolegów z pracy np. we Włoszech, nie jest wystarczają podstawą do orzekania o zagrożeniu dla zdrowia.
Jeśli jednak rzeczywiście pojawiły się objawy i podejrzenie o zakażeniu koronawirusem jest uzasadnione, pracownik może odmówić wejścia do zakładu pracy, ale wciąż jest do dyspozycji pracodawcy. To on decyduje o sposobie i miejscu wykonywania pracy, więc może m.in. przenieść czasowo zakład do innego budynku, zmienić organizację pracy czy zlecić pracę zdalną. Niepodporządkowanie się temu przez pracownika, może grozić konsekwencjami dyscyplinarnymi.